wtorek, 23 września 2014

18| Wyścig.

Byłam w rozsypce. Tak, mogę to tak nazwać. Nie wiem dlaczego tak zareagowałam... Dobra, właściwie to wiem. Jesteś cholernie samotna, Rachel. Nie, wcale nie! Mam... właśnie. Nie mam nikogo. Jedynymi osobami z jakimi rozmawiam są chłopaki. Jestem jak małe źródełko na cholernie wielkiej pustyni. Pustyni pełnych ludzi, którzy w jakiś mały sposób przyczynili się do mojej osobistej klęski.
- Cii, uspokój się. - Zayn przyjemnie głaskał moje plecy.
- Nic nie będzie dobrze, rozumiesz? Ja pierdolę Zayn, jestem sama! Rozumiesz to? S-A-M-A. Nie mam rodziny, przyjaciół. Powinnam być teraz na studiach a jestem tutaj. Wiesz jakie to uczucie? Kochać, tęsknić a nienawidzić jednocześnie.
- Mówisz o... 
- Tak mówię o moim ojcu. 
Poczułam ukłucie w sercu na wspomnienie tego słowa. Dobra, musiałam się ogarnąć. Musiałam się gdzieś wyładować, a jedynym miejscem, gdzie mogłam to zrobić jest pewna melina. Oderwałam się od chłopaka, łapiąc go za rękę. O nic nie pytał, nic nie mówił. Po prostu robił to co ja, ten jeden jedyny raz. Przemknęliśmy koło zdezorientowanego faceta, a ja pospiesznie otworzyłam samochód. 
- Gdzie mnie zabierasz? - spytał Malik, kiedy znajdowaliśmy się już w środku.
- Na wyścigi. - odpowiedziałam krótko.
Zayn kiwnął głową, nie odpowiadając mi.
- Chcesz się ścigać? Nie sądzę aby to był...
- Zamknij się. Będę się ścigała czy tego chcesz czy nie. Masz wybór, jedziesz ze mną albo zostajesz i wypatrujesz mnie na mecie. - spojrzałam na niego.
Serio, straciłam humor. Nie miałam czasu, siły i ochoty na jego "nie sądzę, aby to był dobry pomysł, jesteś roztrzęsiona". 
- Powoli wyczerpujesz granicę mojej cierpliwości dzisiaj. - prawie syknął.
Oho, w Maliku znowu budzi się boy. Nie odpowiedziałam nic, a zaledwie prychnęłam. Mimo, że dobrze znałam Zayna i wiedziałam, że z nim lepiej się nie targować, lałam na to.  W zasadzie teraz lałam na wszystko. Ruszyliśmy z piskiem opon, a staruch spojrzał na nas z dezaprobatą.  Jechaliśmy miastem, było już właściwie ciemno. Tym lepiej. Tutaj nocą zawsze jest jakiś wyścig. Szukając prawdy o rodzicach, spotykałam się z różnymi  ludźmi i tym całym gównem. Musiałam sobie radzić na wszystkie możliwe sposoby. 
- Daleko jeszcze? - Malik od dłuższego czasu wreszcie się odezwał.
- Jesteśmy prawie na miejscu. 
Wjechałam w uliczkę prowadzącą w okolice jakiegoś lasu.
- Skąd wiesz, że odbywają się tutaj takie rzeczy? - spytał drapiąc się po zaroście. 
- Myślisz, że robię to pierwszy raz?
Machnęłam ręką na znak,że nie chce znać odpowiedzi. Pewnie rzuciłby jakimś zboczonym tekstem, a ja naprawdę nie mam ochoty na jego żarty, poza tym dojeżdżaliśmy już na miejsce. Jedyną rzeczą jaka mnie wkurzała w tych wyścigach, to pełno skąpo ubranych dziewczyn. W przeciwieństwie do nich, ja miałam na sobie  czarne, obcisłe rurki z dziurami, tego samego koloru krótki top z wycięciami po bokach i skórę, czyli - standard, a mimo to wyglądałam bardziej kobieco. Równocześnie z Zaynem wyszliśmy z samochodu. Chłopak  bardzo ucieszył się na widok tyyyylu dziewczyn, praktycznie gołych. Uśmiechnął się pod nosem, a ja KOLEJNY RAZ prychnęłam, mijając go. No proszę was... zachowuje się jak lew, który zobaczy stado antylop. DOSŁOWNIE.
- Ej, poczekaj. Nie chcę się zgubić. - powiedział łapiąc mnie za rękę.
- Zapewne jakaś laska ci pomoże, i to nie tylko w odnalezieniu się. - powiedziałam dość ostro.
Zaśmiał się, ale nic nie powiedział. Podążałam w kierunku organizatora wyścigu, którym tak naprawdę był zwykły koleś. Zasady są proste. Każdy zawodnik wykłada kasę, wygrany zgarnia wszystko. Potrzebowałam odreagować, ścigałam się głównie po to, żeby mieć frajdę, ale nie ukrywam wygrana kasa też się przydawała.
- Rachel? Nie wierzę własnym oczom!- powiedział Julies, kiedy mnie zobaczył.
Posłałam mu ciepły uśmiech.
- Tyle co zwykle? - spytałam, grzebiąc za plikiem banknotów, który zawsze nosiłam w wewnętrznej stronie kurtki.
- Poczekaj, ja wyłożę. - Malik powstrzymał moją rękę.
- Ej, nie potrzebuję tego.
- Zawrzyjmy umowę. Jeśli wygrasz, zrobisz ze mną wszystko co będziesz chciała. Będę cię słuchał, przez cały jebany dzień. Jeśli przegrasz, zrobisz dla mnie i tylko dla mnie mały strip tizz. Co ty na to? - oblizał wargi.
Spojrzałam na niego, potem na Juliesa, który właśnie rozmawiał z innym uczestnikiem.
- Jesteś tego  pewny? - spytałam, podnosząc brew. - Mówisz, że będę mogła zrobić z tobą wszystko? - przybliżyłam się do niego i wyszeptałam mu to do ucha.
- Dokładnie. - prawie jęknął, kiedy moje usta złożyły mokry pocałunek, pod jego uchem.
Uśmiechnęłam się, przyłożyłam palec do ust na znak, żeby był cicho i poszłam w stronę samochodu, aby ustawić się na mecie, podczas kiedy Malik płacił Juliesowi. Wiedziałam, że wygram. Byłam zbyt obcykana w te klocki, aby odnieść porażkę.

Zajrzałam pod maskę lekko się nad nią nachylając, jedną ręką trzymałam klapę, a drugą dokręcałam zawór od wężyka, gdy ktoś uplutł mnie rękami w pasie.
- Wybacz będę okrutny, ale bardzo chce żebyś przegrała. - chwyciłam ręce chłopaka i odciągnęłam je od siebie. Powoli zamykając maskę odwróciłam się do niego, uśmiechnęłam się, chociaż wcale nie miałam ochoty.
- Wsiadasz? - skinęłam na samochód, miałam nadzieję, że Malik wsiądzie ze mną do tego pierdolonego auta i że ten figlarny uśmiech zniknie z jego twarzy, kiedy dotrę pierwsza na metę. Mam wielką ochotę na niebiezpieczną zabawę z mulaatem, którą wkońcu sam zaproponował. Wszedł do środka mamrocząc coś pod nosem. Sama zajęłam miejsce za kierownicą, przygotowywując wszystko. Nie odzywał się, siedział cicho i obserwował jak wyjawiam największe tajemnice pojazdu, który należy do mnie. Sprawdziłam wszystko, akurat w momencie kiedy na środek wyszła brunetka w bardzo krótkiej spódniczce, miałam ochotę zwymiotować gdy Zayn zagwizdał, kręcąc głową. Ugh.. co to ma być? W każdym razie nie miałam czasu nawet nad tym myśleć, nie chciałam się rozpraszać. Czekałam na moment kiedy krwisto czerwona chusta poleci do góry, a ja będę dryfować gdzieś gdzie czuję się naprawdę dobrze. Nagle wszystko się zmieniło, znak do startu został wykonany, nacisnęłam pedał gazu, niemal od razu wypuszczając z ukochanej maszyny potwora. Na początku nie jechałam na szczycie stawki, majaczyłam gdzieś pomiędzy ostatnim zawodnikiem, który zsecydowanie męczył silnik. W przeciwieństwie do mnie, auto prowadziło się jak jeszcze nigdy, to było to. Dojechaliśmy do zakrętu, przygazowałam jeszcze bardziej, chcąc wyprzedzić kilkoro śmiałków. Pojechałam jak najbliżej bandy i przemknęłam dosłownie milimetry od czarnego Nissana 350Z. Dobre auto, za to kierowca zjebany. Bywa i tak. Do końca wyścigu pozostały mi już tylko dwa okrążenia, a dalej miałam do wyminięcia cztery pojazdy. Musiałam sie skupić i dobrze wywarzyć każdy swój ruch, miałam nadzieję, że to na co się porywam mi wyjdzie. Podjechałam jak najbliżej Toyoty Carolli AE86 zaczepiając swoim zderzakiem o jego, kierowca chwilę jeżdził slalomem, zapewne po to, żeby mnie zgubić. O nie, nic z tego..
- Wyciągnij butlę z nitro! - rzuciłam do Malika, który nie wiedzieć czemu siedział cicho i mocno zaciskał pięści.
- Co?
- Rób co mówię. - krzyknęłam, a kiedy zrobił to o co poprosiłam skupiłam się na wyminięciu Toyoty. Wcisnęłam sprzęgło, odczepiając się od przeciwnika i nacisnęłam nitro.
Samochód przyśpieszył do takiej prędkości, że wbiło nas w siedzenia. Wymijałam wszystkich, aż wkońcu to ja byłam pierwsza i to inni starali się poonać mnie. Ostatni zakręt był juz tylko formalnością, mogłam w pełni rozkoszować się zwycięstwem i tak też zrobiłam. Posłałam uśmiech numer 10 w kierunku bruneta i wzrokiem powróciłam na drogę. Z oddali było widać rozentuzjowany tłum, z niecierpliwością oczekujący zwycięscy. Przekroczyłam linię mety, a wszycy niemal od razu dopadli do samochodu głośni krzycząc i machając ręką. Wysiadłam ze środka, bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy, nie chciałam pływać w zachwycie tych baranów. Pojechałam dobrze więc wygrałam, jak mogłoby być inaczej? Przeciskałam się przez tłum ludzi, kiedy ktoś mnie popchnął. Gwałtownie odwróciłam się, spotykając się z rozwścieczonym wzrokiem jakiegoś dupka.
- Co z tobą nie tak? - syknęłam, mierząc go pogardliwym wzrokiem, kojeny frajer nieumiejący przegrywać. Akurat tacy jak oni nie są moim problemem, mógł nie stawiać tyle kasy wiedząc, że jest beznajdziejny, a drift to dla niego pojęcie obce. Westchnęłam i zacisnęłam dłonie w pięści.
- Co to miało być?
- Co? - zapytałam głupio mimo, że dokładnie wiedziałam o co chodzi. - Mówisz o tym jak skopalam ci tyłek, o pogodzie, o tym jak skopałam ci tyłek, czy o tym jak skopałam ci tyłek? - miałam niezły ubaw z tego bufona w bialej koszulce Polo. Jak stylowo..
Ludzie zgromadzeniu wokół nas zaczeli gwizdać z uznaniem,  wśród nich widziałam Zayna, który lekko zaniepokojony? przyglądał się całej sprawie. Przewróciłam oczami, na znak, że wszystko ok i już nieraz byłam w takiej sytuacji, mimo to radziłam sobie.
- Wiesz co teraz mam zamiar zrobić? - spytał, ale ja weszłam mu w słowo.
- Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam teraz odebrać swoją wygrają kasę. - uśmiechnęłam się i odwóciłam dobrze wiedząc, że brunet zaatakuje. Mocno chwycił mój nadgarstek i przyciągnał do swojego torsu. Bardzo chciałam nierobić nikomu kłopotów, ale skoro sam sie o nie prosił to pozostało mi tylko pogratulować mu głupoty. Trzymał mnie w uścisku za nadgarstki, moje dłonie były zgięte w łokciach więc całą swoją siłą pociągnęłam je w dół,  wyswobodzajac się z uściku. Zezorientowany chłopak patrzył na mnie podczas gdy ja już podnosiłam pięść i mierzyłam prosto w jego nos. Co jak co, ale mój prawy sierpowy był niezastąpiony.

