niedziela, 22 czerwca 2014

13| Rozpacz.


Leży na plecach i wpatruje się w sufit, ręce ma pod głową. Wydaje mi się, że śpi,ale doskonale wiem, że tak nie jest. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że znajduje się niedaleko mnie.
- Wszystko w porządku ? - mówi, nie patrząc na mnie. Ta bo ci uwierzę,że cię to interesuje. Staram się nie przewrócić oczami, wzdycham i doprowadzam swój oddech do porządku, zanim beztrosko odpowiadam.
- Tak, mówiłam coś przez sen? - mój głos lekko drży, wracają wspomnienia ojca i ostatnie spojrzenie w stronę mulata. Jestem zdziwiona faktem, że zachowuję się tak spokojnie, wiem że najgorsze dopiero przede mną, a to jest tylko okres przejściowy do pełniej furii.

Czuję jak moje policzki czerwienieją. Wiem, że usłyszał to co przed chwilą cicho szeptałam, chwytając się we śnie jego wzroku jak tonący brzytwy.

- Nie, ale się wierciłaś. - skłamał. Dlaczego?
Wstałam nie mogąc dłużej kontynuować tej rozmowy.

Głupia, przecież chcesz z nim rozmawiać. Zignorowałam głosik w mojej głowie i poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz. Nie pomogło to zbytnio, więc zdecydowałam się na prysznic. Kolejny raz użyłam żelu Malika, którego zapach niezwykle mi się podobał. Oplotłam się bordowym ręcznikiem i weszłam do pokoju. Rozglądnęłam się, ale nigdzie nie było Zayna, wzruszyłam ramionami i położyłam się do łóżka. Musiałam zasnąć, choćby tylko po to, by na chwilę zapomnieć.



Niedzielne popołudnie. Jak co tydzień spędzałam czas z rodzicami. Pamiętam, że graliśmy w Monopoly. Uwielbiałam tę grę... W pewnym momencie do taty zadzwonił telefon. Kiedy spojrzał na wyświetlacz jego źrenice powiększyły się dwukrotnie. 
- Przepraszam, ale muszę odebrać. To pilne... bardzo pilne. 
Tata nie wracał dość długo. Postanowiłam sprawdzić co tak zajęło jego czas. Weszłam do domu i pokierowałam się w stronę jego gabinetu. Cichutko otworzyłam drzwi. Zobaczyłam go. Trzymał w ręku czarny pistolet ciężko nad czymś myśląc. Kiedy odwrócił wzrok i mnie zobaczył, zmieszał się i wsunął go do szafki. 
- Kochanie, co ty tu robisz? 
- Tato.. Ja... Ty masz pistolet? - Spytałam jąkając się. 
- Mam. Mam też na niego pozwolenie. Wiesz, kiedyś chodziłem na strzelnice i po prostu.. po prostu go mam. Wszystko w porządku April... Wszystko jest w porządku. - Przytulił mnie gapiąc się w okno. 
- Tato, co się dzieje? 
- Obiecaj mi, że nigdy się nie poddasz. Dobrze? Nigdy. 
- O czym ty mówisz? Wygląda to jakbyś chciał się ze mną pożegnać. 
- Nie bądź głupia April. Chcę, żebyś mi to obiecała. - zaśmiał się... bynajmniej próbował. 
- Obiecuję. 
- Dobrze, a teraz chodź, bo mama pewnie już  chce nas oszukać. - posłał mi ten jego uśmiech. 
Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej. Od kiedy dowiedziałam się prawdy, nawiedzają mnie bardzo realistyczne sny, jakby moja podświadomość chciała dopasować wszystkie elementy układanki, kiedy ja wcale o to nie prosiłam.
Zaczęłam płakać mocniej i mocniej. Złość kulminowała się we mnie coraz bardziej. Wstałam i zaczęłam rzucać wszystkim co mam pod ręką. Rozbiłam wazon zrobiony z kryształu. Zaczęłam wrzeszczeć.
- Rachel do cholery, co ty robisz?!- Usłyszałam głos Malika.
- Jak on mógł mi to zrobić? Powiedz mi! Powiedz mi bo chyba tego nie rozumiem... Nic już nie rozumiem. Dlaczego Zayn... Dlaczego. - powiedziałam już prawie szeptem.

- Rozumiem, że możesz w to nie wierzyć, ale taka jest prawda. Twój ojciec był jednym z największych szejków w mieście. To on nas zebrał i utworzył gang. Wiedzieliśmy, że ma rodzinę i wiemy, jak ją wykorzystać. Dlatego tutaj jesteś.
- Dlaczego to ja mam płacić za błędy mojego ojca. Czego wy właściwie ode mnie chcecie, co?
- Dowiesz się w swoim czasie. - powiedział i wyszedł.
To najlepiej umiał robić. Zmienić moje życie jak za machnięciem kurwa jakiejś różdżki i wyjść. Położyłam się z powrotem  na łóżku, a mokrą poduszkę rzuciłam w kąt.


Pewnie musiałam znowu zasnąć, bo gdy kilka chwil temu Malik wyszedł z pokoju, ponownie wróciłam do łóżka. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić, ale właśnie przechodziłam do kolejnej fazy żalu i złości. Musiałam się na kimś wyładować. Teraz wkurzałam się nawet na to, że tyle czasu leżałam w łóżku i myślałam, oraz śniłam o rzeczach, które choć nierealne prowadziły mnie do końca zagadki. Postanowiłam wstać, co było złym pomysłem bo serce podskoczyło mi do gardła.
- Kurwa. - złapałam się za serce. - Posrało cie?
 Zayn siedział w kącie na krześle i patrzył się na mnie tym swoim wzrokiem. W pokoju zasunięte były zasłony, więc było ciemno.
- Mnie też miło cię widzieć Rachel. Siedziałem tu, bo bałem się tzn... nie chciałem żebyś sobie coś zrobiła. Rzucałaś się przez sen i mówiłaś jakieś dziwne rzeczy.
- Dziwisz mi się? Nie codziennie dowiadujesz się, że twój ojciec oszukiwał cię przez całe swoje życie. Dalej nie jestem w stanie w to wszystko uwierzyć. Byliśmy taką szczęśliwą rodziną. Najpierw straciłam matkę, a teraz to... Myślisz, że łatwo mi z tym żyć? Każdego dnia budzisz się z myślą, że nie masz już nikogo Chcesz zemsty, krwi i śmierci. Chcesz zabić każdego, kto sprawił, że cierpisz. Zmieniasz się. Robisz wszystko to, o co nie podejrzewałabyś siebie nigdy wcześniej.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Bo jesteś jedyną osobą z nich wszystkich, którą znam. Jakkolwiek by to zabrzmiało.
- Ufasz mi? - Jego brew uniosła się ku górze.
- Jak mogę ci ufać, skoro zabiłeś mi ojca, Zayn.


- To nie ja go zabiłem. - odpowiedział poważnie.
- Nie? A kto? Sam się zabił, czy może elfy mu pomogły? Nie bądź śmieszny. - prychnęłam.
- Mówię, że to nie ja go zabiłem. Zabił go ktoś od nas, ale nie ja.
Milczałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam co zrobić.
- Chcę stąd wyjść. Nie mogę siedzieć cały dzień 24\7 w czterech ścianach. - wstałam i poszłam w stronę wieszaka na kurtki.
- Dobrze.
Zatrzymałam się.
- Dobrze? Wypuścisz mnie stąd od tak?
- Tak. Z wielu powodów: Po pierwsze, jesteśmy daleko od centrum na strzeżonym osiedlu i nawet nie wiesz która droga prowadzi do miasta. Po drugie nawet jeśli byś takową odnalazła, do miasta pieszo zaszłabyś może w ciągu doby. Po trzecie będziesz miała to. Wstał i nałożył mi na rękę jakieś małe, żelazne gówno, którego ni chuja nie da się zdjąć. Wiedziałam, że jest jakiś haczyk.
- Gdzie pójdziesz?
- Gówno cię to obchodzi. - syknęłam.
- Uważaj na słowa Rachel. -wstał
- Bo co? Pobijesz mnie? - zaśmiałam się ironicznie.
- Przestań mnie prowokować. Nie widzisz, że jakby to nie wyglądało w jakiś sposób chcę ci pomóc to wszystko zrozumieć? Kurwa, Rachel do jasnej cholery! Twój ociec był bezdusznym chujem, rozumiesz? Mordował ludzi! Staram się żebyś to pojęła i rozumiała, ale ty najwyraźniej nie przyjmujesz tego jebanego faktu do wiadomości.
W moich oczach znowu zaczęły pojawiać się łzy. Nie poznaję Cię Rachel...
- Jak możesz mi pomóc?! Kiedy to wszystko jest kurwa mać przez ciebie i twój jebany gang!
Wytarłam jeszcze nie płynące łzy w bluzę i pokierowałam się w stronę wyjścia. Poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się, ale nie odwróciłam.
- Nie odchodź zbyt daleko. Nie mam siły i ochoty cię szukać. - szepnął mi do ucha. Znowu pokazał swoje drugie ja. Zachowuje się jak mrówka w czasie okresu, naprawdę. Raz jest... znośny, ale potem jest fakasem z przerośniętym ego.
- Bez obaw. - wyrwałam rękę i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych.
Wyszłam na zewnątrz. Chciałam trochę pobiegać... zawsze mi to pomagało. Spojrzałam na rękę i na to cholerne żelastwo. Przypominało to jakiś nadajnik czy coś. Tak jak myślałam, nie ma szans aby udało mi się to zdjąć. Ruszyłam biegiem przed siebie. O czym myślałam? O wszystkim. O tym co było, jest i będzie. Nie wiem nawet co mnie czeka. Nie wiem czy dożyję jutra. Jestem z tego typu ludzi, którzy żyją z dnia na dzień. Nie planuję przyszłości, bo boję się, że jej po prostu nie doczekam.