 Usłyszałam trzask, a zaraz potem potok krwi zalał idealny kołnierzyk. Podniosłam kolano i uderzyłam trzymającego się za nos bruneta prosto w jego klejnoty. Zatoczył się, więc go popchnęłam. Kałuża w którą wpadł, ubłociła tych którzy najbliżej stali. Nie dbałam o to, kopałam leżacego po brzuchu do momentu, w którym zaczął przypominać bardziej zwłoki niż ludzkie ciało. Miałam ochotę na więcej, ale kłopoty wcale nie były mi potrzebne. Wykonałam gest otrzepywania dłoni, poprawiłam kurtkę, która zsunęła mi się lekko z ramion i odgarnęłam włosy z twarzy. Wycofałam się z tłumu, ciągnąc za rękę brązowookiego. Pod drzewem odnalazłam Juliesa, palącego skręta i liczącego plik pieniędzy. Po jego obu bokach uczepione były nawet nie brzydkie brunetki. Mimo to zmierzyłam je pogardliwym wzrokiem. Nie potrafiłabym tak jak one, skąpo ubrane kleić się do faceta, który jest już na haju. Trochę godności suki..
- Rill złotko niezłe zamieszanie mi zrobiłaś. - wzruszyłam ramionami, bywało, że działy się gorsze rzeczy, ale za każdym razem obywało się bez konsekwencji.
- Bywało gorzej prawda? - usłyszałam chrapliwy śmiech, potem blondyn podał mi wygrane pieniądze.
- No już zmykaj, zaraz będę tu gliny. - ostrzegł mnie, po czym sam wycofał się do czerwonego porshe,a za nim jak posłuszne pieski podreptały jego koleżanki.
- Idziemy. - zarządziłam i wycofałam się z parkingu. Mój samochód dalej stał na lini mety, gdzie łatwo było trafić. Dalej stało tam pełno osób i głośno rozmawiało o dzisiejszym przejeździe. Odgoniłam wszystkich i najnajszybciej stamtąd odjechałam. W środku wyciągnęłam ze schowka chusteczki i otarłam nimi kłykcie. Zaczerwienione kostki były obdrapane i lekko krwawiły. Nic nowego..
- Czemu nic nie mówisz? - przerwałam ciszę.
- Nie jestem wstanie pogodzić się z przegraną. - teatralnie zakrył twarz rękami. Wywróciłam na to oczami.
- Widziałeś co robię z takimi... - zaczęłam, ale mi przerwał zatykając moje usta dłonią. Przejechałam po niej językiem i zaśmiałam się, kiedy brunet się skrzywił. Zatrzymałam się na czerwonym świetle.
- Oh a teraz to jeździsz przepisowo. - odciął się Zayn.
- Siedź cicho. - mrkunęłam i przeniosłam się na kolana Malika, chwycilam jego twarz w obie dłonie, gładząc kilkudniowy zarost i niemal od razu do niego przylegając. Przygryzłam miękką wargę brązowookiego, a gdy cicho jęknął wsunęłam język do jego ust. Nasze języki odnalazły się i zaczęły doczyć ze sobą walkę, w której zdecydowanie dominowałam. Oderwaliśmy się od siebie, kiedy ktoś za nami zaczął trąbić. Jęknęłam zirytowana i wróciłam na swoje miejsce. Odsunęłam szybę i wystawiłam środkowego palca, w kierunku podstarzałego faceta. Wnętrze samochodu wypełnił perlisty śmiech Malika.
- Jesteś niemożliwa.

_________________________________________________________________________________
Hej kochanie, miałam nie dodawać, ale proszę :) nie wiem kiedy będzie kolejny!!!

Komentujcie, bo coś mało was tu ostatnio :C 

Jak macie jakieś pytania to piszcie na asku :*

Ola :)

poniedziałek, 8 września 2014

17| Tatuaż.

- Jak dobrze cię widzieć Rill. - przewróciłam oczami na pieszczotliwe przezwisko z dzieciństwa. Od kiedy pamiętam wujek mówił tak na mnie, bo gdy tylko do niego przejeżdżałam leciałam nad jezioro i bawiłam się tam tak długo aż nie zrobiło się ciemno. Ponad to Joe mówił, że byłam strasznie szybka i wszędzie było mnie pełno, dlatego byłam jego małym strumyczkiem. Zabawne.. 
- Ciebie też wujku.. - uśmiechnęłam się.
- A to kto?
- Zayn to jest Joe mój wujek, a to..
- Zayn..  jestem chłopakiem Rachel.
CO?


Posłałam mu zdezorientowanie spojrzenie mimo, prawie niewidzocznie wzruszył ramionami, ale nie zrobił nic,żeby odwołać to co właśnie powiedział. Miałam ochotę zapytać Zayn? Co ty do chuja odpierdalasz?, ale zamiast tego weszłam za wujkiem do środka budynku. Mimo, że drewniany domek wyglądał na mały, w rzeczywistości taki nie był. Zaraz po wejściu do środka widać długą, czarną ladę, a za nią pełno skórzanych foteli. Na jednym z nich siedział mężczyzna, coś koło 40 i jak dobrze zauważyłam tatuował na swoich łopatkach skrzydła, a po środku nich czyjąś twarz. Może była to jego zmarła tragicznie córka? Potrząsnęłam głową, po co myślę o takich rzeczach? Przecież nie wszyscy mają tak zjebane życie jak ja. Uśmiechnęłam się do Joe,a  ten wskazał na fotel obok gościa, obok którego ponownie usiadł.
- Zaraz do ciebie przyjdę. - skinęłam głową i odwróciłam głowę. Zayn siedział na krześle obok i mi się przyglądał. Zrobiłam gest palcem, żeby się przybliżył, kiedy już to zrobił, nachywliłam się.
- Po co to powiedziałeś? - wyszeptałam mu do ucha, nie chciałam żeby ktokolwiek słyszał  naszą rozmowę, a od chwili kiedy usłyszałam słowa brązowookiego nie dawało mi to spokoju.
- Po prostu Rachel. - odszepną równie cicho i wrócił na swoje miejsce. Nie odzywaliśmy się do siebie dopuki coś małego i rudego nie wbiegło do salonu.
- Caaaat! Uważaj.. - krzyknął kobiecy głos z podwórka, a ja od razu rozpoznałam w nim, głos żony Joe'go Melisy. Była młodsza o 15 lat, miała gęste, kręcone i rude włosy i całe mnustwo tatuaży. Zaczynała w Joe Tattoo Studio jako recepcjonistka, a teraz nie dość, że jest szczęśliwie zakochana w swoim byłym szefie to robi takie tatuaże, że nie jeden mógłby się schować.
- Racheeeel! - mały potworek odgarnął swoje ogniste włosy z oczu i od razu do mnie podbiegł.
- Cześć maleńka. - wzięłam na ręce czterolatkę i pocałowałam jej czółko. Była potworkiem to fakt, ale była też niesamowicie urocza i bardzo przypominała mi mnie. Wyrwała mi się z objęć, podbiegła do taty, szturchnęła go łokciem i zaśmiała się. Zaraz potem dostała naganę od mamy, bo znowu przeszkadza tacie w pracy i ponownie przybiegła do mnie. Mała była bardzo inteligentna, więc obecność Zayna nie pozostała niezauważona. Co chwila wywiercała się w jego stronę,żeby na niego zerknąć, aż wkońcu nie wytrzymała i prosto z mostu zapytała kim jest jak to ona ujęła '' przystojny pan''. Jak na swój wiek, wymowę nawet tych trudnych słów miała opanowaną do perfekcji, dołączyć do tego uśmiech ukazujący wszystkie ząbki i brązowe oczy jak perełki i nie sposób było jej zignorować. Traktowałam ją jak młodszą siostrzyczkę i w tej chwili znowu pomyślałam o tym, czy aby dobrze zrobiłam przyjeżdżając tutaj. Czy nie narażam Joe i jego rodziny na niebezpieczeństwo? Co prawda Mel doskonale wiedziała czym zajmuje się jej mąż, ale nie przeszkadzało jej to. Lubiła ryzyko i czasem nawet mu pomagała. Nie widziała niczego złego w przekrętach jakie robił tatuażysta i za to ją podziwiałam. Nie wiem czy umiałabym żyć ze świadomością, że mój ukochany to przestępca, zwłaszcza gdy w rodzinie wychowuje się  dziecko. Ale oni byli inni, chodzili z małą na strzelnicę, uczyli ją od najmłodszego samoobrony. Cat była uroczą istotką zdolną do zestrzelenia (na razie tylko pistoletem na kulki) puszek z dość dużej odległości. Jeśli w przyszłości chciałabym założyć rodzinę, to chciałabym by wyglądała tak jak ich. Kochali się, żyli bez tajemnic i się akceptowali. Czy można chcieć czegoś więcej? Potrząsnęłam głową, chcąc wyrzucić z siebie te wszystkie kłębiące się we mnie myśli. Zbieranie się na sentymenty było ostatnią rzeczą, jaką w tej chwili potrzebowałam. Odłożyłam małą, a na sobie znowu poczułam wzrok mulata. Spojrzałam na niego, a on jak gdyby nigdy nic odwrócił wzrok. Nie wiedziałam dlaczego nazwał mnie swoją dziewczyną, ale... no kurde. W jego ustach brzmiało to tak... idealnie? Nie, nie mogę tak myśleć.
- Gotowa? - usłyszałam za sobą głos mojego znajomego tatuażysty.
- Zawsze i wszędzie. - uśmiechnęłam się.
Joe gestem ręgi pokazał mi fotel, a obok niego wolne krzesło. Podniosłam brew, ponieważ nie wiedziałam komu będzie ono przeznaczone.
- Pomyślałem, że twój chłopak będzie chciał być przy Tobie, kiedy zacznę tworzyć to arcydzieło na twojej ręce.
Słucham?
- Um... ja myślę, że... - zaczęłam szukać w myślach dobrej wymówki.
- Bardzo chętnie. - usłyszałam za sobą głos Zayna, a co gorsze jego ręce na moich biodrach, które niemal je paliły.
- W takim razie zapraszam.
Spojrzałam groźnym wzrokiem na mulata, ale ten widocznie miał z tego niezły ubaw. Poczekaj, aż wrócimy do domu. Usadowiłam się wygodnie, a Joe przystąpił do pracy.
- Jak będzie cię bolało, to ściśnij moją dłoń. - oznajmił mi Zayn, wyciągając ją.
- Spojrzałam na nią, potem na niego, a na końcu na Joego, który bacznie nam się przyglądał. Zacisnęłam powieki, ale podałam mu moją dłoń. Chłopak przyjemnie zaczął gładzić ją kciukiem. Nie wiedziałam, że ma w sobie chodź krztę czułości.
Kiedy moja ręka była już prawie gotowa, ja już ledwo mogłam wysiedzieć na tym zasranym fotelu. Bolało... bardziej niż strasznie. Myślałam... a właściwie zapomniałam jak to jest robić sobie tatuaż. Mimo, że spodziewałam się, że spotkałam się już każdym rodzajem bólu, muszę przyznać, że ten był nie do zniesienia. Oh,  pewnie Malik w środku śmieje się ze mnie... tak, na pewno. W sumie teraz nie obchodziło mnie to. Odwróciłam głowę od ściany i spojrzałam na gotowe już dzieło, które Joe owijał folią.
- Za parę dni powinno się zagoić, do tego czasu niech twój chłopak uważa na ciebie, bo mimo, że miałaś już robione tatuaże, na ten twoje ciało może zareagować inaczej. Aha i pamiętaj mała, jakby coś to dzwoń. - spojrzał wymownie na mojego towarzysza.
- Będę jej strzegł jak oka w głowie. - mulat wyszczerzył się w jego stronę, ignorując ostatnie zdanie.
Oh, serio? Spojrzałam na niego, nie wiedząc co odpowiedzieć, więc posłałam mu minę mówiącą mniej więcej: "Poczekaj, aż będziemy sami".
- Jasnę jak słońcę, Joe. Ty też pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć, cokolwiek by się nie działo. Jesteśmy w końcu prawie rodziną! - poczochrał mi włosy.
Po chwili opuściliśmy budynek, a kiedy byliśmy wystarczająco daleko od spojrzeń Joego, zrzuciłam jego rękę, która oplatała moje ramię.
- Czy ciebie do końca popierdoliło?!- wrzasnęłam widząc rozbawioną minę chłopaka.
- Kochanie, nie denerwuj się tak!- zaśmiał się.
- Ciebie to bawi, tak? - syknęłam - Co, może jeszcze mu powiesz, że mamy ze sobą dziecko!
- A mamy?
Złapałam się za głowę i krzyknęłam z całej siły. Kiedy byłam zbyt zdenerwowana, albo coś mi nie wychodziło zawsze darłam się jak opętana. Po prostu to mi pomagało. Ostatni raz spojrzałam na mulata i wpakowałam się do samochodu, oczywiście na miejsce kierowcy. Po chwili usłyszałam jak Malik również do niego wsiada.
- Gdzie jedziemy? - spytał.
- Muszę jeszcze coś załatwić, ale ciebie odwożę do domu.
- Chyba się zapomniałaś koleżanko. - gładził ręką swój zarost.
- Ja pierdolę. - syknęłam. - Mamy umowę, tak? Ja zawsze dotrzymuję słowa, więc łaskawie się zamknij i chociaż raz zrób to co JA mówię. - powiedziałam już ledwo spokojnie.
Chłopak nic nie powiedział, ale ledwo zauważalnie kiwnął głową. Westchnęłam głośno i przekręciłam klucz.
Po czasie około 30 minut byliśmy znowu pod tą zasraną twierdzą. Chłopak wyszedł, ale podszedł od strony kierowcy, a ja zsunęłam szybę i spojrzałam na niego.
- Kiedy zamierzasz wrócić? - spytał wkładając głowę do środka.
- Nie wiem. Może mi to zająć 2,3 godziny. - westchnęłam.
- Przygotuję coś specjalnego do jedzenia. - oblizał wargi.
- Specjalnego czyli zamówisz pizzę? - podniosłam brew do góry.
- Rozgryzłaś mnie. - zaśmiał.
 Pokręciłam głową i ruszyłam z miejsca. Musiałam jechać i odwiedzić dwa miejsca, w których byłam bardzo dawno temu. Czułam, że coś mnie tam przyciąga. Włączyłam nawigację i nie myślałam już właściwie o niczym. Kierowałam się w stronę mojego celu, czując, że jestem już blisko.
Byłam na miejscu. Byłam w miejscu bliskim, a jednocześnie tak strasznie dalekim mojemu sercu. Byłam pod moim dawnym domem, który nie wyglądał już tak jak kiedyś. Nie miał białej jak śnieg werandy, a na niej milion różnego rodzaju kwiatów, które mama tak bardzo kochała. Teraz na drzwiach w miejscu, gdzie była tabliczka "rodzina Smithów" jest deska z napisem "na sprzedaż". Dom nie wyglądał już tak atrakcyjne, ale ja dałabym wszystko co jest na świecie, abym mogła znowu w nim zamieszkać wraz z mamą i tatą. Oddałabym wszystko, aby było tak jak dawnej. Trzymałam mocno zaciśnięte ręce na kierownicy, a moje knycie były niemalże białe. Zacisnęłam powieki czując, że słony płyn zaczyna się z nich wydostawać. Dobra, muszę jechać dalej. Przekręciłam klucz w stacyjce, zmieniłam bieg i z piskiem pokierowałam się w stronę.... cmentarza. Tak, właśnie tam się teraz kierowałam. Potrzebowałam chwilę... spokoju? To była jedyna szansa, abym mogła przyjechać tutaj sama. Musiałam wykorzystać fakt, że Malik był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze, inaczej pewnie nie puściłby mnie nigdzie samej. Znając mnie i moją naturę i tak znalazłabym sposób, aby tutaj się dostać. Wreszcie, kiedy zobaczyłam obskurną bramę i rzędy opuszczonych nagrobków uświadomiłam sobie, że jestem na miejscu. Przy wejściu stał średniego wzrostu facet, a obok niego wózek z kwiatami. Zorientowałam się, że przyjechałam tutaj bez niczego. Musiałam więc kupić coś, co chodź trochę przyozdobi grób.
- Poproszę bukiet czerwonych róż. - powiedziałam oschle, nawet nie patrząc gościowi w oczy jak na kulturalną dziewczynę przystało.
- Proszę bardzo... - powiedział, niepewnie wręczając mi kwiaty.
Ruszyłam w stronę grobu moich rodziców. Mijałam po drodze miliony starych, opuszczonych nagrobków. Pewnie spytacie, dlaczego nie pochowałam ich w jakimś super nowoczesnym cmentarzu. Sprawa jest prosta. Nie chciałam, aby ktoś z osób "trzecich" zakłócał spokój moim rodzicom. Być może zrobiłam to dlatego, ponieważ chciałam odwiedzać ich wtedy, gdy cmentarz będzie zupełnie pusty. Wybrałam właśnie ten. Nie zmienia to faktu, że bardzo zdziwiłam się, gdy zobaczyłam tego faceta. Zatrzymałam się przy czarnym, marmurowym grobie z tabliczką Kate i Mike Smith. Położyłam kwiaty i usiadłam na ławeczce na przeciwko.
- Straszni z was egoiści, wiecie? Zostawiliście mnie samą, na pastwę losu. Tobie mamo jestem jeszcze skłonna wybaczyć, ale ty tato? Jak mogłeś... jak mogłeś zrobić mi coś takiego? Jednego dnia cholernie za tobą tęsknię, a drugiego po prostu cię nienawidzę. Nie wiem co mam robić, bo za każdym razem odkrywam coś nowego. Zostałam sama... zupełnie sama na tym pojebanym świecie! Wszystko byłoby dobrze, wszystko byśmy zdążyli naprawić, gdybyście tutaj znowu ze mną byli. Przez to wszystko przestałam wierzyć, że ktoś znowu mnie pokocha, a ja będę wstanie pokochać również tę osobę.... - mówiłam, pustym wzrokiem patrząc się na tabliczkę.
- Rachel. - usłyszałam za sobą głos Malika.  
NO NIE WIERZĘ... CAŁY PLAN SPOKOJNEGO ODWIEDZENIA RODZICÓW POSZEDŁ SIĘ JEBAĆ.
- Co ty tutaj robisz? - wstałam, pospiesznie wycierając łzę.
- Wiedziałem, że tutaj będziesz. - powiedział podchodząc do mnie.
- Wiedziałeś? Skąd mogłeś to wiedzieć? - prychnęłam.
- Znam cię lepiej niż myślisz. Na przykład wiem, że jest ci teraz strasznie ciężko. Nie potrzebnie tutaj przyjeżdżałaś.
- Słucham? Jak możesz mówić, że nie potrzebnie przyjeżdżałam na grób własnych rodziców! - prawie krzyknęłam.
- Zaraz się rozpłaczesz, widzę to. - mówił dalej spokojnie.
- Gówno widzisz. - syknęłam, ominęłam go i ruszyłam przed siebie.
Poczułam mocny ucisk. To trwało sekundę... odwróciłam się i po prostu padłam w ramiona mulata - wyjąc. Tak, płakałam jak dziecko. Kolejny raz udowodniłam sobie w jaką skrajność popadam. Jak bardzo krucha mogę być. Jak bardzo on na mnie działa...
____________________________________________
Straaasznie przepraszam za zwłokę, przepraszam, przepraszam, przepraszam. Przygotowania do szkoły zajęły większą część mojego czasu. Ola też musiała go również sprawdzić, więc też trochę zeszło.
Co u was w szkole? Mnie już od samego początku tępią i tępią... masakra jakaś. Dobra, lecę robić zadanie z matematyki. Kocham was! :*
Natalia