Minęła może godzina, dwie, trzy... nie wiem. Przebiegłam około 20 km. Uwielbiałam to robić i byłam w tym dobra. Kiedy postawiłam pierwszy krok na werandzie usłyszałam skrzypnięcie drzwi.
- Gdzieś ty do cholery jasnej była? - wrzasnął Liam.
- Jesteśmy na prywatnym osiedlu przy lesie. Gdzie kurwa mogłam być? - chciałam go wyminąć, ale złapał mnie za łokieć.
- Nie mów tak do mnie. - syknął.
Zaśmiałam mu się w twarz i wyminęłam go. Gnojek. Myślał, że się go boję. Minęłam to całe laboratorium a każdy, naprawdę każdy patrzył się na mnie z zaciekawieniem. Oprócz mnie w tym... czymś nie było innej kobiety. Byłam sama. Super, co? Minęłam pokój Zayna, ale mimo, że mój umysł chciał zatrzymać moje ciało, nie zrobiłam tego. Udałam się do łazienki na korytarzu żeby wziąć prysznic. To jedyne co mi było teraz do szczęścia potrzebne. Kiedy tylko przekroczyłam próg łazienki ściągnęłam z siebie bluzę. Podeszłam pod  prysznic, by chwilę później rozkoszować się ciepłą wodą. Kiedy wyszłam, ubrałam się w poprzednie ubrania i udałam się w stronę sypialni mulata i mojej. Nie pukałam. Nie chciało mi się. Wtargnęłam do jego naszego pokoju bez żadnej zapowiedzi.
- Zayn, musisz... - zorientowałam się, ze chłopak śpi.
Pewnie gdybym była uczuciowa podeszłabym i pogłaskałabym go po głowie, mówiąc wesołe wstawaj. Ale ja to ja, więc co zrobiła Rachel? Wzięłam wiaderko po farbie i poszłam do łazienki nalać do niego wody. Jesteś podła... - pomyślałam. Chlusnęłam nią w chłopaka, który podniósł się jakby był poparzony.
- Kurwa mać! - Krzyknął.
- Dzień dobry kochanie. Jak się spało? - zaśmiałam się ironicznie.
- Masz 5 sekund, żeby spierdolić. - powiedział przecierając oczy.
- Lecę. - posłałam mu grymas.
Chłopak wstał i rzucił się na mnie. Ogarniacie? Rzucił się na mnie jak jebana nastolatka.
- Ej, uspokój się. To tylko żarty. - powiedziałam, kiedy ten wygiął mi rękę i przybił moje plecy do jego torsu.
- To też są tylko żarty, Rachel. Nie sądzisz?
Oczywiście, że sądzę.
Wyswobodziłam się z jego ruchu i sprowadziłam go do parkietu. Byłam zbyt dobra w te klocki, żeby udało mu się mnie pokonać. Leżał przyciśnięty do ziemi bez możliwości jakiegokolwiek ruchu.
- I co teraz panie wielkie-ego-mały-ptaszek?
Jezu, Rachel powinnaś zostać poetką! 
Siedziałam na nim okrakiem, ale tym razem chłopakowi udało przewrócić się tak, że leżał plecami do parkietu.  W tej chwili usłyszałam, jak otwierają się drzwi. Do pomieszczenia wkroczyła reszta gangu.
- Co tu się... - zaczął Niall, ale kiedy zobaczył co jest grane wybuchł śmiechem.
- Rachel, nie wkurwiaj mnie. - syknął chłopak.
- No Malik, Malik. Te panele pasują do twoich oczu. - powiedział Liam.
- Rachel, jak zaraz nie przestaniesz to dostaniesz takie lanie po twojej dupie, że nie będziesz mogła siedzieć na niej przez miesiąc!
- Dobra, ale wcześniej musisz mnie zawieść do centrum handlowego. Nie wiem jak ty i twój gang, ale ja muszę zmieniać ciuchy. Nie preferuję chodzenia w jednych. Puściłam go i wstałam.
- Dawałem ci fory, wiesz o tym? - powiedział otrzepując swoją koszulkę z kurzu.
- Tak, oczywiście. - prychnęłam.
- Za dziesięć minut wszyscy przy samochodzie, jasne? - powiedział już poważnym tonem Liam.
Wyszłam. Poczułam coś dziwnego. Przez chwilę czułam się, jakbyśmy byli paczką kumpli, którzy znają się od wielu lat. Tak jednak nie było. Musiałam wrócić do rzeczywistości. Oni zabili ci ojca, Rachel. Kimkolwiek był, zabili go. Mówił głos w mojej głowie.
Wzięłam skórzaną kurtkę i wyszłam przed dom. Usiadłam na werandzie i wyjęłam papierosa z paczki, którą ukradłam Zaynowi z komody. Zaciągnęłam się dymem. Przypomniałam sobie słowa taty, który zawsze mówił, że nikotyna to coś najgorszego na świecie. Ostrzegał mnie, żebym nigdy nie paliła, bo to tylko zniszczy moje zdrowie. Pewnie sam kopcił kiedy go nie było w domu. To uczucie, kiedy wydaje ci się, że znasz osobę jak własną kieszeń, a tu nagle okazuje się, że prowadziła ona podwójne życie. Cieszyłam się, że mama nie doczekała tej chwili. Ja jestem silna i jakoś sobie z tym poradzę, ale ona? Ona nie była taka jak ja. Była uczuciowa, kochająca i jedyna w swoim rodzaju. Była...najlepsza.  Po może 5,7 minutach usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaków. Każdy miał ubraną czarną skórę. Powiedziałabym, że to chujowe, gdybym sama jej nie nosiła. 
- Te, księżniczka. Rusz dupę jedziemy. - powiedział Liam, lekko kopiąc mnie w tyłek. 
- Nie jestem jakąś księżniczką i nie kop mnie po dupie, bo psem nie jestem. - powiedziałam mu w twarz i zgasiłam papierosa butem. 
- Ma charakterek. - powiedział Niall, a Zayn się uśmiechnął. 
Żenada. 
Nie pytając nawet, którym samochodem jedziemy, wsiadłam do swojego samochodu. Miałam w dupie, że nie chcieli nim jechać. To jedyna rzecz o którą dbałam najbardziej na świecie. Ten samochód był jedyną pamiątką. Po chwili wsiadła do niego także reszta. Siedziałam z nimi w jednym aucie, do cholery! Mogłabym wyskoczyć czy coś, ale wciąż na ręce miałam to żelastwo. Mam nadzieję, że droga do miasta nie będzie tak długa, jak ta którą tu przyjechaliśmy...
____________________________________________
Hejka naklejka!
Co tam u was? Ja nie wierzę, że w piątek jest już zakończenie roku. Wakacje... Jak to cudownie brzmi, nie? 
Przepraszamy za zwłokę, ale koniec roku+wystawianie ocen=masakra. 
Zaczynają się wakacje, więc rozdziały będą dodawane częściej. Myślałam też, co moglibyśmy dodać do bloga. Może macie jakieś pomysły? Na propozycje czekam na dole. Kocham Was! 
Natalia x

piątek, 30 maja 2014

12| Killer.



Rozdział dla tych które są <3



Siedziałam w tej zatęchłej norze i oddłubywałam tynk ze ściany. W tamtym czasie wydawało mi się to najmniej nudne zajęcie. Nie myślałam, że ktoś zajrzy do mnie tak szybko, zwłaszcza, że Zayn mówił, że będę siedzieć tu do rana, ale kiedy w klamce zazgrzytał klucz błyskawicznie podniosłam się z podłogi. Byłam gotowa na wszystko,żeby stąd wyjść, jednak gdy zobaczyłam mulata w drzwiach nie mogłam się powstrzymać.
- Mówiłeś, że będę siedzieć tu do rana - wyparowałam - No no, widzę że.. - nie dokończyłam, bo chłopak chwycił mnie za nadgarstek i mocno pociągnął w stronę korytarza. I dopiero gdy zobaczyłam dym w pomieszczeniu z przerażeniem stwierdziłam,że coś jest nie tak. Sam Malik miał ubrudzoną twarz i kawałki gruzu we włosach.
- Co do cholery? - krzyknęłam.
- Mniej pytań Rachel.. - syknął cicho pod nosem i zakrył usta koszulką. Zrobiłam to samo, wiedząc że gaz przez który się przedzieraliśmy może być szkodliwy. Ja chyba kurwa śnię. Co to ma być?


Nie wierzyłam w to co widzę, gdy dostaliśmy się do salonu. Gdzieniegdzie paliły się meble, ale to nie ten właśnie obraz mnie zaskoczył a widok leżącego w kałuży krwi jednego z moich strażników. Nie mogłam pojąć co się właśnie dzieje, ale zbytnio nie miałam na to czasu. Zaraz jak pojawiliśmy się w przestronnym pomieszczeniu, ktoś mnie przejął i byłam pchana do wyjścia.
- Mam ją.- tylko tyle udało mi się usłyszeć. Zaraz potem siedziałam w swoim samochodzie obok Nialla i Liama. Po chwili do auta wskoczył Malik i odjechaliśmy z piskiem opon.
- Co to było? - wrzasnęłam bo dezorientacja zaczynała mnie powoli irytować. Nienawidziłam tego, że czegoś nie wiem. A jak kurwa nie wiem, to muszę się dowiedzieć.
- Rachel mówiłem nie teraz. - ugh myślisz frajerze, że dominacja w twoim głosie mnie powstrzyma? 
- A właśnie, że teraz. Mam prawo wiedzieć o co chodzi. - odpowiedziałam mu i powiodłam spojrzeniem po pozostałych. Nikt nie raczył nawet na mnie popatrzeć, więc oczywistym było, że zdziwiłam się gdy blondyn mi odpowiedział.
- Siedzieliśmy w salonie, kiedy ktoś wrzucił do salonu bombę dymną i Zayn jest prawie pewnym, że to ci kolesie z baru. - wzruszył ramionami i lekko się uśmiechnął.
- No. I nie można było tak od razu? - spytałam. - Dziękuję. - dodałam jak na uprzejmą osobę przystało i wyszczerzyłam się do chłopaka. - Jeśli mogę coś powiedzieć.. - zaczęłam.
- Nie możesz! - warknął Liam tym samym mi przerywając.
- Ej! - udałam oburzoną - skoro nie chcecie wiedzieć to nie..
Przez resztę drogi, gdziekolwiek jechaliśmy nie odzywałam się. Myślałam nad całą sytuacją i dokładnie wszystko analizując doszłam do daleko idących wniosków. Gdyby te barany mnie choć raz posłuchały z pewnością zyskalibyśmy na czasie, a ja sama może nieco urosłabym w ich oczach. To nie tak, że zależy mi na tym co o mnie pomyślą, ale.. przecież sympatia wroga jedynie ułatwi mi ucieczkę. I choć ten cały Niall wydawał się być całkiem w porządku, nie mogłam mu ufać i jako najłatwiejszy cel zamierzałam go wykorzystać. Bądź co bądź był po złej stronie barykady.

Po dość długiej jeździe zaparkowaliśmy na zwykłym osiedlu pod jakimś domem. Oh serio? Nie ochroniła nas twierdza Louisa to chyba tym bardziej jakaś zwykła chatka tego nie zrobi. Zaczynałam wątpić w przestępczość i przebiegłość moich oprawców. Z takim sprzętem i siedzibą mogli byś brani co najmniej za mokrych bandytów z filmu 'Kevin sam w domu.' No bo serio?

Zaraz jednak szybko pożałowałam swoich słów, nie dość że tą ruinę otwierało 15 różnych zamków to gdy się weszło do środka jedyne co widziałeś to klapa w podłodze otwierana na kod genetyczny chłopaków. Mało tego, ta piepszona klapa prowadziła do czegoś w rodzaju labolatorium. Na dole prawie wszystko było białe i strasznie sterylne. Jakbym znalazła się w pracowni chemicznej. Na ścianach wisiało sporo przeróżnej broni, noży i bomb, na widok których zaświeciły mi się oczy.
- Nawet o tym nie myśl słonko. - warknął Malik i pociągnął mnie w stronę rzędu drzwi. Miałam już dość tego pierdolonego gnojka, który nie wiem jakim cudem wie o czym myślę.
- Dobra. - podniosłam ręce w geście rezygnacji i uśmiechnęłam się słodko. - Zayn.. - zamruczałam i przysunęłam się do jego boku.
- Później Rachel. - uciął krótko i chwycił moje ramię ciągnąc mnie do jakiegoś pomieszczenia.
- Póki co ciesz się, że jestem aż tak KURWA cierpliwa, bo nie jedna na moim miejscu już by ci przypiepszyła. - syknęłam, wyrwałam rękę i przyśpieszyłam kroku. Brunet zaśmiał się tylko.
- Idź wykąp się, czy zrób to co tam robią dziewczyny. - pchnął mnie lekko w stronę kolejnej dziury w której miałam się znajdować, kompletnie ignorując moją wcześniejszą wypowiedz.
- Ja odbiegam od normalności. - posłałam mu szyderczy uśmiech.
- Wiem Rachel. - odpowiedział i zostawił mnie samą. Co do chuja? Nie zamknął mnie ani nic? Był miły?



Rozejrzałam się dookoła i znowu zdziwienie wymalowało się na mojej twarzy. W środku było normalnie i dość ładnie. Czarne ściany, podłoga i meble idealnie kontrastowały z czerwienią dodatków i bielą pasków na przeciwległej stronie od wejścia. Zauważyłam też jedną - białą ściankę, która cała pokryta była jakimiś wzorami. Pokój jakby stworzony dla mnie. Idealnie proporcjonalny, czysty i minimalistyczny. Zakochałam się... I kiedy myślałam, że lepiej być nie może zauważyłam ŁÓŻKO.. Wielkie, z białą narzutą i mnóstwem poduszek. Od razu się na nie rzuciłam i zaczęłam rozkoszować się jego miękkością. Przymknęłam oczy i delektowałam się tą chwilą, pamiętając, że dawno nie było mi tak dobrze. Co prawda pamiętam łóżko rodziców, małe ale nad wyraz ciepłe i przytulne. Zawsze u nich w sypialni pachniało piżmem, cytryną i czymś jeszcze, ale tego zapachu nie znałam, wystarczyło że dawał poczucie bezpieczeństwa. Pamiętam te niedzielne poranki, kiedy wstawałam najwcześniej i szybko biegłam do rodziców żeby wskoczyć na nich i z krzykiem ich obudzić. To były jedne z moich najdroższych chwili. A teraz, jestem tutaj i o cholera! Jakbym czuła ten zapach. Natychmiast chwyciłam poduszkę i przytknęłam ją sobie do twarzy mocno się zaciągając. Niestety wyczekiwana woń nie została przeze mnie wychwycona, no może.. przez chwilę..ale czym jest ta chwila w porównaniu z latami wspomnień?

- Rachel? Co robisz? - do pokoju wparował mulat, a ja zawstydzona od razu odłożyłam przedmiot na swoje miejsce i zeszłam z posłania.
- Nic. - odpowiedziałam czując jak moje policzki stają się ciemne i przybierają zapewne kolor pomidora. Chłopak widząc to nie skomentował całej tej sytuacji, ale uśmiechnął się pod nosem.
- Tam jest łazienka. - wskazał na drzwi - a tu masz swoje rzeczy. - wzięłam z jego rąk małą torbę podróżną. Byłam już prawie za drewnianą powłoką, kiedy coś mnie tchnęło.
- Jesteś dla mnie miły. Czemu? - wzruszył ramionami i przeniósł wzrok na telewizor, który zajmował sporą część ściany naprzeciw łóżka. Kurde czemu ja go nie zauważyłam? A już wiem! Bo kurwa Rachel wąchałaś poduszkę. Wariatka.. 
- Widziałem jak zachowałaś się w aucie, Niall był dla ciebie miły i ty też dla niego. Pomyślałem.. - podrapał się po karku..
- No?
- Że no, jak ja też będę, to może jakoś przetrwamy te kilka tygodni, taki rozejm? Ty będziesz miła i mniej pyskata, a ja będę traktować cię lepiej. Co ty na to?
- Pomyślę. - wycofałam się pośpiesznie jakby miało paść jeszcze jakieś słowo i zniknęłam w łazience szeroko się uśmiechając. Przeniosłam wzrok na swoje odbicie w lustrze i zaczęłam się przyglądać swojej twarzy. Poza kilkoma zadrapaniami wyglądałam na szczęśliwą i nie miałam pojęcia co o tym myśleć. Zaraz potem stałam oparta o ścianę z zamkniętymi oczami i gorącą wodą spływającą po moim ciele.







Wyszłam spod ciepłego strumienia i owinęłam się ręcznikiem który znalazłam na półeczce. Również urządzenie łazienki bardzo mnie zachwyciło, i pomyśleć, że to wszystko znajdowało się tak jakby w piwnicy rozwalającej się szopy. No...no. Nie chciałam tego przyznać, ale pomyliłam się co do nich. Drugim ręcznikiem zaczęłam suszyć włosy, znalazłam też apteczkę i opatrzyłam sobie otarcie na łokciu, niby takie gówno, ale piasku było w tym w cholerę. Miałam szczęście, że to świeża rana, szczerze mówiąc nawet nie wiem kiedy ją sobie zrobiłam. Ubrałam się w krótkie, czarne spodenki, tego samego koloru bluzkę na ramiączkach i białe conversy. Wyszłam z pokoju dosyć cicho, więc pewnie dlatego Zayn mnie nie widział, a ja mogłam zobaczyć co on w tej chwili robił. Zamarłam w jednym momencie, uświadamiając sobie, że profil skupionego bruneta jest najpiękniejszym widokiem jaki kiedykolwiek widziałam. Chłopak przyciskał węgiel do ściany i kreślił na nim różne wzory. Widać, że robił to z pasją, a ja byłam pełna podziwu jego talentowi. Wygląda, że całą, niedokończoną ścianę zrobił sam. Była niesamowita.. był niesamowity.. RACHEL! 


- Ładny pokój, podoba mi się. - przerwałam ciszę, na co mulat momentalnie się odwrócił.
- Dzięki. - i co to tyle? Nie dowiem się gdzie jestem? Nie powie mi do cholery o co w tym wszystkim chodzi? Zmarszczyłam czoło.
- Wszystkiego się zaraz dowiesz, spokojnie. O 20  spotkamy się w salonie. Masz jeszcze 30 min.- wrócił do szkicowania wielkiego krzesła na którym znajdował się cały świat. Surrealizm.. Czytałam kiedyś o tym, było mi dane podziwiać nawet kilka tego typu prac, ale te chłopaka bardzo mnie urzekły. Nienawidzę tego kim się staję, nie lubię być zimną, ale miekką suką, co do cholery?

Położyłam plecak na ziemi obok komody i niespokojnie zaczęłam się kręcić po pokoju. To wszystko było takie dziwne. Jednego dnia wychodzę z biblioteki jako wzorowa uczennica, a już kolejnego latam ze spluwą po mieście. Chore, ale może właśnie taka jestem? Może zwariowałam?

- Masz szluga? Muszę zapalić. - odezwałam się lekko drżącym głosem, zaczęło kręcić mi się w głowie i jestem pewna, że jak zaraz nie poczuję nikotyny w ustach to rzucę się na podłogę i będę okropnie wrzeszczeć.
- Nie wiedziałem że palisz. - nawet się nie odwrócił, ale teraz porzucił poprzedni szkic i zaczął rysować palącego się papierosa.
- A to nowość. - prychnęłam, podobno wiecie o mnie wszystko skurwysyny.

Bez słowa rzucił we mnie paczką czerwonych Malboro. Wyciągnęłam jednego i podpaliłam. Potem kolejnego i jeszcze jednego, aż w końcu byłam na tyle spokojna by trzeźwo myśleć.

- Chodź. - jedno słowo, kurwa jedno słowo, a ja mam ciary na rękach. Co do cholery on ma w sobie takiego? Zamarłam, był blisko mnie i patrzył tak jakby miał mnie zaraz udusić, albo nieźle przerżnąć. Zamiast tego jednak podniósł rękę do góry, dość szybko, by mój mózg pomyślał, że chce mnie uderzyć. Zwinęłam palce w pięści, jeśli to zrobi to mu oddam. Zdziwiłam się jednak gdy on bez słowa otworzył drzwi i gestem dłoni wskazał bym wyszła pierwsza.

Salon nie było trudno znaleźć, wbrew pozorom było tu dość miejsca, ale ułożenie pomieszczeń zadziwiało prostotą. Jeden korytarz, który prowadzi wszędzie. Ciekawe..
Weszliśmy do przestronnego holu a potem zaraz do dobrze oświetlonego ''salonu''. Na środku stał ogromny, okrągły stół, przy którym siedzieli moi oprawcy. Jak rycerze kurwa okrągłego stołu.. Zmarszczyłam czoło. Zostałam posadzona na środku, tak by każdy mnie widział.

- Co się dzieje?
- Ty nam powiedz księżniczko. - chwyciłam mocno nogę stołu, oni żartują tak?
- Do rzeczy, po co tu jestem?
- Oh.. tatuś ci nie powiedział? Zabiliśmy go, bo nas okradł. Chcesz znać prawdę? To on zbudował to wszystko, on był naszym szefem do puki  nie zachciało mu się robić przekrętów. Okradł nas, i jak gdyby nigdy nic zniknął. Wiesz jak to jest być oszukanym? Nie myśl sobie, że Mike jest święty, był jeszcze gorszy od nas.


Był Killerem. 

Liam wysyczał mi to prosto w twarz. Nie dbałam o to co o mnie pomyślą, dławiłam się łzami, przygryzałam wargę do krwi i uderzałam gniewnie pięściami w stół. Jak on mógł? Jak mógł naopowiadać tyle bzdur o moim ojcu? Nie dość, że go bestialsko pozbawił życia, to teraz go oczerniał i z niego drwił. Tego było za wiele.

- Łżesz, nie wierzę ci! Zamknij się kurwa! - wstałam gwałtownie wywracając krzesło. - Powiedz tak jeszcze raz, a nie ręczę za siebie.. Może jestem słaba, może jestem tylko dziewczyną, ale nie wiesz do czego potrafi być zjedzona przez zemstę kobieta. Nie wiesz jak to jest myśleć dzień w dzień o jednym, nie wiesz jak to jest myśleć o krwi, śmierci i zabijaniu. Jestem już zmęczona, ale nie spocznę puki cię kurwa nie dorwę i nie wyrwę z ciebie martwego serca i puki nie będę się śmiała nad twoim zimnym ciałem.

Wybiegłam stamtąd, nie mogłam na nich patrzeć.. Wleciałam jak torpeda do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Może zachowywałam się jak mała dziewczynka, ale nie mogłam już tego znieść. To wszystko zabija mnie od środka, dusi.

Jest ciemno, idę wzdłuż drogi usłanej ludzkimi ciałami, wszędzie pełno krwi, naboi i tych wystraszonych, martwych oczu. Nie wiem gdzie jestem, ale po pewnym czasie znajduję się przed ołtarzem wkoło którego stoją Liam, Niall, Louis, Zayn i tajemnicza osoba o zakrytej twarzy. Dopiero teraz zauważam, że na długim blacie siedzi mój ojciec ze zmartwioną miną i troską w oczach. Nagle wszystko się zmienia, jaśnieje, a na twarzach chłopaków widnieją złowieszcze uśmieszki, czuję jednocześnie pustkę i gniew. Zaciskam pięści, Mike to widzi i wyciąga do mnie dłoń. Waham się, ale łapię ją. Tak bardzo mi tego brakowało, samotna zła spływa mi po policzku, parząc go. Ciało taty jest zimne mimo to tulę się do niego najmocniej jak potrafię. 

- Przepraszam April, tak bardzo przepraszam. 

Odrywam się od niego, nie wiem o czym mówi. W tej chwili jednak zostaję odepchnięta na ziemię,a martwi ludzie obłapiają mnie ze wszystkich stron ciągnąc w dół przepaści. Ostatnie co widzę to sztylet wbijany w pierś taty i jego nieme błaganie, nie mogę na to patrzeć. Próbuję się wydostać, ale nie daję rady. Ból wypełnia mnie całą mimo tego, że nie wiem skąd pochodzi. Spoglądam w górę i widzę parę czekoladowych oczu, są wypełnione dziwnym blaskiem i uczuciem, którego nie umiem pojąc. Chwytam się tego widoku jak brzytwy. 

- Zayn pomóż.- szeptam zanim zostaję pochłonięta przez truchła zamordowanych.

Wstaję gwałtownie, ciężko dysząc i już wiem, że usłyszał to.