czwartek, 21 sierpnia 2014

Niespodzianka





Cześć! Mamy dla Was jak sama nazwa posta mówi - NIESPODZIANKĘ. Postanowiłyśmy zrobić jeszcze raz zwiastun i tym razem wyszedł dokładnie tak jak chciałyśmy, zostanie on zamieniony za ten stary, zapraszamy do oglądania i oczywiście napiszcie nam czy i Wam się podoba.

Ps. Mile widziane pytania do bohaterów na asku.
Natalia&Ola
♥     
  

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

16| Mój chłopak?

Nie ruszyłam się z miejsca. Nie mogłam albo nie dałam rady. Chuj wie. Odetchnęłam głęboko, ale po chwili usłyszałam czyjeś kroki w stronę drzwi. Musiałam jak najszybciej się zmyć, bo jeżeli któryś z chłopaków by mnie przyłapał, miałabym bardziej przesrane niż teraz. Odepchnęłam się od ściany i szybko udałam się do pokoju Malika. Gdzieś głęboko miałam nadzieję, że go tam zastanę. Szarpnęłam za klamkę. Nic. Pusto. Nie ma go. Przykro ci Rachel? Oh, nie udawaj. Pewnie wyszedł na papierosa czy coś. W sumie nie obchodzi mnie to. Postanowiłam wziąć długą i gorącą kąpiel. Potrzebowałam czegoś, co ukoi moje zszargane nerwy i pobudzone emocje. Wzięłam ubrania na przebranie i weszłam do dość dużej łazienki chłopaka. Napuściłam do wanny dużą ilość wody i wrzuciłam bombę musującą o zapachu lawendy. Ściągnęłam najpierw ubrania, potem bieliznę. Cisnęłam nimi w kąt łazienki. Weszłam do wanny wcześniej upewniając się, że woda jest wystarczająco ciepła. Ułożyłam się wygodnie, a piana którą wcześniej stworzyłam z płynu różanego, zakrywała całe moje ciało. Zamknęłam oczy i zatraciłam się w chwili. Wszystko byłoby idealnie, gdyby ktoś nie wparował mi do łazienki.
- Rachel? - usłyszałam dobrze znany mi głos. 
- Zayn, nie nauczyli cię pukać? - syknęłam. 
- Nauczyli ale wiesz, że drzwi mają zamek, nie? - zadrwił ze mnie. 
- Wyjdź stąd. - powiedziałam.
- Czemu? Chętnie postoję i popatrzę. - wiercił wzrokiem dziurę na mojej twarzy. 
- Serio Zayn, wynoś się. 
Podniósł ręce w obronnym geście i śmiejąc się wyszedł. Westchnęłam głośno i kontynuowałam moją chwilę relaksu. To był czas dla mnie i... tylko dla mnie.



Wyszłam z wanny i osuszyłam swoje ciało ręcznikiem. Założyłam  wcześniej przygotowane ubrania, przemyłam rany i wyszłam z łazienki. W pokoju zastałam Zayna leżącego na łóżku. Patrzył się na mnie i nic nie mówił. Robił to, co szczerze powiedziawszy wychodziło mu najlepiej. Trzymałam w ręce ubrania i kiedy miałam je zanieść i wrzucić do torby 'przypadkiem' upadła mi koszulka. Schyliłam się po nią, uśmiechając się cwaniacko. 
- Nie kuś mnie... - mruknął Zayn, który nie wiadomo jak, znalazł się za mną. 
- Nie zamierzałam tego robić. Nie moja wina, że ślinisz się na mój widok, kiedy tylko mnie zobaczysz. 
- Chciałabyś. - pozostawił mokry pocałunek na mojej szyi i wyszedł z sypialni. 
Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Postanowiłam wykorzystać fakt, że Malika nie ma w pokoju i poszperać za moją teczką. Nie po to opiekowałam się przez cały dzień dzieckiem i marnowałam swój cenny czas, żeby teraz to wszystko poszło na marne. Wiedziałam, że tą tak bardzo cenną dla mnie rzecz ma Zayn albo Liam. Z tego co zdążyłam zauważyć, to oni tworzą trzon tego gangu. Chyba, że jest ktoś o kim nie wiem. Coraz częściej zastanawiałam się co ja tutaj robię. Mój cel był inny. Miałam znaleźć zabójcę mojego ojca, zabić go i po sprawie. Tymczasem siedzę w jakieś zapchlonej twierdzy i czekam na właściwie nie wiadomo co. Póki co nie zostaje mi nic innego, bo z tego gmachu nie da się ni chuja wyjść. Myślicie, że nie próbowałam? To jest jak opancerzony czołg. Zero okien, zero drzwi. Same nadajniki, kamery i pełno broni. Upewniłam się, że chłopak sobie poszedł i od razu doskoczyłam do przypadkowej szuflady. W szybkim tępie odsunęłam i przeszukałam jej zawartość, ale oprócz kilku papierków, paczce prezerwatyw i magazynku nie znalazłam niczego ciekawego. Zastanawiałam się, gdzie mógł schować coś, zwłaszcza, że na pewno wiedział, że będę chciała to znaleźć i nagle mnie olśniło. On wcale nie musiał tego ukrywać, może przełożył to po prostu do innej teczki, których sterty ma poupychanych na regale niedaleko komody. Już chciałam tam podejść, kiedy usłyszałam na korytarzu pośpieszne kroki.
- Rachel? - głowa Nialla wychyliła się zza drzwi, a ja odetchnęłam.
- Co?
- Dobrze,że cię znalazłem. Słuchaj.. ja i chłopaki mamy robotę, więc ty i Zayn zostaniecie tu na kilka dni sami.
- Co? Ale czemu to ty nie możesz ze mną zostać?
- Powiedzieli, że za bardzo cię lubię, poza tym to Zayn od początku miał cię odnaleźć i pilnować. - przewróciłam oczami, no jasne, że Malik. Bo kto by inny? 
- Dobra, dzięki za wiadomość. Do zobaczenia. - chłopak uśmiechnął się, ale nie zkomentował moich zmarszczonych brwi i poirytowanej miny, szybko przytulił mnie i wypadł z pokoju zanim ktokolwiek mógł zauważyć tutaj jego obecność. Nagle straciłam ochotę na jakiekolwiek poszukiwania i rzuciłam się na łóżko. Jeśli mam spędzić z Zaynem kilka dni, muszę odpowiednio się przygotować, bo nie wiem jak mnie będzie traktował. Może milczeć lub za każdym razem całować mnie tak jak 2 godz temu, a to będzie bardzo frustrujące i dziwne.

Kiedy usłyszałam jak chłopcy wychodzą poczułam się przytłoczona i zaniepokojona, mimo to czułam, że uduszę się jak nie wyjdę z pokoju mulata, wzięłam głęboki oddech i opuściłam pomieszczenie. Zdałam sobie sprawę z tego, że jestem głodna więc nie patrząc nigdzie indziej tylko na swoje buty, przeszłam przez salon, trafiając do kuchni utrzymanej w czerni i bieli. Mimo tego, było tu dość przytulnie co z pewnością dawała czerwona kostka i ciemne drewno. Otworzyłam lodówkę i niemal od razu wyciągnęłam z niej mleko, drożdże i inne potrzebne rzeczy do zrobienia placuszków drożdżowych z cukrem pudrem i dżemem. W miarę sprawnie przygotowywałam masę na ciasto do puki ktoś nie objął mnie od tyłu. A mówiąć ktoś, miałam na myśli Malika nikogo innego. Podniosłam głowę do góry.
- Co robisz?
- Przytulam cię, nie widać? - odpowiedział kpiąco.
- Ugh. - wyplątałam się z jego uścisku i popchnęłam go na krzesło. - Dobra wyjaśnijmy coś sobie. - zaciekawiony chłopak poprawił się na siedzeniu, zaplótł swoje ręce razem i oblizał usta, czekając na to co powiem. A ja po prostu nie mogłam, bo widok jego oblizującego swoje usta od razu stanął mi przed oczami, a ja na przemian widziałam tą scenę i moment, w którym przypiera mnie do ściany. Byłam tak kurewsko napalona, że mogłabym się pieprzyć z nim na tym stole w tej chwili. Co było kompletnie nie poważne i oczywiście potem obwiniałabym się za to. Ale dopuki czułabym go w sobie wbiającego się we mnie mocno nic nie zachwiało by tej chwili. Potrząsnęłam głową.
- Więc jest tak, mamy spędzić razem kilka dni, więc proszę cię, może na ten czas ograniczmy swoje cięte odpowiedzi i zawżyjmy układ co?
- Jaki układ? - przekrzywił głowę zainteresowany i przysięgam, że teraz wyglądał jeszcze bardziej pociągająco.
- Powiesz mi wszystko o co zapytam i poproszę w zamian za to pozwolę wam dowieźć mnie gdzie macie to zrobić i pomóc wam w czymkolwiek mam brać udział bez sprawiania większych kłopotów ok?
- Uh.. Bardziej myślałem, że będę mógł cię pieprzyć na tym stole, całować i znienacka przytulać, ale i tak bym to robił więc zgoda. - wyciągnął przede mną dloń, a ja omal nie zwariowałam na jego słowa. Przygryzłam wargę i uścisnęłam jego rękę po czym on do mnie nieznacznie się zbliżył. Wyciągnął moją wargę swoimi zębami i wyszeptał, żebym tego nie robiła. Po tym z oszalałym sercem odwróciłam się i zaczęłam dalej przygotowaywać ciasto,a on wyciągnął piwo i sądząc po odgłosach zaczął oglądać mecz.