''- Proszę- rzekł cicho. - Ale pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy.'' *

_________________________________________________________________________________

* Cytat zaczerpnięty z pewniej strony, nie są to nasze słowa, nie znamy też autora :)

Hej misie <3 Jejku jesteście KOCHANE XD Kurwa 16 KOMENTARZY! wow, uwielbiam was! aaaaa, tak bardzo dziękuję :*

Dzisiaj w sumie, nie mam nic ciekawego do powiedzenia, mam dobry humor i ogólnie jaram się bo zdałam biologię XD haha, jak tam u was z ocenami na koniec roku?

A teraz tak z innej beczki, co myślicie o rozdziale? Zaskoczył was? Zdziwiło was coś? A jak tam bohaterowie, zaskoczeni takim obrotem spraw? Mam nadzieję, że tak XD komentujcie, bo uwielbiam czytać wasze komentarze, piszcie co u was i ogólne no, chciałabym mieć z wami jakiś kontakt.

Może jest ktoś kto chciałby byś informowany o nowym rozdziale?
Kocham xoxo

Ola XD




poniedziałek, 12 maja 2014

11| Impreza zapoznawcza?


Rozdział dedykowany naszej nowej fance- Wiktorii, D.S., Andzi oraz  Kisses girls~DM < 3

Wszystkie komentarze były świetne, ale wybrałam te moje ulubione XD
Miłego czytania! ♥
_____________________________________________________________________________


Cholera, cholera, cholera! Oddychałam ciężko, a moja klatka piersiowa opadała i podnosiła się w zniewalającym tempie. Rozejrzałam się i to co zobaczyłam, choć trochę doprowadziło mnie do porządku. Wszędzie był istny sajgon. Porozbijane szkła, płaczące dziewczyny i srający w gacie barman. Nie mówiąc już o sponiewieranej 'pani-zza-lady-która-pożerała-Malika-wzrokiem'. Opuściłam broń i spojrzałam na Zayna. Próbowałam patrząc mu w oczy odczytać jego emocje, ale na próżno. Doskonale je maskował. Chociaż nie.. Na moment zdążyłam zauważyć przebłysk zdziwienia i szok. Spojrzałam na Glocka 17 znajdującego się w mojej dłoni i pomyślałam.. to moja szansa.  

Wycelowałam go w stronę chłopaka. 



- Nie odważysz się. - powiedział pewny siebie. 
- Jesteś pewny? - odbezpieczyłam ją.
- Jestem pewny. A wiesz dlaczego? Bo lecisz na mnie. - uśmiechnął się. 
Nie wiedziałam co jest grane. Z zszokowanego chłopaka zmienił się z powrotem w sukinsyna. 
- Ty chyba nie wiesz co mówisz. Należy ci się za to co mi zrobiłeś. Za to, że przez ciebie nie mam teraz nikogo. - syknęłam. 
- Dobrze wiesz, że nie jesteś zdolna do miłości. Jesteś zbyt podłą suką, Rachel.- 
Przesadził, wycelowałam w niego, w ostatniej chwili kierując pistolet w inną stronę, tak że kula uderzyła milimetry od tego kretyna. W pomieszczeniu rozległ się huk i krzyk przerażonych ludzi. - Jeżeli mnie zabijesz, zabijesz też siebie. - prychnął, jakby ostatnie wydarzenia nie zrobiły na nim żadnego wrażenia.. Ale tak nie było, widziałam jak mimowolnie drgnął, kiedy zdecydowałam się na tak gwałtowny ruch, dostrzegłam w jego oczach zagubienie i po raz kolejny zdziwienie.. Tylko na moment, ale i tak to pozwoliło mi myśleć, że nie jest skończonym dupkiem, ale człowiekiem, człowiekiem który na nowo poznaje takie uczucia jak strach, obawa.
- Zamknij się! Przestań tak mówić, bo zabije cię. Zabije cię na oczach tych ludzi i przysięgam, że następnym razem trafię - spojrzałam na wystraszone twarze imprezowiczów. 
- Już ci mówiłem, że tego nie zrobisz.
 Podszedł bliżej. Miałam istny chaos w głowie. Byłam gotowa to zrobić, a jednocześnie coś mnie blokowało. Przed oczami mijały mi obrazy i sytuacje z mojego życia. Śmierć taty, wypadek mamy... Po chwili usłyszałam wycie syren. Gliny. Spojrzałam na chłopaka a on uśmiechnął się cwanie. Spuściłam broń i już chciałam zacząć uciekać, ale on złapał mnie za nadgarstek i szepnął:
- Na piechotę to ty daleko nie uciekniesz. - po człowieczeństwie jakie w nim zobaczyłam nie było już ani śladu.. Jęknęłam..
Miał rację. Przeklnęłam cicho, a chłopak popchnął mnie w stronę drzwi. Wpakowaliśmy się do samochodu.
- Kto strzelał? - spytałam. 
- Wyglądam, jakbym był duchem świętym? Pewnie to jakiś koleś z sąsiedniego gangu. 
- Gangu? Serio? Gdzie my jesteśmy. W przedszkolu? - zaśmiałam się.
Usłyszałam tylko ciche warknięcie. 
- Ciesz się, że cię suko nie związałem. - prychnął. 
- Mam ci na kolana padać? Chyba coś ci się pokręciło w tej twojej małej główce. 
- Mówiłem ci już, że jesteś suką? - spojrzał na mnie. 
- Wiele razy. - odpowiedziałam obojętnie - Gdzie jedziemy? 
- Zamknij się! Muszę pomyśleć.
- Powodzenia. - powiedziałam ironicznie. 




Dojechaliśmy pod wielki, nowoczesny dom. Typowa willa dzianych ludzi. Zastanawiałam się skąd Malik ma tyle kasy, że go na to stać. No tak... Zapomniałam, że jest przecież groźnym i budzącym strach w żyłach gangsterem. Zaśmiałam się w duchu. Już chciałam wysiąść, ale drzwi się nie otwierały. 
- Wypuść mnie. - syknęłam. 
- Masz mnie za idiotę? Dawaj ręce. - wyjął z kieszeni kajdanki. 
- Myślałam, że użyjemy ich do innych rzeczy. - spojrzałam na niego uwodzicielsko. 
- Na mnie to nie działa, wybacz. A teraz dawaj te ręce. Nie mam na ciebie całego dnia. 
Zniecierpliwiony moją zwłoką szarpnął mną i założył kajdanki. Mogłam go od razu zabić i nie byłoby problemu. Prowadził mnie po żwirze, który nie przyjemnie trzeszczał pod stopami. Stanął przed wielkimi drzwiami i zadzwonił. A więc to nie chata Malika? Po chwili otworzył nam wysoki, dość przystojny chłopak. 
- Ooo... Kogo my tu mamy. - oblizał usta. 
- Dobra. Trzeba ją tutaj przetrzymać jakiś czas, bo u mnie chyba była wsypa. To znaczy na pewno. Ktoś do nas strzelał w barze. 
- Pierdolisz? - oczy chłopaka powiększyły się dwa razu. 
- A wyglądam? 
- Może powiedziałbyś też koledze kto uratował ci dupę? - syknęłam. 
Oczy obydwu spoczęły na mnie. 
- Weź ją stary gdzieś zamknij, cokolwiek. Nie mam już co do jej wygadanych usteczek cierpliwości. 
- Wydaje mi się, że znalazłbym dla nich zajęcie. - prze lustrował mnie od góry do dołu. 
- Ja jadę do Marka załatwić parę spraw a ty zajmij się nią na chwilę. Tylko uważaj, suka jest cwana. - spojrzał jeszcze raz na mnie. 
Wywróciłam oczami. Potraktowałam to jako komplement. 
- Nie martw się oto. Właź. - popchnął mnie w stronę apartamentu. 
W środku było całkiem, całkiem. Nowoczesne wnętrze... coś co lubiłam. Teraz muszę się zastanowić jak stąd spierdolić.
- Rozgość się. - powiedział udając się w stronę kuchni. Taa, jasne. 
Poszłam jak mniemam w stronę salonu i usiadłam na kanapie. Kajdanki nie przyjemnie drażniły moje dłonie.
 - Chcesz coś do picia? Piwo? - spytał.
- Jeśli zamierzasz mnie upić, to ci się nie uda. Mam wyjątkowo mocną głowę. - odparłam.
- Wcale nie zamierzam. Mógłbym cię wziąć również na trzeźwo, ale póki co nic z tego kochanie. Zayn chyba by mnie zabił. - odparł siadając na przeciwko mnie.
- Jesteście żałośni, naprawdę. - syknęłam.
Chłopak wzruszył ramionami i sięgnął po pilota.
- Zdejmij ze mnie to cholerstwo. - powiedziałam.
- Nie mogę.
Zaczęłam się szarpać i kląć. Chłopak spojrzał na mnie i zaśmiał się pod nosem.
- Coś cię bawi? - spytałam już nieźle wkurzona.
- Nie wierzę, że kiedyś byłaś grzeczną, ułożoną dziewczyną z  idealnymi ocenami i nie nagannym zachowaniem.
- Ludzie się zmieniają.
W tej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Brunet wstał i udał się do drzwi. 
Zaraz zwariuję. Do apartamentu wkroczyło 2 nieznanych mi chłopaków i ten cały mafiozo Zayn. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się ironicznie. 
- Nie sprawiała problemów? - rozsiadł się wygodnie na kanapie patrząc cały czas na mnie. 
- Powiem ci, że nawet nie. Była wyjątkowo grzeczna. - zaśmiał się i postawił na stole 8 butelek piwa i jakieś żarcie. 
- Impreza się szykuje. - powiedziałam pod nosem. 
- Co tam mruczysz? - spytał ten frajer. 
- Nic co powinno cię interesować. - posłałam mu najsztuczniejszy uśmiech na jaki było mnie stać. 
- Rachel, skoro my wiemy o tobie WSZYSTKO, to uznałem, że powinnaś znać chociaż nasze imiona. - co kurde? On sobie żartuje.. tak? 
- O niczym innym nie marzyłam. 
- Zamknij się i słuchaj, bo będziesz je krzyczała w nocy. Już nie długo. 
Któryś z nich gwizdnął.
- Chyba sobie kpisz. - splunęłam. 
- Liama już znasz, a co jest Louis i Niall. - mimowolnie zerknęłam na nich ukradkiem,a moje brwi prawie natychmiast powędrowały do góry kiedy zobaczyłam poobijaną twarz Liama. Co do chuja? Nie mówcie mi,że to ci kolesie z baru tak go urządzili.. A może to Zayn? Za to, że nie pomogli nam. Ciekawe..


Po 10 minutach zaczęli ze sobą dyskutować a ja siedziałam jak ostatnia idiotka i zastanawiałam się w jakie bagno się wpakowałam. Gdybym tylko nie zjechała w tę drogę, wszystko byłoby ok. Poświęciłam swój czas, aby zdobyć tę zakichaną teczkę i wszystko poszło na marne. No zaraz mnie szlak trafi. Spojrzałam na Zayna. Czarna koszulka z dekoltem w kształcie V idealnie opinała jego tors, a dżinsowa katana dodawała mu męskości? Sama nie wiem.. Jak na zawołanie właśnie oblizał usta. O nie, o nie, o nie... Muszę się kontrolować. Ten skurwysyn zabił ci ojca, Rachel. 

- Nie napijesz się z nami kochanie? - spytał Zayn. 
- Z byle kim nie piję, wybacz.
Chłopak wstał i szarpnął mnie za kurtkę. 
- Dobra suko. Skończyła się moja cierpliwość odnośnie poniżania mnie i mojego gangu. 
Pociągnął mnie za rękę i zaczął wlec jakimś korytarzem. Ciągnął mnie za włosy. Mocno... bardzo mocno. Słyszałam śmiechy chłopaków. Miałam ochotę iść i zrobić każdemu z nich takie limo, że ugh. Powracając, zatrzymaliśmy się przed wielkimi, dębowymi drzwiami. 
- Co to jest? Jaskinia? - prychnęłam. 
- Zamknę cię tutaj i będziesz  tu siedziała kurwa do rana. 
- Ciesze się. Wiesz czemu? Nie będę musiała oglądać twojej ohydnej mordy! 
Chłopak popchnął mnie w stronę pomieszczenia i zatrzasnął drzwi na kłódkę. W środku było... przerażająco. Czarne ściany, pomieszczenie bez okien.. W kącie stał mały, drewniany stolik a na nim lampka, która dawała nędzne światło. Oprócz tego w 'pokoju' znajdowała się też wytarta, skórzana sofa, a na niej koc. Byłam  w środku samego gówna, świetnie. 

_____________________________________________________________________________

Hej kochane <3 Rozdział dodajemy  z opóźnieniem, miał być już w piątek, ale mnie rozłożyła choroba, a Tala źle się czuła. Z racji tego, że siedzę sobie w domku postanowiłam go dodać. 

Mam kilka ogłoszeń teraz, dlatego proszę was o uważne ich przeczytanie.
1) Rozdział był napisany już jakiś miesiąc temu, w każdym bądź razie jakiś czas temu i nie dodawałyśmy tylko ze względu na wasze komentarze.. Dodajemy jak uzyskamy ich satysfakcjonującą liczbę XD Tak więc im większe będzie wasze zaangażowanie tym szybciej postaramy się dodać i tu też moja prośba, jak czytam sobie komentarze to było już kilka typu '' przeczytałam dzisiaj całe opowiadanie i jest świetne, macie nową czytelniczkę '' itd. itp. ale tych ludzi z rozdziału na rozdział nie widać, nie wiem tracicie zainteresowanie?

2) Druga sprawa to NOMINACJE, za które bardzo dziękujemy! Niestety nie widzimy sensu, w tej 'zabawie' dlatego nie będziemy brać w niej udziału. Jeśli chcecie się o nas coś dowiedzieć, pytajcie na asku :)

3) Już raz o to prosiłam, ale.. 
Czy osoby które komentują anonimowo mogą się podpisywać? Było by nam bardzo miło, jeżeli mogłybyśmy rozpoznawać was po nazwie.
Tak więc prosimy każdą czytelniczkę o skomentowanie i podpisanie się <3

Myślę, że to tyle, jak coś jeszcze wpadnie mi do głowy to zaktualizuję notkę XD

Co sądzicie o tym rozdziale i zachowaniu naszych bohaterów? :)
Piszcie, chętnie sobie poczytamy :D

Ola i Natalia :*



sobota, 12 kwietnia 2014

10| Strzelanina.

kochane moje.. Kurde jesteście cudowne. Nie spodziewałam się tylu wspaniałych komentarzy, teraz nie jestem w stanie wymienić moich ulubionych.. W dodatku wszystko robię w pośpiechu. Rozdział dedykowany dla każdej osóbki, która skomentowała poprzedni rozdział. Za każdym razem gdy je czytałam pojawiało się niesamowie ciepło w moim serduszku. Dziękuję <3





człowiek bez miłości, staje się jak zwierzę 
___________________________________________________________________________

Czas w moim przypadku jest pojęciem względnym. Przestałam liczyć godziny, sekundy, może nawet dni.

Nie,nie,nie,nie,nie,nie, nie poddałam się ! KURWA NIE PODDAŁAM SIĘ ! Szarpnęłam mocno krzesłem do którego zostałam przywiązana.

- Rachel.. uspokój się! - warknął Malik, a ja rozejrzałam się. Kurde, traciłam pomału rozum.Wcześniej na pewno sprawdziłabym cały pokój, a teraz? Nie zauważyłam nawet pierdolonej kamery, zamiast tego szarpałam się i wrzeszczałam.

- Chodź tu ty pieprzony kutasie i mnie rozwiąż. - wrzasnęłam, co było błędem, po chwili Zayn wpadł do tej zatęchłej dziury.

- Co ty sobie wyobrażasz! - popchnął mnie i zaczął energicznie chodzić od jednej ściany do drugiej. Ciągnął włosy, mocno.. bardzo mocno.

- I co kurwa, co ja mam z tobą zrobić, ty mała, wredna.. - zaczął do mnie podchodzić, był już tak blisko, że czułam jego gorący oddech na policzku. Bałam się.. nie, oczywiście że nie bałam się jego, bałam się tej całej sytuacji, ja jeszcze nigdy.. nigdy nie zostałam tak zahipnotyzowana przez czyjeś oczy. CHOLERA STOP TO JEST ZŁE!
- Po prostu mnie rozwiąż.. - zażądałam i popatrzyłam na chłopaka, on też tak jakby dopiero wybudził się z transu. Kucnął przede mną i wpatrywał się we mnie chwilę, włosy dawno zostawił i teraz po wywijanie były na wszystkie strony. Seksownie.. Jego wyraz twarzy dalej pozostał nieodgadniony, więc zdziwiłam się, kiedy nagle uśmiechnął się..



Zamarłam, cholera to było takie.. ugh takie idealne. Jakbym miała przed sobą anioła uwiezionego w ciele diabła.. i to o kurwa i to mi się podobało.

-Dobrze. - powiedział to tak spokojnie.. Jeśli przed chwilą zostałam oszołomiona to nie wiem przysięgam na boga co działo się ze mną w tej chwili.
-Coś jeszcze? - dodał.
- Ta.. chciałabym odzyskać swoje rzeczy, przebrać się - spojrzałam wymownie na swoją sukienkę.. po cholerę ja ją dzisiaj zakładałam ?! - a no i jeszcze coś.. jak masz jeździć moim autem to uważaj na nie. - dodałabym coś jeszcze, ale chłopak zaczął się śmiać, zdezorientowana popatrzyłam na niego i zrozumiałam o co mu chodziło.
- Żartowałem księżniczko. - puścił mi oczko. - Moim zdaniem nie musisz się przebierać. - dodał na odchodne i zniknął.

Piepsz się Malik! Myślisz, że wygrałeś? Bo jak tak to jesteś w błędzie..

I gdybym tylko mogła wystawiłabym środkowy palec do kamery, ale kurwa nie mogłam i to było moim przekleństwem..


Nie wiem ile czasu minęło odkąd brunet ostatni raz był u mnie, ale teraz co nie powiem zaskoczyło mnie.. przyszedł ponownie i to nie na moje życzenie. Dodatkowym zdziwieniem było to, że trzymał w ręce mój plecak.
- Masz. - rzucił go, a ten wylądował u moich stóp. - Przebież się, wychodzimy.. - syknął i już chciał wychodzić.
- Ekhm. - odchrząknęłam i wymownie wskazałam na swoje ręce. Chłopak przewrócił oczami, ale nic nie powiedział, wyciągnął tylko z kieszeni nóż i zanim zdążyłam mrugnąć przeciął wiązania na moich dłoniach.
- Ruchy.
- Po pierwsze ruchać to ty się możesz z jakąś laską w damskiej, a po drugie może by tak trochę grzeczniej? Nikt nie powiedział, że będę trzymać rączki przy sobie. - wkurzył się.. i dobrze ci tak.. Powoli pochylił się nade mną..
- Tak się zdaje, że poszedłem ci właśnie na rękę i spełniłem twoje żądania, więc kurwa z łaski swojej przymknij się i nie wkurzaj mnie po pogadamy inaczej księżniczko - warknął.. nim zdążyłam dwa razy pomyśleć nad tym co robię wstałam i chwyciłam jego szyję. Biło od niej takie gorąco, że aż parzyło mi dłonie. Mimo to nie wzięłam ich. Spojrzałam w jego oczy i powoli oblizałam usta. Pamiętaj chcesz go wprawić w zakłopotanie i wytrącić z równowagi, a nie sprawić, że rzuci się na ciebie żądny rozkoszy. Szeptała moja podświadomość, która swoją drogą była bardzo pewna siebie, ale kurde kto by nie był? W tej branży to podstawa, wiedziałam o tym i dlatego chciałam pana-jestem-idealny-i-kurwa-zajebisty-nie-podskakuj-bo-dostaniesz-po-pysku jej pozbawić.
- Panie Malik, jest pan pewien, że mam przestać? - seksownie.. Zmarszczył czoło i zacisnął zęby uwydatniając tym samym kości policzkowe.
- Jestem pewny. - każde słowo wypowiedział oddzielnie co miało chyba pokazać jak bardzo zły jest. Ups.. szkoda, że na mnie to nie działa facet.
- Szkoda.. - zanim wzięłam ręce z jego szyi, przejechałam po jego szczęce i policzku czując pod palcami lekki zarost. Odwróciłam się i tak jak w pokoju hotelowym powoli schyliłam się po plecak, upewniając się tym samym, że patrzy na mnie. Och.. to chyba nigdy mi się nie znudzi, a co lepsze nie przestanie działać. 
- Mógłbyś już łaskawie wyjść? - odezwałam się, bo biedak dalej tam stał i się gapił, odchrząknął i wyszedł trzaskając drzwiami. Jesteś genialna Rachel..

Zabrałam swoje rzeczy i poszłam z nimi w kąt, przechodząc jednak koło drzwi przypomniałam sobie o kamerze. Chwyciłam krzesło i jakaś bluzkę z torby i wcześniej posyłając buziaka do ekranu zasłoniłam go.
Szybko przebrałam się w obcisłe, czarne rurki i biały top oraz skórzaną kurtkę. Typowe Rachel..
Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam na sobie coś kolorowego.. To.. po prostu już się przyzwyczaiłam i szczerze mówiąc dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie wiem co będę robić kiedy to wszystko się skończy, jeśli się skończy.. jeśli przeżyjesz.. odezwał się irytujący głosik w mojej głowie.

Tak jeśli przeżyję..

Co ja wtedy będę robić? Przecież stracę swój cel.. Wszystko to co stało się sensem mojego życia, skończy się a ja zostanę z niczym.. Nie mam żadnych planów na przyszłość, dawno z nich zrezygnowałam, kiedy tylko zemsta przesłoniła mi wszystko.. A teraz? W końcu o tym myślę i jestem przerażona tą samotnością, tym brakiem planu na siebie. Wcześniej z uśmiechem goniłam za marzeniami, codziennie chciałam być kimś innym, a to modelką, a to piosenkarką.. A teraz? Jedynym moim planem było pozbawienie życia kilku dupków, którzy na domiar złego właśnie mnie uprowadzili. Do cholery co jest ze mną nie tak?

Zadałam sobie pytanie mimo, że nie chciałam znać na nie odpowiedzi i słysząc zbliżające się kroki, szybko spakowałam swoje rzeczy. Tym razem zostałam zaszczycona przez kumpla Malika, którego profil podziwiałam w samochodzie. Ugh.. czy wszyscy gangsterzy musza być tak przystojni? Przemknęło mi przez myśl mimo, że wcześniejsze przemyślenia wprawiły mnie w zgorzknienie, a samo moje stwierdzenie rozbawiło mnie. Chłopak odczytał mylnie moją reakcję na jego widok i kpiącą odpowiedział  mi tym samym.
Czyżbym miała do czynienia z kolejnym narcyzem?