Czekałam kiedy placuszki usmażą się, wyłożyłam je na talerz i postanowiłam podzielić się nimi z Zaynem. Weszłam pewnie do pokoju, siadając obok i kładąc pachnące placki na stole do kawy.
- Chcesz? - spytałam kiedy mulat któryś raz z kolei popatrzył na mnie kątem oka. - Zrobiłam ich więcej.
- Jasne, dzięki.


Zanim się obejrzałam leżeliśmy z wyciągniętymi nogami,  masując swoje brzuchy. Zaśmiałam się, kiedy Zayn kichnął od cukru pudru, potem zmarszczył nos i rzucił nadgryzione jedzenie w celu rezygnacji.
- Zjadłam tak dużo, że chyba nie rusze się z kanapy przez miesiąc. - jęknęłam, ale potem wstałam.
- Ej mówiłaś, że się nie ruszysz. - wydął wargi.
- I tak by było, dopuki nie zdałam sobie sprawy, że naprawdę naprawdę chce mi się sikać. - zaśmiał się i pokręcił głową. Wyszłam z pokoju i po wysikaniu się, poprawieniu włosów i sprawdzeniu swoich ran wróciłam.
- Długo cię nie było.. - stwierdził.
- Tak. Musiałam sprawdzić co z moimi ranami..a co? Tęskniłeś?
- Jeszcze jak. - bezczelnie się uśmiechnął i przyciągnął mnie w uścisku. Spędziliśmy wieczór na kanapie oglądając filmy i rozmawiając na wszystkie tematy, dopuki nie zasnęłam.


Następnego dnia obudziłam się, przyklejona do Malika podczas gdy on władczo opatał mnie ręką w pasie, śpiąc w najlepsze. Zdezorientowana od razu pomyślałam, że spędziliśmy noc i niemal od razu podniosłam kołdrę, ale tak szybko jak przekonałam się, że mam na sobie ubranie myśli o Zaynie pieprzącym mnie odeszły na drugi plan. Powoli podniosłam ramię chłopaka i wstałam przeciągając się. Myślałam, że zrobiłam to w miarę  delikatnie, ale kiedy zauważyłam podniesioną głowę Zayna, nie byłam juz tego taka pewna.

                               


- Co się stało? - mruknął
- Nic, nic. Idę się ogarnąć. - niemalże wbiegłam do łazienki. Jego głos sprawił, że ugh.. nieważne.
 Jak tylko zamknęłam drzwi zjechałam po nich w dół i już wtedy przypomniałam sobie jak spędziłam wczorajszy dzień. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że było bardzo normalnie i fajnie.. Zayn oprócz trzymania mnie w objęciach nie próbował niczego innego, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna bo wiem, że nie umiałabym mu się oprzeć. Umyłam zęby i kiedy czesałam włosy usłyszałam mocne uderzenia w drewnianą powłokę.
- Rachel otwieraj! - krzyknął. - Lać mi się chce. - zaśmiałam się i otworzyłam dzwi, przepuszczając go i  od razu zauważając pokaźną erekcję w jego spodniach. Jakim cudem nie widziałam tego wcześniej? 




Opuściłam łazienkę z cichym jękiem i postanowiłam się ubrać. Założyłam na siebie czarne, obcisłe rurki z dziurami, czarny krótki top z wycięciami po bokach, dzięki czemu widać było moj brzuch.
- Masz tatuaże? - usłyszałam w momencie, kiedy miałam założyć skórzaną kurtką.
- Taaa.. - ubrałam się do końca, ale Zayn od razu podszedł do mnie i ściągnął moje okrycie dokładnie oglądając każdy mój tatuaż, przypadkowo pokrywający moją skórę.
- Są niesamowite.
- Um dzięki.. Tak sobie myślałam, że moglibyśmy pojechać do mojego znajomego iii.. chciałabym rękaw. - wyrzuciłam i patrzyłam na jego reakcję. Pokrecił głową, ale nic nie powiedział za tu uroczo się uśmiechnął, co wzięłam za tak. Odwrócił się, a ja przysięgam, że usłyszałam jak mówił do siebie pod nosem, że jestem idealna. No cóż pewnie mi się przesłyszało, ale to i tak sprawiło, że miałam uśmiech na twarzy, a mój dobry humor stał się jeszcze lepszy.


- Kanapeczkę? - zapytałam kiedy tylko Zayn wszedł do kuchni, a widząc mnie z wyciągniętym śnaidaniem przed nim uśmiechnął się. On jest normalny... No może nie tak jak Niall, ale jest normalny.. Och serio Rachel? Zignorowałam oba głosy, które toczyły walkę wewnątrz mnie i odpowiedziałam mu tym samym.
- Więc.. mówiłaś, że chcesz rękaw..
- No taaaaak, do czego zmierzasz? - zmrużyłam oczy
- Spokojnie- zaśmiał się - chciałem ci tylko powiedzieć, że nie zrobisz całej ręki naraz, więc nie wiem czy jest sens to zaczynać, skoro..
- Skoro nie pojedziemy tam drugi raz tak? - zapytałam, a on niepewnie skinął głową- Zdaję sobie sprawę, ze to trochę potrwa, ale nie wiem czy zauważyłeś, już zaczęłam go robić, narazie są to tylko pojedyńcze tatuaże, w okolicy barku i obojczyka oraz przedramienia ale są.
- Naprawde? Nie zauważyłem. - stwierdził, a ja ściągnęłam ramoneskę i obuściłam trochę top, z wahaniem obserwowałam jego reakcję. Sama zaprojektowałam każdą ''dziarę'' jaką mam i niewątpliwie po prostu wyczekiwałam jego reakcji.
- Ten kto zrobił ten tatuaż ma ogromny talent.
- Dzięki. - odpowiedziałam wzruszając ramionami, zszokowanie wymalowało się na jego twarzy, ale do końca posiłku już żadne z nas się nie odezwało.


- Mogę poprowadzić? - spytałam i zrobiłam słodką minę. Zayn westchnął, ale nic nie powiedział co wziełam za potwierdzenie. - No już, wstadaj! Zafunduję ci przejażdżkę nie z tej ziemi.. może nawet jak będziesz grzeczny zabiorę cię na wyścig.
- Mówisz poważnie? - przytaknęłam. Zayn nakierował mnie na główną drogę, a z tamtąd już wiedziałam jak dojechać do Joe Tattoo Studio. Jeździłam tam ikekroć coś ważnego zdarzyło się w moim życiu, a pierwszy raz zawitałam do kumpla mojego taty, tuż po śmierci Mike'a. To Joe pomógł mi się pozbierać, dał mi fałszywe dokumenty, pieniądze i pierwszy tatuaż niedaleko serca ''To nie koniec, to początek.'' 
Dzięki temu było mi łatwiej, nie chciałam jakiś ckliwych obrazków, czy portretów rodziców, wystarczyło tylko zapewnienie, że ich odejście nie było końcem, a czymś co niosło za sobą tylko konsekwenkcje podjętych decyzji, przez nieodpowiednich ludzi. Wtedy nie wiedziałam co mnie czeka, byłam zagubiona, ale skończyłam z tym. Nigdy więcej nie chcę się czuć tak jak 2 lata temu.
- Wydaje się, że dobrze znasz tą drogę.
- Bo tak jest. To najważniejsze miejsce w moim życiu.. w tym drugim życiu. - poprawiłam się, bo  chciałam, żeby zrozumiał o co mi chodzi.

Przez następne 10 min jechaliśmy w ciszy, ale nie tej niezręcznej co mnie zdziwiło. To dziwne, że przebywania w towarzystwie Zayna nie jest wogóle krępujące, zważywszy na to, że jest jednym z potencjalnych zabójców mojego ojca.
- Mogę cię o coś poprosić? - zapytałam niepewnie
- Zależy o co.
- Chodzi o samochód. - westchnęłam, a potem ni stąd ni zowąd opowiedziałam mu historię pojazdu, kótrym właśnie kierowałam.
- Nie wiarygodne. - szepnął.
- Co nie wierzysz mi? To patrz. - puściłam kierownicę i jakgdyby nigdy nic wyciągnęłam ze schowka pilniczek do paznokci. Zayn obserwował mnie chwilę, zabrał mi narzędzie i pokręcił głową.
- Co to cacko jeszcze potrafi? Albo raczej, czego nie potrafi? - zaśmiałam się.
- To auto jest jedynym co mam, co mi zostało po tacie i bardzo ważne jest dla mnie to..
- No?
- Przechowasz je gdzieś dla mnie?
- Czemu prosisz o to akurat mnie? - spóściłam głowę, bo nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Myślałam,że nie będzie robił problemów i zrobi to dla mnie.
- Po prostu.. eh zrobisz to?
- Tak.. Jasne. Odiweziemy go do mojego domu co? Mam podziemny garaż i nikt nie wie o jego istnieniu. Trochę taki mój azyl, moze być?
- Naprawdę? Dziękuję. - rzuciłam mu się na szyję, zapominając, ze prowadzę, Zayn od razu to zauwazył ale potem przypomniał sobie, ze włączony jest autopilot. Niepewnie objął mnie, a potem jak gdyby nikgdy nic zażartował.
- Ten samochód to świetna rzecz. Śpieszysz się, ale masz potrzebę- tu znacząco poruszał brwiami- wyprawiasz w tym aucie cuda, a i tak bezpiecznie trafiasz do celu. Chyba musze porozmawiać z twoim mechanikiem- zaśmiał się.
- Właśnie z nim rozmawiasz. - uśmiechnęłam się uroczo a Malik kolejny raz był na tyle zaskoczony, że nawet nie zauważył, że auto zatrzymało się pod niewielkiej wielkości drewnianym domkiem.

Wysiadłam i rozprostowałam nogi. Przejechałam wzrokiem po deskach budynku i z uśmiechem wpatrywałam się w las za nim. Tyle upalnych latnich dni spędziłam nad jeziorem, w pracowni ''wujka'' Joe. Chciałam z radości krzyczeć i piszczeć, gdy starszy mężczyzna wyszedł z chatki i biegł w moją stronę. Po chwili pochwycił mnie w ramiona i zaczął mną kręcić dookoła. Śmiałam się i rozkładałam ręce. Było tak jak zawsze, czas był dla nas łaskawy, a to miejsce, jedyne już zresztą wywoływało same dobre wspomnienia we mnie. Mimo, ze po śmierci taty spędziłam tu prawie tydzień siedząc nad lekko zielonkawą wodą i płacząć zdawało się jakbym tego nie pamiętała. Wspomnienia z tamtego okresu zaszły mgłą, kurzem i pozostało to dziwnie miłe uczucie towarzyszące każdej mojej wizycie tutaj. Kiedy poczułam grunt pod nogami przytuliłam wysokiego bruneta do siebie. Wdychałam jego zapach i myślałam o ojcu. Był jego takim jakby zastępcą i w tej chwili dopadły mnie wyrzuty sumienia. Dobrze zrobiłam przyproadzając tutaj Malika? Czy jego też będę chcieli zabić? Uśmiech zniknął, co od razu zauważył Joe, ale machnęłam tylko ręką co oznaczało, że powiem mu potem jak tylko Zayn da nam chwilę sam na sam. W tej chwili przypomniałam sobie o mulacie i szybko odsunęłam się od wujka.
- Jak dobrze cię widzieć Rill. - przewróciłam oczami na pieszczotliwe przezwisko z dzieciństwa. Od kiedy pamiętam wujek mówił tak na mnie, bo gdy tylko do niego przejeżdżałam leciałam nad jezioro i bawiłam się tam tak długo aż nie zrobiło się ciemno. Ponad to Joe mówił, że byłam strasznie szybka i wszędzie było mnie pełno, dlatego byłam jego małym strumyczkiem. Zabawne.. 
- Ciebie też wujku.. - uśmiechnęłam się.
- A to kto?
- Zayn to jest Joe mój wujek, a to..
- Zayn..  jestem chłopakiem Rachel.
CO? 
_______________________________________________________________________________

Hej ludzie! Rozdziału miało jeszcze nie być, bo komentarzy coś mało ;/ ale byly skargi, że nie dodajemy długo, także macie. Rozdział taki sobie, ale jest dość ważny XD

Jakie wrażenia? Piszcie :)

A noi jak bd tak mało komentarzy, bo o 5 mniej niż pod poprzednim, to nie wiemy czy nie ZAWIESIMY BLOGA. W tym roku będzie różnie, idziemy do ostatniej klasy gim i nie wiemy jak to jeszcze będzie z blogiem. 

Liczymy na wiekszą ilość komentarzy, nie wiem kiedy będzie następny! Trzymajcie się cieplutko!

olek :)

środa, 6 sierpnia 2014

15| Pocałunek.


Rozdział dedykowany Ann. która odgadła naszą zagadkę (?) <3



Zamarłam. Nie no, on chyba sobie jaja robi. Zayn podniósł szybko głowę i spojrzał na chłopaka, ale z tą różnicą, że jego to praktycznie nie ruszyło.
Patrzyłam na nich z niedowierzaniem. Jasne, że go to nie ruszyło. Całował się pewnie z każdą napotkaną laską. Zresztą co mnie do obchodzi...
- Co Rachel, wymiękasz? - zaśmiał mi się w twarz Liam. 
-  Ja? Takie słowo w moim słowniku nie występuje. 
Nie zastanawiając się uderzyłam ustami w Zayna. Chłopak lekko się zachwiał, ale odwzajemnił pieszczotę. To było... idealne. Nie wiedziałam, że chłopak umie tak dobrze całować. Ten pocałunek był pełen pożądania i emocji, jakich nie doświadczyłam od bardzo długiego czasu. Miękkie wargi Malika idealnie wpasowały się w moje i dostarczyły mi takiej przyjemności, że chciałam więcej i więcej. To co działo się ze mną w tej chwili było nie do opisania, a fakt że chłopak też brał w tym udział zachęcał mnie do dalszego działania. Wiedziałam jednak, że na więcej nie mogę sobie pozwolić, bo to było cholernie złe i nie powinnam tego robić. Po chwili przerwałam go, uśmiechając się do mulata. 
- Umiesz całować, nie powiem. - oblizał usta i uśmiechnął się do mnie. 
- Taa.
Wróciłam do rzeczywistości. Reszta patrzyła na nas z lekkim szokiem. Po chwili wróciliśmy do gry. Wypiłam jeszcze na oko 4 piwa. Łącznie 11. Czułam, że jutro skończy się to dla mnie źle. Miałam wrażenie, że Liam cały czas się na mnie patrzy. Byłam przyzwyczajona do spojrzeń ludzi. Mama zawsze mi mówiła, że mam niespotykaną urodę. Postanowiłam iść już do pokoju mojego i Zayna, bo chciało mi się coraz bardziej spać. Była późna godzina, około 3 w nocy. Ledwo co szłam, a drogę utrudniała mi trasa, gdyż pokój Zayna znajdował się po drugiej stronie domu. Dość daleko od salonu. Kiedy miałam przechodzić już przez próg, poczułam straszny ból z tyłu głowy. 
- Co jest kurwa? - syknęłam.
Odwróciłam się i zobaczyłam Liama.
- Myślałaś, że się nie dowiem? - szarpnął mnie za ramię i wepchnął do pomieszczenia. 
Rzucił mnie na ziemię tak, że przejechałam ciałem po panelach aż pod ścianę. 
- Popierdoliło cię całkiem? - próbowałam wstać, ale strasznie bolały mnie plecy.
Kopał mnie coraz bardziej i bardziej. Nie miałam już siły nawet się bronić. Może to wina alkoholu, tak... na pewno. Myślałam, że to już mój koniec. Usłyszałam czyjeś kroki. Modliłam się, żeby to był Zayn. Ten jeden jedyny, cholerny raz mógłby się na coś przydać. 
- Co tu się dzieje? - usłyszałam głos Zayna. 
- Bawimy się, prawda Rachel? - spojrzał na mnie i kopnął mnie jeszcze raz. 
Nie odezwałam się, co sprawiło, że kopnął mnie jeszcze i jeszcze. Dlaczego on mi nie pomaga? Dlaczego stoi i patrzy? 
- Wreszcie będziesz miał ze mną spokój. - wychrypiałam.
- Niall? Niall! - chłopak krzyknął w głąb domu.
- Czego się drzesz? - przyszedł.
Zobaczył mnie.
- Słodki Jezu, Rachel. Co się stało? - uklęknął i odgarnął mi włosy z twarzy.
- Nie dotykaj tej suki. Dostała to, na co zasłużyła.
- Co ty pierdolisz? - krzyknął mu w twarz.
Zanim zamknęłam oczy, zobaczyłam spojrzenie Zayna. Było pełne wahania i czegoś jeszcze czego nigdy jeszcze w jego oczach nie widziałam. Ból przeszywał mnie całą, ale poddanie się byłoby moją osobistą porażką. Zacisnęłam zęby i z pomocą blondyna podniosłam się. W jednej chwili wyrwałam się z jego uścisku i ostatnie co udało mi się zrobić, to wycelować swoją pięść w stronę Liama. Później była już tylko ciemność i silne ramiona unoszące mnie do góry.


Ciepły uścisk palców i zimny kompres na głowie uśmierzały mój ból. Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem i co się stało. Do czasu, kiedy  zobaczyłam męską sylwetkę pochylającą się nade mną. Jakaś dłoń przejechała delikatnie po moim policzku, ale to nie była ta sama, która przed chwilą trzymała mnie za rękę. Powoli przyzwyczaiłam wzrok do panującego pół mroku w dobrze znanym mi już pokoju.
- Wszystko ok? - wyszeptał.
- Cudownie... Czemu szeptasz? - spytałam równie cicho.
- Nie chcę, żeby któryś z chłopaków cię usłyszał. Powiedziałem im, że dałem ci silne środki nasenne.
- Dlaczego to robisz?
- Po prostu cię lubię. Nie jestem taki jak oni.
- Zdążyłam to zauważyć. - uśmiechnęłam się i syknęłam z bólu.
- Bardzo boli?
- Niee, łaskocze - chłopak zaśmiał się- Bywało gorzej.
- Odpocznij i udawaj, że śpisz. Tak będzie lepiej, a ja wrócę wieczorem. - delikatnie pogłaskał mnie po policzku uśmiechając się.


Niall wyszedł z pokoju zostawiając lekko uchylone drzwi, przez co mogłam usłyszeć podniesione głosy pozostałych.
- Po co ciągle do niej łazisz? I tak śpi. - od razu rozpoznałam głos Zayna.
Ałć, zabolało.
- A ty po co się myjesz? I tak śmierdzisz.
Zaśmiałam się z odpowiedzi blondyna, ale wróciłam do ostrożnego słuchania ich, kiedy Liam zaczął coś mówić.
- Nie broń jej kutasie. Dobrze wiesz, że zasłużyła sobie na to. Głownie przez nią mamy te problemy... - nie usłyszałam dalszej części, bo drzwi zostały zamknięte. W tej chwili dotarło do mnie co się właśnie stało. Mogłam przewidzieć fakt, że jak dowiedzą się o mojej współpracy z The Crips  to będą wściekli, ale nie sądziłam, że aż tak. Kurwa, kurwa, kurwa. 

Minął tydzień... kurwa, cały tydzień a ja dalej nie widziałam nikogo oprócz Nialla. Blondyn utrzymuje, że jestem jeszcze dość słaba, chociaż wcale tak nie jest. Wiem, że ostateczne spotkanie nadejdzie i może by c jeszcze gorsze w skutkach niż to poprzednie. Irytuje mnie fakt, że chodź cały czas jestem w pokoju Malika, on nie zajrzał tu ani razu. Okazał się zwykłą cipą mimo, że zapewniał, że chce mi pomóc. Czy byłby aż tak podły, że to ostanie zdarzenie zmieniło jego nastawienie?

 - Cześć piękna. - głowa niebieskookiego wyjrzała zza drzwi.
- Tylko nie piękna, błagam. Wiem, jak wyglądam.
Blondyn zaśmiał się cicho i wszedł do pokoju.
- Tak to jest na wojnie - mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty. - szepnęłam przypominając sobie rozmowę w korytarzu.
Mówiłam to chłopakowi za każdym razem, kiedy zjawiał się u mnie. Miło było mieć w końcu kogoś normalnego po swojej stronie, jeśli mogę to tak nazwać i chodź zarzekałam się, że lepiej będzie jak ograniczymy naszą znajomość, to czułam, że zaczynam traktować go jak przyjaciela. Za każdym razem czekałam aż przyjdzie, uśmiech gościł na mojej twarzy, kiedy blondyn próbował za wszelką cenę mnie rozbawić i poprawić mi humor, co w sumie było bardzo urocze i kochane.


Zaśmiałam się z kolejnego żartu chłopaka o blondynce, co było w sumie paradoksem. Nagle zapadła cisza i nikt nie wiedział co powiedzieć. Spojrzałam na poważną twarz Ni i coś chyba musiało być w moim spojrzeniu, bo zadał pytanie, którego nigdy nie chciałam usłyszeć i nie spodziewałam się z jego ust. 
- Musi być ci ciężko, nie? 
Zamarłam... Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. W końcu nie pewnie pokiwałam głową. Na nic innego nie było mnie stać. Z jednej strony bardzo chciałam mu o tym wszystkim opowiedzieć, ale z drugiej bałam się, że mnie nie zrozumie i wyśmieje. A fakt, że nie znam go długo wcale mi nie pomagał. 
- Tęsknię za swoim dawnym życiem, za tatą i mamą, za domem z ogródkiem, za chwilami, kiedy siedziałam w bibliotece i przygotowywałam się do corocznej olimpiady... Teraz moje życie to ciągła walka i ucieczka. - poczułam coś mokrego na policzku. Kolejny raz dałam się ponieść emocją i pokazałam, że jestem tylko zwykłą, słabą dziewczyną.
- Ej, wszystko ok? - spytał nachylając się nade mną. 


- Halo, ziemia do Rachel. - duża dłoń pomachała mi przed oczami. 
- Zamyśliłam się. 
- No tak.. Jak się myśli o moim cudownym ciele, to tak jest. 
Zaśmiałam się i żartobliwie uderzyłam go w ramie,  na co chłopak delikatnie szturchnął mnie w żebra. 
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale jak widać czujesz się już dobrze, więc nie uważasz, że powinniśmy porozmawiać? - ten głos na który czekałam cały tydzień... Cholera by jego mać, OGARNIJ SIĘ RACHEL. 
- Daj spokój stary, jest jeszcze za słaba. 
- Jest ok, Niall. 
- Na pewno? 
- Tak, dam radę - podniosłam się z trudem z łóżka i wsunęłam na nogi trampki. 
- Za 5 minut w salonie. 
- Jak sobie kurwa życzysz, książę. - prychnęłam. 
- Nie tym tonem, bo będziesz musiała poleżeć sobie dłużej. 
- Oho, czyli wracamy do punktu wyjścia. 
Spojrzał na mnie ostatni raz i wyszedł. 
- Wy się kiedyś pozabijacie,  słowo daje. - zaśmiał się i opuścił pokój Malika.
 Odetchnęłam głęboko i policzyłam do 10, jak by mi to miało kurwa pomóc. Unormowałam swój oddech co nie było wcale łatwe. Nie to, że się bałam, ale nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Gwałtownie szarpnęłam za klamkę i znalazłam się w długim korytarzu, który prowadził do salonu. Już wtedy słyszałam podniesione głosy pozostałych, ale nie miałam nawet ochoty próbować zrozumieć który do kogo należy. Znalazłam się w samym środku tego piekła, ale nikt nawet nie zauważył, że przyszłam, więc kiedy wściekły Louis miał po mnie iść, napotkał mnie opartą o framugę drzwi.
- Chciałeś coś? - uniosłam do góry brew i zawadiacko oblizałam usta.
Brawo, wracasz do formy Rachel.  Zignorował moją zaczepkę, mocno chwycił mnie za przed ramię i posadził na krześle znajdującym się w środku pomieszczenia.

- O, moje ulubione krzesło. - zaczęłam gadać jak najęta przeprawiając Nialla o uśmiech, który starał się ukryć i który z pewnością nie spodobał się reszcie.
 - Zamknij się. - warknął Liam nie dając mi nawet szansy na odpysknięcie.
Od razu przeszedł do sedna sprawy - Kiedy zamierzałaś nam powiedzieć?
- Ale o czym kochanie? - udałam głupią i wygodnie rozsiadłam się na krześle
- Dobrze wiesz o czym. - odezwał się Zayn.
Wow, to on żyje? 
- Miło cię widzieć Zayn.
- Cholera jasna, Rachel! - walną ręką w drewniany stół i zaczął energicznie ciągnąć za włosy chodząc w kółko.
Oho, księżniczka ma okres.
Przyglądałam się z rozbawieniem jak każdego członka tego gangu doprowadzałam do szaleństwa i furii, serdecznie uśmiechając się do wyluzowanego blondyna.
- Dobra, koniec tego. - Louis wstał i kucnął przede mną - Teraz grzecznie odpowiesz na wszystkie moje pytania, a nic ci się nie stanie.
- Gdzieś już to słyszałam. - spojrzałam wymownie na Zayna, a on spuścił wzrok. Uśmiechnęłam się kpiąco. - A co jak nie będę znała odpowiedzi? Mam jakieś wyjścia awaryjne? Telefon do przyjaciela? Pomoc publiczności? Cokolwiek?
- Oh, zamknij się i słuchaj.
- No dobra, im szybciej tym lepiej. Zróbmy to. - uniosłam do góry obie ręce.
- No i to mi się podoba. - Lou tym razem podszedł do mnie od tyłu i wyszeptał mi do ucha.
- Po co tu jesteś? To oni cię przysłali?
- Nie wiem czy pamiętasz, ale to przez was tu jestem.
- Nie chrzań, nie dałabyś się tak złapać. Co robiłaś dla The Crips ?
- Handlowałam bronią, wykonywałam drobne akcje, przechwytywałam meldunki i informacje, likwidowałam tych, których miałam zlikwidować. To wszystko. - wzruszyłam ramionami.
- Czy kiedykolwiek przechwyciłaś nasz towar? - syknął.
- Pamiętasz akcje pod Sundial Bridge? To było łatwiejsze niż zebranie dziecku lizaka. - zaśmiałam się. - Masz na lewym ramieniu bliznę po kolterze... dzięki mnie.
- To byłaś ty? - ożywił się Niall.
- Taaa...
- Dziewczyno, jesteś genialna! - wyszczerzył się.
 - Niall do kurwy nędzy! - wrzasnął Zayn.
- Sory stary. -podniósł ręce w obronnym geście i puścił do mnie oczko.
- Straciliśmy przez ciebie 5 milionów!
- Bywa, takie jest życie panowie.
- Masz nam jeszcze coś do powiedzenia? - Louis.
- Nie... A właściwie to tak. Umyj zęby Lou.