- Chodź za mną.. nie mamy za wiele czasu. Ktoś bardzo chcę cię poznać.
- Ugh ciekawe kto? Ej teraz wszystko zżera mnie od środka.. No powiedz, bo umrę z ciekawości. - zaczęłam nawijać z sarkazmem, gadałam nawet wtedy kiedy chłopakowi zrzedła mina. Widziałam, że całym sobą walczył, żeby nie wybuchnąć, ale na wiele się to nie zdało. Uderzył mnie. Nie na pewno ci się przewidziało. Uderzył mnie. Daj spokój Rachel, ty i ta twoja wyobraźnia. Uderzył mnie. Teraz dopiero to do mnie dotarło i objawiło się uczuciem tysiąca wbijanych szpilek w policzek.
- To nauczy cię jak trzymać buzię na kłódkę. - warknął i mocno złapał mnie za nadgarstek. Zaczęłam wyrywać się i wrzeszczeć, ale nic to nie dawało. W końcu ugryzłam go w palca na tyle mocno, że poluzował uścisk. Wyszarpnęłam rękę i z całej siły kopnęłam go między nogi.
- Nikt! Rozumiesz nikt nie będzie mnie bił. Nie masz prawa tego robić.. Nie masz prawa mnie dotykać nikt nie ma.. Nie myśl sobie, że na wszystko wam pozwolę, to że tu jestem wcale nie świadczy o słabości,jakbym chciała teraz zakatowałabym cię na śmierć, nawet jeśli potem miałabym zginąć, wiec z łaski swojej nie dotykaj mnie.. - nie dokończyłam, znowu to zrobił. Powoli mnie niszczył, kiedy jednym ruchem powalił mnie na ziemię i kopnął mnie w brzuch.

-Ej stary, co ty robisz? Co tu się dzieje? - wrzasnął znajomy głos, a ja już przygotowywałam się na kolejną dawkę bólu, jednak nic takie nie stało się. Otworzyłam oczy i jedyne co widziałam to to, jak Malik odciąga ode mnie chłopaka miotającego się w furii i wypycha go za drzwi.
- Nic ci nie jest? - co do cholery? Martwi się? Podał mi rękę i pomógł wstać, ściągną też materiał którym zakryłam kamerę i delikatnie starł krew z mojej wargi.
- Nie rób tego więcej. Nie wkurzaj Liama. Każdy czasami traci cierpliwość, naszym zadaniem jest dowieść cię żywą, ale w jakim stanie to już nikt nie powiedział. Nie będę się tobą opiekować i za każdym razem się ratować. Musisz zrozumieć, że to nie są żarty i dobrze by było, żebyś choć na chwilę zdała sobie sprawę, że takim gadaniem tylko nas denerwujesz. Bądź grzeczna.. - wysyczał i stanowczo choć mniej gwałtownie złapał mnie w pasie prowadząc na zewnątrz pokoju.
- Wiesz, że to nie w moim stylu? Wiesz, że dopóki mam na coś wpływ będę o to walczyć? - szepnęłam cicho kiedy dołączył do nas jeden ze świty Malika.
- Wiem. - odpowiedział równie cicho co ja i spiął moją rękę z jego kajdankami. Jęknęłam, ale nie odezwałam się ani słowem, co mulat przyjął z uśmiechem. To jeszcze nie koniec.

W moim samochodzie czekał już na nas jak to brunet go nazwał Liam. Nie byłam zadowolona z tego, że miałam przebywać z nim w tak ciasnej przestrzeni, a tym bardziej nie odpowiadało mi to, że to on będzie kierował autem. Mimo tego jednak postanowiłam się nic nie odzywać i na jakiś czas skończyć z głupimi komentarzami.. No przynajmniej w kierunku kogoś innego niż Malika, sam chłopak wydawał się interesujący. I inny od pozostałych. Jestem pewna, że mimo, że nie mają jakiegoś szefa, a nad nimi samymi ktoś góruje i tak bardziej słuchają jego. Widać to było na przykład  w mojej celi albo wtedy jeszcze w pokoju motelowym kiedy wydawał polecenia. Coś w sposobie w jakim mówił albo wyglądał sprawiało,że na usta cisnęło się tylko jedno określenie. Dominant.

Samochód zatrzymał się i chwilę później Zayn otworzył mi drzwi. Zaborczym gestem przyciągnął mnie do siebie i zaczął prowadzić do wnętrza jakiejś restauracji?  Kiedy tylko weszliśmy do środka przywitał nas zapach bagietek z czosnkiem i oliwy. Zaciekawiona spojrzałam na szyld umiejscowiony za barem i z jękiem zadowolenia przyjęłam fakt,że byliśmy w włoskiej knajpie. Również wystrój przypadł mi do gustu. Ciemno brązowe ściany i drewno mahoniowe zapraszało do goszczenia się w odległych kątach, a świeczki poustawiane gdzie bądź nadawały pomieszczeniu jeszcze więcej ciepła.. O ile to w ogóle jest możliwe? Było naprawdę przytulnie i ze zdziwieniem stwierdziłam, że podobało mi się tutaj.
Patrzyłam jak nasi ochroniarze zamawiają jedzenie na wynos i wychodzą na zewnątrz, żeby poddać się konsumpcji wybranych potraw, tym samym zostawiając nas samych.

Mulat w dalszym ciągu kurczowo, ale nie za mocno trzymał mnie w talli. I jestem pewna, że teraz każdy patrzył na nas z uśmiechem bo miał przed sobą obraz uroczej pary, która postanowiła w tym miejscu spędzić wspólnie czas. Wszystko tak wyglądało.. nawet fakt, że Liam ze świtą weszli wcześniej i osobno. Malik złączył nasze spięte ręce razem i z uśmiechem figlarnie podszedł do baru. Zignorował łapczywe spojrzenie kobiety z pokaźnym biustem  i cały czas na mnie patrząc wydał polecenie do laski, która na sam jego widok dostawała orgazmu. Myślałam, że się tam skończę, kiedy patrzyłam na tą kretynkę z wypiekami na twarzy sięgającymi aż po uszy.
-Stolik dla dwojga, najlepiej gdzieś na osobności. - dodał chłodno, ujął moją dłoń i ją pocałował. I gdyby nie fakt, że to dupek to byłabym nim zauroczona.
- Zapraszam. - gestem ręki poprowadziła nas w głąb sali i wskazała na stolik koło kominka. Zayn odpiął kajdanki przypinając je do jednej z nóg stolika i zajął miejsce na przeciwko mnie. Po chwili wręczono nam menu, wybrałam Lasagne ze szparagami
- Po co ta szopka? - spytałam, kiedy tylko ta dziewczyna odeszła od naszego stolika przy okazji strasznie kręcąc tyłkiem. Przewróciłam oczami. Heloł.. gościu w ogóle nie zwraca na ciebie uwagi! Wrzeszczałam w myślach sama nie rozumiejąc swojego zachowania.
- Czyżby zazdrosna? - odniósł się do mojego zachowania, a ja zrobiłam się jeszcze bardziej poirytowana.
- Chciałbyś. - prychnęłam, ale widząc rozbawienie na jego twarzy ciągnęłam dalej. - Słuchaj, jak chcesz żebym tyle nie gadała to z łaski swojej nie stwarzaj takich sytuacji. Tylko tak mogę się teraz bronić i wierz mi jeszcze nie raz to wykorzystam. - przerwałam kiedy kelnerka przyniosła nam nasze dania.

Zabrałam się za jedzenie swojego makaronu. Byłam strasznie głodna, a ten wspaniały zapach wręcz mnie przyciągał. Nie odrywałam głowy znad talerza przez dobre 10 min, ale kiedy tylko poczułam czyiś wzrok na sobie od razu się wyprostowałam.
- No co? - spytałam z pełną buzią, na co chłopak pokręcił głową i otarł kącik moich ust serwetką. Co do chuja? I wtedy zdarzyło się coś, czego nigdy się chyba bym nie spodziewała..

Huk otwieranych drzwi, przewrócony stolik i krzyk gości. Do pomieszczenia jak burza wpadło sześciu kolesi, którzy wcale nie kryli się z tym, że mają pistolety. Jeden z nich, wyższy niż pozostali mierzył do babki zza lady. I dobrze ci tak suko. Pomyślałam, ale zaraz się zbeształam za tą myśl. Pozostała czwórka nerwowo rozglądała się po lokalu, a kiedy wzrok niskiego, ale umięśnionego szatyna spoczął na Maliku niemal niezauważalnie drgnął i poklepał wcześniej wspomnianego blondyna po plecach. Ten odwrócił się, spuścił broń i uśmiechnął się zwycięsko. To co potem się działo było tak szybkie, że ani się obejrzałam a cała ta banda celowała w nas z ukrycia. Z przerażeniem spojrzałam na Malika, który z grymasem na twarzy wyciągał zza paska spluwę. Pośpiesznie wstał od stołu i schował się za filarem. Zaczęła się strzelanina, a pośród niej siedziałam ja kurwa przypięta do nogi jebanego stolika.
- Zayn rozepnij kajdanki. - teraz już nie prosiłam jak kilka godzin wcześniej, ale wrzeszczałam. Jestem wściekła na niego, że nie pomyślał o tym, że mi może coś grozić. Na chwilę nasze oczy się spotkały, a ja na twarzy mulata dostrzegłam wahanie, walczył sam ze sobą.
- Rozepnij. - warknęłam. Brunet przeturlał się w moją stronę i strzelając w łańcuch kajdanek uwolnił mnie. Odruchowo pomasowałam obolałe miejsca na nadgarstku. Potem niewiele myśląc przewróciłam stół i czołgając się, ukryłam się za nim. Malik również do mnie dołączył, musiał zmienić magazynek i chwilę pomyśleć.
- Co to kurwa ma być? - krzyknęłam, bo serio nie spodziewałam się, że nagle ktoś nas zaatakuje jak będziemy sobie jedli.
- Zamknij się. Gdzie to kurwy nędzy jest Liam i ta para debili. - strasznie się nakręcił, a wiązanki przekleństw opuszczały jego usta. Wzruszyłam ramionami- sama nie byłam lepsza.
- Dobra daj mi broń. - wydałam mu polecenie, zupełnie mechanicznie.
- Co?
- Daj broń. Czy wszystko muszę powtarzać?- przewróciłam oczami i wyciągnęłam rękę. - Wiem, że masz drugi daj go, będę cię osłaniać. - patrzył na mnie tak jakbym właśnie opowiadała mu o tym, że porwało mnie ufo. Serio facet? I z ciebie taki straszny mafiozo? Prychnęłabym, ale nie chciałam pogarszać sytuacji.
- Zrobimy tak, pójdziesz tam koło ściany - wskazałam palcem - i przemkniesz koło kominka, jest tam tylko jeden z tych kretynów, powinieneś sobie poradzić. - warknął, ale nic nie odpowiedział, uśmiechnęłam się, ale tylko na chwilę. - Potem pójdziesz za ladę, w tej chwili nie ma tam nikogo więc musisz się pośpieszyć, ja załatwię tamtych dwóch, a potem idziemy na żywioł. Ok? - skinął głową, ale nie dodał nic więcej.
- Raz. - zaczęłam liczyć.
- Dwa. - dodał.
- Trzy. - tym razem powiedzieliśmy równocześnie i równocześnie wyłoniliśmy się zza blatu.
- Teraz! - krzyknęłam i spakowałam kulkę w klatkę piersiową niskiego bruneta. Potem oddałam kilka strzałów, niestety nie celnych,ale w tym czasie rozglądnęłam się po pomieszczeniu i zobaczyłam jak Malik załatwił gościa o którym mu mówiłam, a następnie małego wyrostka, który ukrywał się z tym zabitym przeze mnie. Zostało jeszcze trzech. Blondyn chyba przywódca grupy gdzieś zniknął, a pozostała dwójka siedziała za filarem oddalonym ode mnie o jakieś 100m. Postanowiłam, że zajdę ich od tyłu. Wstałam i cicho skierowałam się w stronę szatyna i gościa z lokami. Zmaterializowałam się u ich boku, jeden dostał pistoletem po głowie i opadł na ziemię. To właśnie ten hałas zaniepokoił kręconego. Odwrócił się, ale nie zdążył nic zrobić, bo wymierzyłam pistoletem prosto w jego czoło. Z zaciekawieniem obserwowałam jak szarpał się z pistoletem, by za chwilę upaść koło swojego kumpla. Pamiętając, że tego wcześniejszego nie zabiłam, oddałam strzał w ciało mężczyzny i wyjrzałam zza bloku ściany.