Usłyszałam śmiech blondyna i usiłowanie stłumienia parsknięcie śmiechem przez mulata.
- Mogę już iść? Siku mi się chce.
Założyłam nogę na nogę i skrzywiłam się dla potwierdzenia swoich słów.
- Ta, tylko nie zajmuj łazienki. W końcu muszę umyć te zęby. - posłał mi sarkastyczny uśmiech.  Wyszłam z pomieszczenia niemal czując na każdym milimetrze swojego ciała czyiś wzrok. Oczywiście pójście do toalety było tylko żenującą, ale skuteczną wymówką do podsłuchania ich. Przyłożyłam ucho do drzwi.
- Wydaje się, że ona już nie ma z nimi nic wspólnego.
- Dobra stary, ale dlaczego oni nas ścigają, co?
- Może chcą ją odzyskać czy coś w tym rodzaju. - zaproponował blondyn.
- Nie wiem, nie mam pojęcia, ale jedno jest pewne. Może nam być potrzebna.
- No, jest niezła.
- Tyłek też ma niezły. - wywróciłam oczami na słowa Louisa. - Wtedy.. na tej akcji, strzeliła do mnie z odległości 15 metrów centralnie trafiając w mięsień. Goiło mi się to przez 3 miesiące. - uśmiechnęłam się pod nosem.
Nagle poczułam ciepły oddech  na karku. No pięknie...
- Nie ładnie tak podsłuchiwać.
Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą Zayna. W jego oczach tańczyło rozbawienie, a na twarzy widniał swego rodzaju zawadiacki uśmiech.
- Znamy się? Bo przez ten tydzień wydawało mi się, że nie. - prychnęłam.
Czarnowłosy przyparł mnie do ściany i wyszeptał mi do ucha, lekko przygryzając jego płatek:
- Nie znamy się, ale  z chęcią bym cię poznał.
Zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Wsunął ręce pod moją koszulkę, delikatnie zataczając kółka na moich biodrach i przysunął się do mnie możliwie jak najbliżej. Czułam jego szybko bijące serce i uśmiechnęłam się na taką reakcję. Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, kiedy chłopak zaczął namiętnie mnie całować. Kiedy odwzajemniłam pocałunek, przejechał językiem po mojej dolnej wardze, a ja bez namysłu ścisnęłam jego pośladek, na co zaśmiał się w moje usta. Jego język pieścił moje podniebienie podczas  gdy moje ręce odkrywały każdy milimetr jego klatki piersiowej. Nie wiem ile to trwało, ale zatraciłam się w tym tak mocno, że chciałam więcej i więcej. Nogi pode mną się ugięły, kiedy znaczył mokrymi pocałunkami ścieżkę na mojej szyi. Oplotłam go nogami w pasie, ciągnąc za jego włosy co spotkało się z cichym jękiem. Chłopak nie spodziewanie przerwał tę chwilę rozkoszy i jak gdyby nigdy nic odszedł posyłając mi cudowny uśmiech.  Serio, kurwa? Najpierw powoduje, że każda część mojego ciała działa w trybie przyspieszonym, a potem po prostu sobie odchodzi. Jedno jest pewne. Coś się właśnie zaczęło, tylko nie wiadomo  kto to skończy.

________________________________________________________________________________


Cześć moi kochani! Pogoda u mnie jest straszna, w ogóle nie przypomina lata. Rozdział napisałyśmy razem, ponieważ Ola nie dawno u mnie była. Nie mogę uwierzyć, że już cały miesiąc wakacji mamy za sobą. Nie chcę wracać do szkoły... Dobra, kto normalny chce? Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.
Natka ♥

Cześć i czołem! Matko.. 21 komentarzy.. no 20! Jesteście genialne! ♥ Przepraszamy że rozdział pojawił się coś póżno, ale są wakacje i no naprawdę powinno się wydawać, że czas jest ale tak naprawdę jak sie wyjdzie z domu to się wraca całkiem wieczorem XD Miałam dodać małe podsumowanie, ale myślę, że zrobię to w osobnej notce może no rok bloga? Ktory nawiasem mówiąc będzie 3 listopada jej :*

Wiem, że to dość sporo czasu, ale znając życie zleci to bardzo szybko, wiec ok umm.. mogłybyście się zastanowić jak chcecie spędzić ten dzień? O ile chcecie... Dajcie znać na dole XD

Ok, prosimy o komentarze i do następnego! ♥
Olek  ♥

wtorek, 15 lipca 2014

14| The Crips.

Jechaliśmy już jakieś pół godziny. Siedziałam w tym samochodzie tępo patrząc przed siebie i znosząc co chwilę dziwne spojrzenia moich towarzyszy podróży. Miałam tego serdecznie dość, naprawdę.
- Daleko jeszcze? - spytałam znużona.
- Już dojeżdżamy. - usłyszałam odpowiedź Nialla.
Wydaje mi się, że on jest z nich wszystkich najmniej popierdolony i idzie się z nim jako tako dogadać.
- Jesteśmy na miejscu. Każdy ma 3 godziny i w ciągu tych 3 godzin ma pozałatwiać swoje sprawy. Nie będziemy jeździć do centrum po byle gówno. - powiedział Liam, patrząc na mnie wymownie.
Chciałam coś powiedzieć, ale w porę ugryzłam się w język.Wyszłam z samochodu, a wiatr owiał moje ciało. Było dość chłodno jak na letni czas. Nie patrząc czy reszta idzie, ruszyłam przed siebie w stronę wejścia do centrum handlowego. Zastanawiałam się, gdzie jest mój plecak. Miałam tam wszystko. Najważniejszą rzeczą była jednak teczka z danymi moich rodziców. Nieźle musiałam kombinować, aby dostać ją w swoje ręce. Centrum było ogromne. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu, o ile się nie mylę był to New Yorker. Nie cierpię chodzić na zakupy. To dziwne, ale tak jest. Weszłam jeszcze do paru sklepów i postanowiłam iść do Starbucksa po kawę, bo padałam na twarz. Minęłam się parę razy z Malikiem, ale udawałam, że go po prostu nie znam. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie przylazł za mną tutaj. Usiadł na stoliku obok mnie i pomachał jak jakieś dziecko. Mówiłam, że jest idiotą. Spojrzałam na niego i odmachałam mu z sarkazmem.
Chłopak zaśmiał się i wstał.
- Rachel? Nie wiedziałem, że pijesz kawę. Myślałem, że twoja złośliwość daje ci wystarczająco energii.
- Nie pamiętam, abym pozwoliła ci się przysiąść.
- Nie potrzebuję twojego pozwolenia. - syknął.
- Ta, jasne.
- Co kupiłaś? - spytał patrząc wymownie na moje torby.
- Jestem tu bez niczego, więc nie dziwne, że musiałam kupić wszystko. - spojrzałam mu w oczy, co było... złe.
- Bieliznę też? - poruszał brwiami.
- Nie będę chodziła w jednych majtkach, Zayn. - przewróciłam oczami.
Sięgnęłam po kawę i upiłam jej łyk, kiedy chłopak cały czas mi się przyglądał.
- Mamy problem. - odezwał się nagle.
- W moim życiu to nie nowość. - westchnęłam.
- Więc... - zaczął.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo nagle do Starbucksa wbiegła reszta.
- Zwijamy się. - powiedział Liam łapiąc i podnosząc mnie z całej siły za nadgarstki.
- Pojebało cię?!- krzyknęłam.
- Ej stary, co jest? - spytał zdezorientowany Zayn.
- The Crips jest. - syknął Liam.
- Pilnować dziewczyny.- powiedział Louis.
Co? Mnie? Czemu mnie? Kurwa... co tu się dzieje.
- Nie rozumiem dlaczego zwiewamy. Jesteśmy w publicznym miejscu, więc nie powinni zrobić dymu.
Szliśmy szybko korytarzem, a ludzie patrzyli na nas jak na jakiś popierdoleńców.
- Właściwie, gdzie wy ich widzieliście? - spytałam nagle.
- W sklepie z alkoholem. - odpowiedział mi Niall.
Wyszliśmy z budynku i udaliśmy wprost do samochodu. Wrzuciłam torby do bagażnika i już chciałam wsiąść do tułu, ale Liam mnie zaczepił.
- Prowadzisz. - powiedział wręczając mi kluczyki.
Co kurwa? Spojrzałam na niego, po czym wyminęłam go i zasiadłam przed kierownicą.

Dobra Rachel ogarnij się. Zaczęłam wrzeszczeć na siebie w myślach. Po jakiego chuja dawał mi kluczyki do samochodu? Odpierdoliło mu? 
Przekręciłam kluczyk w stacyjce, wbiłam biec i docisnęłam pedał gazu. Obok mnie na siedzeniu siedział Niall, który ciągle odwracał się za siebie i patrzył w wsteczne lusterko.
- Co jest? - warknęłam, zwiększając prędkość.
- Zauważyli nas. - te dwa słowa wystarczyły mi, żeby jeszcze bardziej przyśpieszyć.
- Informuj mnie co robią. Mam plan. - poinstruowałam go, kiedy chłopaki z tyłu wyciągnęli pistolety z myślą strzelania przez okno.
- Poradzę sobie sama. - odpowiedziałam wymijająco, spotykając zaciekawiony wyraz oczu Zayna. Liam prychnął tylko na moje słowa i w momencie kiedy chciał otworzyć szybę, zablokowałam ją. Mulat skinął głową, mimo rozzłoszczonego przyjaciela.
- Poradzę.Sobie.Sama. - syknęłam. - Niall?
- Cały czas bez zmian, co ty chcesz zrobić? - spytał przerażony kiedy zobaczył, że wjechałam w zakorkowaną ulicę. Jak co? Pobawimy się trochę. Zaczęłam się śmiać, kiedy z impetem wjechałam na chodnik. Przechodnie zaczęli krzyczeć, ale kto by się tam nimi przejmował.
- Jesteś wariatką! - wrzasnął przerażony, bo ledwo trzymał się fotela.
-Tak też na mnie mówili. - wjechałam do parku, czarnego BMW nie było za nami widać, co dało nam chwilę przewagi.
-Rachel do chuja co ty robisz? - warknął Liam widząc jak omal nie przejechałam jakiejś babki z wózkiem. Było dzisiaj nie przychodzić na spacer. 
- To ty dałeś mi kluczyki do mojego samochodu. - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się na widok szczerzącego zęby Malika. Facet nie jest taki zły, eee chyba?
Wykonałam gwałtowny skręt i wyjechałam na ulicę lekko zahaczając zderzakiem o krawężnik.
- To się wyklepie. - żachnęłam się. - Dobra, stawiam, że nie zrobiłam ani jednej ryski. 20 funtów? Pasi wam? - Pierwszy zgodził się Niall, potem Zayn. Louis nawet podbił stawkę twierdząc, że się nie znam i przy takim uderzeniu i prędkości powinien mi zderzak odpaść. Niedoczekanie ich, moje super autko tyle przeżyło, ale nigdy nie zostało uszkodzone. Z uśmiechem przyjęłam propozycję końcową wynoszącą 50 funtów. Jechałam autostradą, kiedy ci pierdoleni The Crips wyjechali jakby spod ziemi. Przestałam się śmiać i zmieniłam bieg. Wyprzedzałam jedno auto za drugim, kiedy zdecydowałam się na gwałtowny skręt. Z jednej strony nie było żadnych aut, ale z drugiej na pasie, na który chciałam wjechać było ich pełno. Wyrównałam prędkość samochodu i jednocześnie wcisnęłam pedał gazu i hamulec tak, że zatoczyłam samochodem półpętlę. Szybko ruszyłam z miejsca i w ostatniej sekundzie uniknęłam zderzenia z tirem. Jechałam teraz jakieś 150 na godzinę i ciągle zwiększałam prędkość.
- Jak sytuacja? - spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi. Spojrzałam przelotnie na blondyna, a on siedział z otwartą buzią. - Ziemia do tlenionego debila! - machnęłam mu ręką przed oczami.
- Czysto. - wyszeptał. - Dziewczyno gdzie ty się tego nauczyłaś? - wzruszyłam ramionami.
- Wyścigi samochodowe. - nie powiedziałam nic więcej, nie chciałam mówić im o całym moim życiu. Właściwie to o tych 2 latach kiedy jeździłam z miasta do miasta. To teraz było moje życie.
- Gdzie mam jechać?
- Zatrzymaj się tutaj, teraz ja poprowadzę. - odpowiedział Liam, a ja zjechałam z drogi i wysiadłam z samochodu. Nie weszłam jednak do niego od razu, przez co zostałam źle odebrana. Ten frajer myślał, że chce uciec. Stary weź wyluzuj, właśnie uratowałam ci dupę. Podeszłam do zderzaka, na którym tak jak myślałam nic nie było, no może oprócz tumanów kurzu i mokrej trawy.
- A nie mówiłam? Kasa dla mnie. - uśmiechnęłam się triumfalnie, wsiadając do środka. Chwilę potem rozległ się śmiech, który można było porównać do szczekania hieny. Był to tak odmienny chichot, że nie sposób się było nie uśmiechnąć.
- Mówiłem wam, że uwielbiam tą dziewczynę? - i w tym momencie nastąpił przełom, chłopak z niebieskimi oczami i blond włosami powiedział coś czego się nie spodziewałam. I nie było już planów, jakby tu uciec i wykorzystać tego naiwnego chłopaka, bo było już tylko nie do opisania uczucie, które wypełniało mnie całą. Spojrzałam na niego, potem na resztę. Na niezidentyfikowane oczy Zayna, zacięty i surowy wzrok Liama, obojętnego Louisa i uśmiechniętego Irlandczyka. Po raz kolejny poczułam się jak wśród kumpli i to mnie przerażało, to było kurewsko złe. 