Chciałam sprawdzić jak ma się sytuacja,ale moją uwagę od razu przykuł  Zayn siedzący na ladzie i naśladujący przelot kuli pistoletu. Uśmiechnęłam się pod nosem, no bo jak tu się nie roześmiać na widok takiego pacana. Nagle usłyszałam dźwięk wymieniania magazynku, za Malikiem stał ten blondyn. Cholera.. wiedziałam, że coś mi umknęło!
Podniosłam spluwę. Nie widzi mnie. Jest dobrze Rachel. Wycelowałam i nacisnęłam spust, nabój ze świstem przeciął powietrze, a mulatowi nie było już do śmiechu.Podbiegłam do kontuaru i wpakowałam jeszcze kilka strzałów w tlenionego. Przewrócił białkami, a z jego ust pociekła krew, jego spojrzenie utkwiło we mnie i tak już zostało.

Zabiłam go. 
Chciałam zemsty, bo ktoś zamordował mi rodzinę.. 
A tymczasem stałam się takim samym skurwysynem jak oni.. 

Nie Rachel.. to co innego, ratowałaś swoje życie.

Cholera, cholera, cholera! Oddychałam ciężko, a moja klatka piersiowa opadała i podnosiła się w zniewalającym tempie. Rozejrzałam się i to co zobaczyłam, choć trochę doprowadziło mnie do porządku. Wszędzie był istny sajgon. Porozbijane szkła, płaczące dziewczyny i srający w gacie barman. Nie mówiąc już o sponiewieranej 'pani-zza-lady-która-pożerała-Malika-wzrokiem'. Opuściłam broń i spojrzałam na Zayna. Próbowałam patrząc mu w oczy odczytać jego emocje, ale na próżno. Doskonale je maskował. Chociaż nie.. Na moment zdążyłam zauważyć przebłysk zdziwienia i szok. Spojrzałam na Glocka 17 znajdującego się w mojej dłoni i pomyślałam.. to moja szansa.  

Wycelowałam go w stronę chłopaka. 




Czeeść! Z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy wam wszystkiego, co najlepsze. Szczęścia, duuużo zdrówka i żeby wszystko co sobie zaplanowaliście wyszło wam jak najlepiej. Spędźcie ten czas z rodziną, bo jest ona najważniejsza. Może warto odwiedzić jakiś znajomych z którymi straciliście kontakt? Jeszcze raz Wesołych Świąt Wielkanocnych!
           Natalia&Ola. 

+


środa, 9 kwietnia 2014

09| Porwanie.

Wyszłam z budynku trochę roztrzęsiona. Nie wiedziałam co we mnie wstąpiło. Wszystko zwaliło mi się na głowę w najmniej oczekiwanym momencie. Zmieniłam się z grzecznej dziewczyny w zimną sukę. Czasami odczuwałam samotność... Paradoks, nie? Odpychałam od siebie ludzi i robiłam to zupełnie świadomie. Wsiadając do samochodu usłyszałam, że ktoś woła moje imię.
Odwróciłam twarz i zobaczyłam wybiegającego ze szpitala Coopera.
- Poczekaj!
- Jezu człowieku. Odpierdol się i leć do twojej córeczki zanim może coś ci się stać.
- Dziękuję. - wypalił.
- Za co? - zaśmiałam się ironicznie.
- Za to co powiedziałaś. Nie zdawałem sobie sprawy, że tak to wygląda. - podrapał się po karku.
- Zamiast lizać mi dupę, na twoim miejscu poszłabym do Rose. Powiedziałam to, bo po prostu szkoda mi jej. Nie zasłużyła sobie na takiego ojca jak ty, rozumiesz?
- Ale...
- Cokolwiek.
Wsiadłam do samochodu i z piskiem opon odjechałam. Nakładając na nos moje okulary przeciwsłoneczne spojrzałam w lusterko. Cholera.
Dokładnie za mną jechało czarne bmw. Widziałam przez przednią szybę ucieszoną mordę bruneta. Poczułam jak moje mięśnie się spinają a ja z nerwów zaczynam się trząść. Nieee, nie bałam się. Byłam po prostu zła, że znowu ten koleś staje mi na drodze. Postanowiłam pokazać, że nie jestem jakąś tam małą dziewczynką, która się wszystkiego boi. Zjechałam na drogę, którą otaczał las i zatrzymałam się na poboczu tak jak i ten frajer. Staliśmy zwróceni maskami dokładnie do siebie i parzyliśmy sobie w oczy. Postanowiłam zrobić pierwszy krok i wysiadłam z mojego............
- Proszę, proszę... Wasza wysokość Rachel. - zaśmiał się.
- Na twoim miejscu nie śmiałabym się. - założyłam ręce na ramiona.
- Oh kochanie... Dobrze wiemy, że dałbym sobie z tobą radę w mgnieniu oka.
- Jesteś tego w stu procentach pewny?
Podeszłam do niego tak, że praktycznie dotykaliśmy się nosami. Uśmiechnęłam się i kiedy moja pięść miała zawędrować do jego krocza ten zrobił unik i złapał ją w rękę.
- Sprytne. - zaśmiał się i wygiął mnie tak, że moje plecy były przy jego klatce a ja nie miałam możliwości ruchu.
- Skurwiel. - syknęłam.
- Powiedz mi to o czym nie wiem.
- Czego chcesz? -splunęłam.
Puścił mnie i zaczął mi się przypatrywać.
- Taka ładna a taka głupia...
- Daruj sobie te teksty pięciolatka i powiedz co jest granie.
Wtedy usłyszałam za sobą kolejny samochód. No kurwa. Wysiadły z niego kolejno 4 osoby.
- Teraz mi już nie uciekniesz choćbyś chciała.
- Musiałeś kumpli przyprowadzić, bo się bałeś, że nie dasz sobie rady? No tak... - zaśmiałam się pod nosem.
- Rachel, testujesz moją cierpliwość.
Po jego słowach wyczułam za sobą czyjąś obecność. Dobra... Może stawianie się jakiemuś 'gangsterowi' nie było zbyt dobrym pomysłem i to jeszcze bez broni, ale cóż. Musiałam się jakoś ratować. Więc co zrobiłam? Puściłam boncura jak się patrzy i już chciałam biec do samochodu, ale jeden z nich złapał mnie za rękę.
- Gdzie się wybierasz? Pojedziesz z nami.
- Nie zamierzam z wami nigdzie jechać, jasne? Już miałam zacząć się rzucać, ale poczułam przeszywający ból z tyłu głowy a potem straciłam przytomność.

Lekki wstrząs przywrócił mnie do życia. Ból głowy, związane ręce. CHOLERA JASNA! Powoli otworzyłam oczy i ze zdziwieniem stwierdziłam, że znajduję się na tylnym siedzeniu mojego auta. Mimo wcześniejszego wstrząsu samochód jechał z zawrotną prędkością prowadzony przez tego całego Malika. Obok niego siedział jakiś szatyn z ładnym profilem. Rozmawiali.. cicho.. kurwa za cicho. Rachel skup się, nie możesz dać się przyłapać. Lekko poprawiłam się i kiedy ten drugi bardziej przechylił głowę ponownie zamknęłam oczy, wytężając słuch.
-A może ona nie jest taka niewinna na jaką 
wygląda ? - spytał szatyn, a ja momentalnie się spięłam. Mogłam się spodziewać tego,że rozmawiali o mnie. Mimo to, coś ścisnęło mnie tam..tam w środku.
- Nie wiem. Dobra jest, sam widziałeś jak załatwiła Dana. - a więc chłopak, którego pobiłam w hotelu miał na imię Dan.. Kurde większość osób pewnie w tej chwili myślałoby o tym, czy ma rodzinę.. ale nie ja. Nie miałam w ogóle wyrzutów sumienia i to przerażało mnie najbardziej.
- Wiem właśnie kurwa.. Ten zjebaniec Mike musiał ją nieźle wyszkolić. - na samo wspomnienie imienia mojego ojca mocno zacisnęłam zęby.. Zabili go.. a teraz uprowadzili mnie. Co zamierzają ze mną zrobić? O co im do jasnej cholery chodzi? RACHEL ! NIE MOŻESZ SIĘ PODDAĆ! Mentalnie dałam sobie po twarzy. Niech ci frajerzy nie myślą, że pójdzie im tak łatwo. O nie!
- Nie wydaje mi się.. Ona sama się tego nauczyła. - odezwał się Malik.
- Masz rację, sama się nauczyłam tego,żeby was zniszczyć. A wiesz czego ty się  powinieneś nauczyć? - zadałam pytanie nie czekając na odpowiedz. - Tego, że jak się kogoś porywa, to powinno zamykać się drzwi w samochodzie. - syknęłam.I kiedy samochód stanął, a zimne powietrze zderzyło się z moimi nagimi nogami i kiedy szatyn z furią w oczach przytknął do mojej twarzy szmatkę nasyconą jakimś palącym nozdrza zapachem, nawet wtedy jedyne co czułam to pierdolona satysfakcja.