Po około 45 minutach jazdy, wróciliśmy do kwatery głównej, jak zaczęłam nazywać miejsce, które stworzył mój tata. Coraz bardziej wychodziłam z dołka i te kilka dni w łóżku sprawiło, że zaczęłam bardziej trzeźwo patrzeć na tą całą sprawę. Nawet jeśli to nie było to, to na pewno sprawił to sen, w którym Mike mnie przepraszał. Od tego wieczoru, mam dziwne sny, czasami koszmary, w których jest obecny mój tata, chłopaki, czasami mama,a czasami jakiś dziwny typ bez twarzy z pistoletem w ręce, jakby celował we mnie.

Bez zastanowienia skierowałam się do pokoju Zayna. Od czasu kiedy tu jestem, niewiele ze sobą rozmawialiśmy, ale zauważyłam dziwną zmianę w jego zachowaniu. Starałam się ignorować ten fakt.
- Co to było? To na drodze?
- Drift kolego.
- Serio?
- Nie rudzielcu.
- Uważaj na słowa.
- Zayn jak chciałeś powiedzieć, że podoba ci się to jak jeżdżę samochodem to po prostu to powiedz.
- Chyba śnisz. Będziemy z chłopakami w salonie. Powinnaś przyjść, zobaczysz, że nie jesteśmy tacy źli.
- Serio? Prędzej nakopię ci, niż do was przyjdę. - wzruszył ramionami i wyszedł z pokoju. Zostałam sama, postanowiłam wziąć kąpiel, tylko dla zabicia czasu. Kiedy wyszłam z łazienki, rozpakowałam rzeczy które kupiłam, kilka par czarnych i białych bokserek, spodnie, spodenki, nic niezwykłego. Założyłam ciemno niebieską sukienkę, którą znalazłam pomiędzy swoimi zakupami. Nie mam pojęcia skąd się wzięła, ale idealnie leżała.
- Wiedziałem, że będzie pasować. - Odwróciłam się, widząc mulata opierającego się o framugę.
- Kupiłeś ją?
- Przecież w spodniach cały czas chodzić nie będziesz. - uśmiechnął się figlarnie, na znak, że widok który widzi podoba mu się. Założyłam rękę za rękę i zaczęłam tupać nogą, zaraz potem roześmiał się i wyszedł z pokoju. To było dziwne. Postanowiłam jednak się nie przebierać, a kiedy stwierdziłam,że nie mam co robić w pokoju, wyszłam na korytarz, gdzie było słychać radosne śmiechy i telewizor.

Z pewnością siebie weszłam do pomieszczenia i niemal od razu wyrwałam Niallowi puszkę piwa z ręki. Dawno nie piłam. Ku mojemu zaskoczeniu chłopak nie zezłościł się, jedynie posłał mi delikatny uśmiech i wziął kolejną puszkę,leżącą na stole. Usiadłam na osobnej kanapie i pociągnęłam sporego łyka. Patrzyli na mnie jak na ufo, ale miałam to gdzieś. Niech nie myślą, że wiedzą o mnie wszystko. Podoba mi się widok, gdy ich brwi unoszą się w zdziwieniu a usta otwierają.

Wzruszyłam ramionami i podnisłam się. Na betonowej ścianie zauważyłam regał z książkami..
Zaciekawiona podeszłam do niego i teraz byłam nemal pewna, że to wnętrze urządzał Mike. Na półce znajdowały się ulubione dzieła jak i gry ,w które grywaliśmy z tatą. Chwyciłam w ręce Monopol i z niewinną miną podeszłam do stołu.
- Zagramy? - chłopcy roześmiali się i od razu pokręcili przecząco głowami. Oh co jest? Próbujecie udawać dorosłych? 
- No dawać cieniasy, kto przegra wypija całą zgrzewkę piwa. - rzuciłam wyzwanie pewna swojej wygranej. Zawsze byłam w to niezła. Zaciekawiony Louis uśmiechnął się.
- Ktoś tu lubi hazard. Musimy ją kiedyś wziąść do kasyna. Byłaby świetną atrakcją. - zareagowałam na jego zaczepkę niemal od razu cięto odpowiadając.
- Mówisz o sobie Louis..? - uwodzicielsko przygryzłam usta.
- Mmm. Dobra jest, nie wiem jak wy, ale ja zagram. Choćby tylko po to,żeby popatrzeć jak ta cholera dobrowolnie się upija. - zaśmiałam się. Nie tak szybko..
- Tak trzymaś kochanie.. - odpowiedziałam i zaczęłam rozdawać pieniądze.
- Tez gram - widząć uśmiech Zayna uniosłam brew do góry. Przyciągnęłam z kuchni krzesło, odwróciłem je tyłem i usiadłam na nim okrakiem do ust wsuwając papierosa. W tym czasie Niall wziął sobie pionka, a Liam poprawił się na kanapie od czasu do czasu popijając piwo.
- Zaczynajmy- mruknęłam i przeniosłam się myślami wstecz zamieniając się w prawdziwego bankiera bez skrupułów jakim jeszcze byłam w każdą niedzielę 2 lata temu.




- Proszę 5620. - uśmiechnęłam się, kiedy Niall po raz kolejny stanął na mojej parceli. - Jak na gangsterów łatwo tracicie kasę. - zaśmiałam się odbierając beżowe banknoty.
- Daruj sobie Rachel. - ospowiedział uśmiechnięty blondyn. Cały wieczór po przyjacielsku mi dogadywał, tak że czułam się niesamowicie. Gdybyśmy się tylko poznali w innych okolicznościach..
- No nie! - moje rozmyślanie przerwał wybuch szatyna. Wystarczył jeden rzut na planszę by zobaczyć czym został spowodowany.
- Lou 5620 proszę.
- Nie mam tyle.
- W takim razie trzeba cię będzie zlikwidować. - palnęłam i zaśmiałam się.
- Co?- Ty kretynie wiem, że usłyszałeś.. No Rachel wymyśl coś.
- Nic, nic. - Taaa, brawo. - Poddajesz się? Kończymy grę chłopaki? W takim razie liczcie swoją forsę, a ty daj co ci zostało. Resztę wezmę z banku. - uśmiechnęłam się triumfująco odbierając to co moje. Jak za starych dobrych czasów!


Po tym jak Louis wypił praktycznie naraz 6 piw, ja powoli kończyłam już 7 i dalej było mi mało zaczęłam jak opętana kręcić się i tańczyć dla rozrywki. Radość sprawiały mi powolne obkręty wokół własnej osi. Patrzyłam jak chłopaki z zadowoleniem spoglądają na moje ciało, co nie było dobre, ale miałam to w dupie. Moim sposobem i ostatnim etapem przeżywania bolesnej prawdy była zabawa i alkohol. Jednak byłam nadal zbyt trzeźwa i musiałam to zmienić.




Ochoczo przyłączyłam się do nich, gdy Zayn zaproponował, żebyśmy zagrali w butelkę.  Miałam zamiar iść już do pokoju, zamknąć się, wziąść kąpiel i wypalić papierosa, ale Niall zatrzymał mnie i wytlumaczył, że teraz mam zagrać w to co oni chcą. Pomyślałam, że nie zaszkodzi jeśli jeszcze trochę zabawię się ich kosztem. Tym raziem usiadłam na podłodze co zrobili też inni. Pierwszy kręcił Niall, wypadło na Lou który tym raziem musiał opróżnić butelkę wiskey do połowy. Następny był blondyn, który miał zrobić Liamowi dobrze, ostatecznie jednak stanęło na tym, że chłopak wyszedł na chwilę i zabawił się sam z sobą. Podobała mi się ta gra, jeszcze nigdy nie widziałam ich takich normalnych jak w tej chwili. Kiedy wypadło na Zayna zaciekawiona popatrzyłam na niego, a kiedy zauważył to Liam z kpiącym uśmiechem postanowił to wykorzystać. Co do chuja? 

- Zayn masz.. hmm.. masz pocałować Rachel. - zamarłam.





____________________________________________________________________________
Cześć! Wakacje... Czy to nie brzmi cudownie? Wyjeżdżacie gdzieś? Ja chyba w tym roku zostaję w domu nie licząc małych wyjazdów. Wiecie co? Zagrałabym sobie w Monopoly, hahahaha. Jak się podoba rozdział? Pisałyśmy go po połowie. Mamy dla was zadanie, które Ola wytłumaczy niżej. Kocham Was! x
Natalia

Hej kochani! no to tak, może wytłumaczę co się stało. Rozdział niektóre z was przeczytały, co nas cieszy niezmiernie, ale okazało się, że ten właśnie rozdział nie wyświetla się na blogu. Proszę o to, żeby każdy kto czyta skomentował. Chcemy się wspólnie z wami bawić tym opowiadaniem i czytać wasze przeżycia. Pod następnym rozdziałem zrobimy małe podsumowanie, czyli ile osób skomentowało bloga, ile tu zajrzało i jak wielu nowych czytelników nam przybyło. Jesteście kochani! Ale nie chwalę :) 

A w naszym zadaniu chodzi o to, żebyście odgadli którą część pisałam ja, a którą Tala, kto pierwszy odgadnie dostaje dedyka. Powodzenia! Do nastęopnego x 
Ola. 

niedziela, 22 czerwca 2014

13| Rozpacz.


Leży na plecach i wpatruje się w sufit, ręce ma pod głową. Wydaje mi się, że śpi,ale doskonale wiem, że tak nie jest. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że znajduje się niedaleko mnie.
- Wszystko w porządku ? - mówi, nie patrząc na mnie. Ta bo ci uwierzę,że cię to interesuje. Staram się nie przewrócić oczami, wzdycham i doprowadzam swój oddech do porządku, zanim beztrosko odpowiadam.
- Tak, mówiłam coś przez sen? - mój głos lekko drży, wracają wspomnienia ojca i ostatnie spojrzenie w stronę mulata. Jestem zdziwiona faktem, że zachowuję się tak spokojnie, wiem że najgorsze dopiero przede mną, a to jest tylko okres przejściowy do pełniej furii.

Czuję jak moje policzki czerwienieją. Wiem, że usłyszał to co przed chwilą cicho szeptałam, chwytając się we śnie jego wzroku jak tonący brzytwy.

- Nie, ale się wierciłaś. - skłamał. Dlaczego?
Wstałam nie mogąc dłużej kontynuować tej rozmowy.

Głupia, przecież chcesz z nim rozmawiać. Zignorowałam głosik w mojej głowie i poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz. Nie pomogło to zbytnio, więc zdecydowałam się na prysznic. Kolejny raz użyłam żelu Malika, którego zapach niezwykle mi się podobał. Oplotłam się bordowym ręcznikiem i weszłam do pokoju. Rozglądnęłam się, ale nigdzie nie było Zayna, wzruszyłam ramionami i położyłam się do łóżka. Musiałam zasnąć, choćby tylko po to, by na chwilę zapomnieć.



Niedzielne popołudnie. Jak co tydzień spędzałam czas z rodzicami. Pamiętam, że graliśmy w Monopoly. Uwielbiałam tę grę... W pewnym momencie do taty zadzwonił telefon. Kiedy spojrzał na wyświetlacz jego źrenice powiększyły się dwukrotnie. 
- Przepraszam, ale muszę odebrać. To pilne... bardzo pilne. 
Tata nie wracał dość długo. Postanowiłam sprawdzić co tak zajęło jego czas. Weszłam do domu i pokierowałam się w stronę jego gabinetu. Cichutko otworzyłam drzwi. Zobaczyłam go. Trzymał w ręku czarny pistolet ciężko nad czymś myśląc. Kiedy odwrócił wzrok i mnie zobaczył, zmieszał się i wsunął go do szafki. 
- Kochanie, co ty tu robisz? 
- Tato.. Ja... Ty masz pistolet? - Spytałam jąkając się. 
- Mam. Mam też na niego pozwolenie. Wiesz, kiedyś chodziłem na strzelnice i po prostu.. po prostu go mam. Wszystko w porządku April... Wszystko jest w porządku. - Przytulił mnie gapiąc się w okno. 
- Tato, co się dzieje? 
- Obiecaj mi, że nigdy się nie poddasz. Dobrze? Nigdy. 
- O czym ty mówisz? Wygląda to jakbyś chciał się ze mną pożegnać. 
- Nie bądź głupia April. Chcę, żebyś mi to obiecała. - zaśmiał się... bynajmniej próbował. 
- Obiecuję. 
- Dobrze, a teraz chodź, bo mama pewnie już  chce nas oszukać. - posłał mi ten jego uśmiech. 
Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej. Od kiedy dowiedziałam się prawdy, nawiedzają mnie bardzo realistyczne sny, jakby moja podświadomość chciała dopasować wszystkie elementy układanki, kiedy ja wcale o to nie prosiłam.
Zaczęłam płakać mocniej i mocniej. Złość kulminowała się we mnie coraz bardziej. Wstałam i zaczęłam rzucać wszystkim co mam pod ręką. Rozbiłam wazon zrobiony z kryształu. Zaczęłam wrzeszczeć.
- Rachel do cholery, co ty robisz?!- Usłyszałam głos Malika.
- Jak on mógł mi to zrobić? Powiedz mi! Powiedz mi bo chyba tego nie rozumiem... Nic już nie rozumiem. Dlaczego Zayn... Dlaczego. - powiedziałam już prawie szeptem.

- Rozumiem, że możesz w to nie wierzyć, ale taka jest prawda. Twój ojciec był jednym z największych szejków w mieście. To on nas zebrał i utworzył gang. Wiedzieliśmy, że ma rodzinę i wiemy, jak ją wykorzystać. Dlatego tutaj jesteś.
- Dlaczego to ja mam płacić za błędy mojego ojca. Czego wy właściwie ode mnie chcecie, co?
- Dowiesz się w swoim czasie. - powiedział i wyszedł.
To najlepiej umiał robić. Zmienić moje życie jak za machnięciem kurwa jakiejś różdżki i wyjść. Położyłam się z powrotem  na łóżku, a mokrą poduszkę rzuciłam w kąt.


Pewnie musiałam znowu zasnąć, bo gdy kilka chwil temu Malik wyszedł z pokoju, ponownie wróciłam do łóżka. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić, ale właśnie przechodziłam do kolejnej fazy żalu i złości. Musiałam się na kimś wyładować. Teraz wkurzałam się nawet na to, że tyle czasu leżałam w łóżku i myślałam, oraz śniłam o rzeczach, które choć nierealne prowadziły mnie do końca zagadki. Postanowiłam wstać, co było złym pomysłem bo serce podskoczyło mi do gardła.
- Kurwa. - złapałam się za serce. - Posrało cie?
 Zayn siedział w kącie na krześle i patrzył się na mnie tym swoim wzrokiem. W pokoju zasunięte były zasłony, więc było ciemno.
- Mnie też miło cię widzieć Rachel. Siedziałem tu, bo bałem się tzn... nie chciałem żebyś sobie coś zrobiła. Rzucałaś się przez sen i mówiłaś jakieś dziwne rzeczy.
- Dziwisz mi się? Nie codziennie dowiadujesz się, że twój ojciec oszukiwał cię przez całe swoje życie. Dalej nie jestem w stanie w to wszystko uwierzyć. Byliśmy taką szczęśliwą rodziną. Najpierw straciłam matkę, a teraz to... Myślisz, że łatwo mi z tym żyć? Każdego dnia budzisz się z myślą, że nie masz już nikogo Chcesz zemsty, krwi i śmierci. Chcesz zabić każdego, kto sprawił, że cierpisz. Zmieniasz się. Robisz wszystko to, o co nie podejrzewałabyś siebie nigdy wcześniej.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Bo jesteś jedyną osobą z nich wszystkich, którą znam. Jakkolwiek by to zabrzmiało.
- Ufasz mi? - Jego brew uniosła się ku górze.
- Jak mogę ci ufać, skoro zabiłeś mi ojca, Zayn.


- To nie ja go zabiłem. - odpowiedział poważnie.
- Nie? A kto? Sam się zabił, czy może elfy mu pomogły? Nie bądź śmieszny. - prychnęłam.
- Mówię, że to nie ja go zabiłem. Zabił go ktoś od nas, ale nie ja.
Milczałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam co zrobić.
- Chcę stąd wyjść. Nie mogę siedzieć cały dzień 24\7 w czterech ścianach. - wstałam i poszłam w stronę wieszaka na kurtki.
- Dobrze.
Zatrzymałam się.
- Dobrze? Wypuścisz mnie stąd od tak?
- Tak. Z wielu powodów: Po pierwsze, jesteśmy daleko od centrum na strzeżonym osiedlu i nawet nie wiesz która droga prowadzi do miasta. Po drugie nawet jeśli byś takową odnalazła, do miasta pieszo zaszłabyś może w ciągu doby. Po trzecie będziesz miała to. Wstał i nałożył mi na rękę jakieś małe, żelazne gówno, którego ni chuja nie da się zdjąć. Wiedziałam, że jest jakiś haczyk.
- Gdzie pójdziesz?
- Gówno cię to obchodzi. - syknęłam.
- Uważaj na słowa Rachel. -wstał
- Bo co? Pobijesz mnie? - zaśmiałam się ironicznie.
- Przestań mnie prowokować. Nie widzisz, że jakby to nie wyglądało w jakiś sposób chcę ci pomóc to wszystko zrozumieć? Kurwa, Rachel do jasnej cholery! Twój ociec był bezdusznym chujem, rozumiesz? Mordował ludzi! Staram się żebyś to pojęła i rozumiała, ale ty najwyraźniej nie przyjmujesz tego jebanego faktu do wiadomości.
W moich oczach znowu zaczęły pojawiać się łzy. Nie poznaję Cię Rachel...
- Jak możesz mi pomóc?! Kiedy to wszystko jest kurwa mać przez ciebie i twój jebany gang!
Wytarłam jeszcze nie płynące łzy w bluzę i pokierowałam się w stronę wyjścia. Poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się, ale nie odwróciłam.
- Nie odchodź zbyt daleko. Nie mam siły i ochoty cię szukać. - szepnął mi do ucha. Znowu pokazał swoje drugie ja. Zachowuje się jak mrówka w czasie okresu, naprawdę. Raz jest... znośny, ale potem jest fakasem z przerośniętym ego.
- Bez obaw. - wyrwałam rękę i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych.
Wyszłam na zewnątrz. Chciałam trochę pobiegać... zawsze mi to pomagało. Spojrzałam na rękę i na to cholerne żelastwo. Przypominało to jakiś nadajnik czy coś. Tak jak myślałam, nie ma szans aby udało mi się to zdjąć. Ruszyłam biegiem przed siebie. O czym myślałam? O wszystkim. O tym co było, jest i będzie. Nie wiem nawet co mnie czeka. Nie wiem czy dożyję jutra. Jestem z tego typu ludzi, którzy żyją z dnia na dzień. Nie planuję przyszłości, bo boję się, że jej po prostu nie doczekam.


Minęła może godzina, dwie, trzy... nie wiem. Przebiegłam około 20 km. Uwielbiałam to robić i byłam w tym dobra. Kiedy postawiłam pierwszy krok na werandzie usłyszałam skrzypnięcie drzwi.
- Gdzieś ty do cholery jasnej była? - wrzasnął Liam.
- Jesteśmy na prywatnym osiedlu przy lesie. Gdzie kurwa mogłam być? - chciałam go wyminąć, ale złapał mnie za łokieć.
- Nie mów tak do mnie. - syknął.
Zaśmiałam mu się w twarz i wyminęłam go. Gnojek. Myślał, że się go boję. Minęłam to całe laboratorium a każdy, naprawdę każdy patrzył się na mnie z zaciekawieniem. Oprócz mnie w tym... czymś nie było innej kobiety. Byłam sama. Super, co? Minęłam pokój Zayna, ale mimo, że mój umysł chciał zatrzymać moje ciało, nie zrobiłam tego. Udałam się do łazienki na korytarzu żeby wziąć prysznic. To jedyne co mi było teraz do szczęścia potrzebne. Kiedy tylko przekroczyłam próg łazienki ściągnęłam z siebie bluzę. Podeszłam pod  prysznic, by chwilę później rozkoszować się ciepłą wodą. Kiedy wyszłam, ubrałam się w poprzednie ubrania i udałam się w stronę sypialni mulata i mojej. Nie pukałam. Nie chciało mi się. Wtargnęłam do jego naszego pokoju bez żadnej zapowiedzi.
- Zayn, musisz... - zorientowałam się, ze chłopak śpi.
Pewnie gdybym była uczuciowa podeszłabym i pogłaskałabym go po głowie, mówiąc wesołe wstawaj. Ale ja to ja, więc co zrobiła Rachel? Wzięłam wiaderko po farbie i poszłam do łazienki nalać do niego wody. Jesteś podła... - pomyślałam. Chlusnęłam nią w chłopaka, który podniósł się jakby był poparzony.
- Kurwa mać! - Krzyknął.
- Dzień dobry kochanie. Jak się spało? - zaśmiałam się ironicznie.
- Masz 5 sekund, żeby spierdolić. - powiedział przecierając oczy.
- Lecę. - posłałam mu grymas.
Chłopak wstał i rzucił się na mnie. Ogarniacie? Rzucił się na mnie jak jebana nastolatka.
- Ej, uspokój się. To tylko żarty. - powiedziałam, kiedy ten wygiął mi rękę i przybił moje plecy do jego torsu.
- To też są tylko żarty, Rachel. Nie sądzisz?
Oczywiście, że sądzę.
Wyswobodziłam się z jego ruchu i sprowadziłam go do parkietu. Byłam zbyt dobra w te klocki, żeby udało mu się mnie pokonać. Leżał przyciśnięty do ziemi bez możliwości jakiegokolwiek ruchu.
- I co teraz panie wielkie-ego-mały-ptaszek?
Jezu, Rachel powinnaś zostać poetką! 
Siedziałam na nim okrakiem, ale tym razem chłopakowi udało przewrócić się tak, że leżał plecami do parkietu.  W tej chwili usłyszałam, jak otwierają się drzwi. Do pomieszczenia wkroczyła reszta gangu.
- Co tu się... - zaczął Niall, ale kiedy zobaczył co jest grane wybuchł śmiechem.
- Rachel, nie wkurwiaj mnie. - syknął chłopak.
- No Malik, Malik. Te panele pasują do twoich oczu. - powiedział Liam.
- Rachel, jak zaraz nie przestaniesz to dostaniesz takie lanie po twojej dupie, że nie będziesz mogła siedzieć na niej przez miesiąc!
- Dobra, ale wcześniej musisz mnie zawieść do centrum handlowego. Nie wiem jak ty i twój gang, ale ja muszę zmieniać ciuchy. Nie preferuję chodzenia w jednych. Puściłam go i wstałam.
- Dawałem ci fory, wiesz o tym? - powiedział otrzepując swoją koszulkę z kurzu.
- Tak, oczywiście. - prychnęłam.
- Za dziesięć minut wszyscy przy samochodzie, jasne? - powiedział już poważnym tonem Liam.
Wyszłam. Poczułam coś dziwnego. Przez chwilę czułam się, jakbyśmy byli paczką kumpli, którzy znają się od wielu lat. Tak jednak nie było. Musiałam wrócić do rzeczywistości. Oni zabili ci ojca, Rachel. Kimkolwiek był, zabili go. Mówił głos w mojej głowie.
Wzięłam skórzaną kurtkę i wyszłam przed dom. Usiadłam na werandzie i wyjęłam papierosa z paczki, którą ukradłam Zaynowi z komody. Zaciągnęłam się dymem. Przypomniałam sobie słowa taty, który zawsze mówił, że nikotyna to coś najgorszego na świecie. Ostrzegał mnie, żebym nigdy nie paliła, bo to tylko zniszczy moje zdrowie. Pewnie sam kopcił kiedy go nie było w domu. To uczucie, kiedy wydaje ci się, że znasz osobę jak własną kieszeń, a tu nagle okazuje się, że prowadziła ona podwójne życie. Cieszyłam się, że mama nie doczekała tej chwili. Ja jestem silna i jakoś sobie z tym poradzę, ale ona? Ona nie była taka jak ja. Była uczuciowa, kochająca i jedyna w swoim rodzaju. Była...najlepsza.  Po może 5,7 minutach usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaków. Każdy miał ubraną czarną skórę. Powiedziałabym, że to chujowe, gdybym sama jej nie nosiła. 
- Te, księżniczka. Rusz dupę jedziemy. - powiedział Liam, lekko kopiąc mnie w tyłek. 
- Nie jestem jakąś księżniczką i nie kop mnie po dupie, bo psem nie jestem. - powiedziałam mu w twarz i zgasiłam papierosa butem. 
- Ma charakterek. - powiedział Niall, a Zayn się uśmiechnął. 
Żenada. 
Nie pytając nawet, którym samochodem jedziemy, wsiadłam do swojego samochodu. Miałam w dupie, że nie chcieli nim jechać. To jedyna rzecz o którą dbałam najbardziej na świecie. Ten samochód był jedyną pamiątką. Po chwili wsiadła do niego także reszta. Siedziałam z nimi w jednym aucie, do cholery! Mogłabym wyskoczyć czy coś, ale wciąż na ręce miałam to żelastwo. Mam nadzieję, że droga do miasta nie będzie tak długa, jak ta którą tu przyjechaliśmy...
____________________________________________
Hejka naklejka!
Co tam u was? Ja nie wierzę, że w piątek jest już zakończenie roku. Wakacje... Jak to cudownie brzmi, nie? 
Przepraszamy za zwłokę, ale koniec roku+wystawianie ocen=masakra. 
Zaczynają się wakacje, więc rozdziały będą dodawane częściej. Myślałam też, co moglibyśmy dodać do bloga. Może macie jakieś pomysły? Na propozycje czekam na dole. Kocham Was! 
Natalia x