Otworzyłam oczy. Było w cholerę ciemno. Po chwili zdałam sobie sprawę gdzie jestem i dlaczego tu się znalazłam. Jak mogłabym być tak głupia i pozwolić złapać się tak szybko i w tak beznadziejny sposób. Byłam praktycznie profesjonalistką a zachowałam się jak jakaś amatorka. No nie ważne... Tkwię teraz w jakiejś piwnicy, w której śmierdzi stęchlizną i szczurami. Byłam związana i miałam taśmę na ustach. Gnojki wiedzieli do czego jestem zdolna. Chwilowo miałam pustkę w głowie co było może skutkiem głodu. Tak.. Byłam głodna. Nie jadłam od rana praktycznie nic. Kurwa, Rachel ogarnij się. Usłyszałam huk otwieranych drzwi. Zobaczyłam w nich sylwetkę chłopaka.
- Ostrzegałem Cię, ale oczywiście nie posłuchałaś. Próba postawienia się mi była całkiem imponująca, nie powiem, ale nie wiesz z kim zadarłaś kochanie. Gdybym tylko mogła się odezwać...
Podszedł i uklęknął przede mną. Wypalał wzrokiem dziury w moim ciele i zatrzymał się na wysokości dekoltu. Przewróciłam oczami z zażenowania tą sytuacją. Typowy facet.
- Jesteś głodna? - zapytał posyłając mi fałszywy uśmiech - Odkleję ci twoje zdecydowanie za dużo mówiące usta, ale będziesz cicho, jasne?
Chujek zamiast zrobić to delikatnie, z całej siły pociągnął za taśmę.
- Kurwa! - krzyknęłam z piekącego bólu.
- Czego ty w zdaniu 'będziesz cicho' nie rozumiesz? - syknął.
-Oj błagam... Jesteś aż tak naiwny? - moja brew uniosła się ku górze.
Chłopak pokręcił głową i wstał.
- Przyniosę ci coś do jedzenia, ale piśnij chodź kurwa słówko to zabije cię tu i teraz. - Powinnaś bardziej na siebie uważać, wiesz?
- Nie jesteś moją matką żeby mówić mi co masz robić, wiesz?
- Masz rację nie jestem. O ile się nie mylę to twoja matka jak i ojciec są już dawno w piachu. - syknął. Kurwa... zabolało. 
- Co? Trafiłem w twój czuły punkt? O nie... Rachel. Nie płacz bo ja też zacznę. - udawał, że wyciera łzy.
- Przestałam się rozklejać już bardzo dawno temu. Wiesz czemu? Przez takich zjebanych ludzi jak ty i twoi kolesie. Zabrałeś mi wszystko. Zabrałeś mi rodzinę i wszystko co miałam. Zniszczę cię za to, rozumiesz? Będziesz cierpiał tak bardzo jak ja kiedyś. A kiedy z tobą skończę zakopię cię gdzieś w lesie albo spuszczę do wody gdzie zeżrą cię rekiny i w dupie będę miała co się będzie z tobą działo.
Chłopak słuchał mnie w osłupieniu, aż nagle ruszył w moim kierunki. Złapał mnie za szyję i mocno ścisnął.
- Na twoim miejscu uważałbym na słowa, suko. Jeśli ktoś tu kogo zniszczy to ja ciebie. Zapamiętaj... jestem o jeden krok do przodu. Aa i nie zgubiłaś czegoś? Taka biała przezroczysta teczuszka. - zaśmiał się ironicznie.
- Nawet sobie nie zdajesz kurwa sprawy jak bardzo cię nienawidzę.
- Jasne.
Wyszedł. Całe szczęście bo bym go chyba rozszarpała. Jakbym mogła oczywiście. Miał moją teczkę. Tak się nakombinowałam, żeby ją zdobyć. No szlak by to wszystko trafił!


________________________________________________________________________________
Hejka naklejka! Mamy kolejny rozdział. Chciałam was poinformować, że rozdziały nie będą się pojawiały często. Mamy życie prywatne i przede wszystkim szkołę. Napisane takiego rozdziału wymaga weny, czasu i poświęcenia co nie zawsze jest. Mam nadzieję, że chodź część z was to zrozumie.  Ja sama odliczam czas do wakacji, bo w tej szkole można sfiksować. U was też tak ciężko?

Natalia.

Hej kochani! Mamy kolejny.. Słuchajcie mam sprawę, bo w dalszym ciągu czyta nas naprawdę mało osób. :C a ja nie mam pojęcia co zrobić, żeby było nas więcej. Może mogłybyście jakoś nas rozpromować? Oczywiście coś za coś, jeśli będzie nas więcej, to taka w sumie dla nas motywacja. Dałybyście radę coś z tym zrobić? 

Autorka najlepszego komentarza, dostaje dedyk w następnym rozdziale. A jak już mówimy o komentarzach to droga anonimowa osobo, oczywiście wyraziłaś opinię, i jest nam bardzo miło, bo nie zawsze jest kolorowo, ale to nic nie zmienia, rozdziały będę dodawane w miarę naszych możliwości, tak więc sorki :*'A no i czy anonimki mogły by się podpisywać? Pod przed ostatnim rozdziałem było 9 komentarzy, dacie radę więcej? Pamiętajcie, kochamy was <3

Jest Malik jak tam wasze wrażenia? Piszcie, chętnie poczytamy :) 
Ola.

czwartek, 27 marca 2014

08| Wspomnienia.

Rozdział dedykowany Andzi i D.S . Dzięki kochane za wszystie komentarze <3


Razem z Rose siedziałam na ławce i odpoczywałam po niedawnej gonitwie i karmieniu gołębi, kiedy nagle się odezwała.
- Rachel głodna jestem.- zaczęła marudzić na co roześmiałam się.Właśnie myślałam o swoim życiu i problemach jakie niewątpliwie mnie prześladują. To całe gówno..

Wybiegłam myślami gdzieś daleko i starałam się rozgryźć czy tak już będzie zawsze. Zawsze będę uciekać? Zawsze będę żyć w ukryciu? Zawsze będę oglądać się za siebie? Zawsze będę taka.. taka wyprana z uczuć? Zawsze będzie prześladować mnie myśl że moi rodzice odeszli i że ja też powinnam, że przypadek tak chciał, że jeszcze żyję?

- Chodź mała, zabiorę cię na najlepszy obiad świata- uśmiechnęłam się, wypowiadając słowa, które zawsze mówił mój tata, kiedy tylko mama zabierała się za gotowanie. Była cudowna, ale talentu kulinarnego nie miała za grosz.

Pamiętam to jakby było  wczoraj, szłam z nim pod rękę a małe kiteczki na mojej głowie podskakiwały z każdym moim krokiem. Zrzucił swój firmowy garnitur, lekko pogwizdywał i przestrzegał mnie ciągle, że mama nie może się o niczym dowiedzieć. Pytałam go o wszystko, a on z uśmiechem odpowiadał na każde zadane pytanie, mówiąc dużo więcej niż mój dziecięcy mózg mógł pojąć. Traktował mnie jak równą sobie, patrzył na mnie z błyskiem w oku, kiedy bystrze postrzegałam świat. Był na każdym przedstawieniu szkolnym i olimpiadzie. Dokumentował każdą najważniejszą chwilę i bawił się ze mną samochodami. Jego zachrypnięty głos usypiał mnie, budziło brzęczenie ekspresu do kawy, którą uwielbiał. 

- Co byś chciała?
- Zjadłabym frytki, nie nie rybę, nie nie, pizzę tak! - wykrzyknęła - Chcę pizzę.
- Niech będzie. - skinieniem reki przywołałam kelnera i zamówiłam nasze danie.

-To jak mała? To co zawsze?- Spytał i uśmiechnął się. Mama znowu gotowała. 
-Tak. 
- Jak ci minął dzień w szkole? 
- Źle, Tom znowu mi dokuczał. Nie wiem co mu zrobiłam.. A on ciągle jest dla mnie nie miły.. Dzisiaj na przykład..

Nasze rozmowy nie miały końca, siedzieliśmy w naszej knajpce do ostatniego klienta, nie zważając że takowym byliśmy my. Ciche dźwięki dostawały się do naszych uszu.. Było cudownie, błogo. Za każdym razem tak samo, a mimo to jakby inaczej.

- Rachel, Rachel.. Rachel no!
- Co? Przepraszam co mówiłaś księżniczko?
- Nie chcę już, co będziemy teraz robić? - spytała, a ja poczułam że dostałam sms'a.
- Poczekaj chwilę, to od twojego taty. Mówi, że mam cię przyprowadzić pod szpital.
- To chodźmy. - odparła beznamiętnie.
- Ej co jest?
- Nic, świetnie się bawiłam,szkoda że już muszę iść.
- Tak, mi też przykro. - objęłam ją i ponownie chwytając za rączkę wyprowadziłam z restauracji.

Szłyśmy wolno, każda napawając się tym spokojem, ciszą, wolnością. Ona ostatnimi beztroskimi chwilami, a ja chwilą odpoczynku, uśmiechu, ciepła jej małej dłoni.

Nim się obejrzałam byłyśmy już pod szpitalem. Byłam tu wczoraj, więc po wejściu do środka bez trudu odnalazłam windy. Nacisnęłam guzik, winda ruszyła, uśmiech zniknął. To nic trudnego Rachel, po prostu znowu stań się zimną suką. Drzwi  rozsunęły się. Podeszłam do recepcji, gdzie ta stara pielęgniarka co ostatnio stukała jednym palcem coś na klawiaturze. Oh.. Serio? Na moje oko ludziom takim jak ona, nie powinno się dawać klawiatury w ręce. Kurwa, jakie to leniwe.. 
Cała się gotowałam, gdy mimo już dwóch moich upomnień, ten babsztyl dalej kończył coś notować przyciskając po jednej literce wskazującym palcem. Gdyby nie Rose już dawno bym wybuchła, podeszła tam i nastraszyła sukę, ale nie.. grzecznie czekałam aż łaskawie obróci się w moją stronę na obrotowym krześle.
- Przepraszam.. - chrząknęłam serio tracąc cierpliwość.
- Słucham? - odwróciła się i już wtedy wiedziałam, że mnie poznała. Wytrzeszczyła oczy widząc córkę doktora Coopera u mojego boku i gdyby nie moja mina pewnie coś by powiedziała.
- Czy mogłybyśmy wejść do gabinetu doktora Coopera? - zapytałam słodko.
- Oczywiście, doktor właśnie skończył przyjmować ostatniego pacjenta. - odpowiedziała, przestraszona. Nie wiem czy mi się tylko wydaje, ale na moje oko strasznie ją onieśmielam. 
Posłałam jej ostatnie kpiące i zwycięskie spojrzenie i lekko pociągnęłam dziewczynę w stronę gabinetu.
Zapukałam.. cisza.. dźwięk zasuwanej szuflady?.. chrząknięcie i ciche 'proszę'. Otworzyłam drzwi i przepuszczając Rose pierwszą, zamknęłam za sobą drewnianą powłokę.
- Dzień dobry, przyprowadziłam małą tak jak pan kazał. - słodki ton głosu. Cholera, każdy chyba by się posikał jakby w tej chwili widział minę naszego doktorka. Odchrząknął, przerażony spojrzał na małą, która w tej chwili biegła w jego stronę.
- Taaaata ! - rzuciła mu się w ramiona, a on władczo przycisnął ją do siebie.
- Cześć maleńka, jak ci minął dzień? - spytał podejrzliwie i znowu spojrzał na mnie. Niemo przekazałam mu, że musimy porozmawiać. Od razu odsunął od siebie Rose.
- Kotku, pójdziesz zobaczyć co dzisiaj serwują w bufecie?
- Już jadłam tato, pamiętasz obiecałeś, że pójdziemy do kina.
- Wiem.. Poczekaj chwilkę, muszę coś załatwić.
- Obiecałeś.. - w jej oczach widziałam łzy i niemal wiedziałam jak się czuje.
Odrzucona, okłamana, złamana..

Biegłam ile sił w nogach, plecak obijał się o moje plecy, a łzy ograniczały widoczność. Czułam gniew i smutek, żal i bezradność. Jak on mógł? To pytanie wisiało nade mną dopóki nie dobiegłam do domu. Bezpieczna trzaskając drzwiami wpadłam do mieszkania od razu uciekając do pokoju. Było mi tak potwornie źle, zwinięta w kłębek usiadłam w kącie i mocno objęłam ramionami swoje nogi.
Jak on mógł?
- April.. skarbie, co się stało?- tata wszedł do pokoju i widząc mnie w takim stanie, rzucił to co miał w rękach i mocno mnie przytulił mnie do siebie. Teraz siedzieliśmy na podłodze razem, a Mike trzymał mnie mocno jakbym zaraz miała rozpaść się na kawałki. I rzeczywiście tak było..
- Tato, jak on mógł? - łkałam cicho myśląc o chłopaku, mojej pierwszej miłości która okazała się zwykłym kłamstwem..
- Ciii.. maleńka, cicho już jestem przy tobie. -uspokajał mnie. 
Odrzucona, okłamana, złamana..

- Rose, twój tata zaraz przyjdzie, musimy tylko porozmawiać. Pójdziesz do tego bufetu i kupisz mi dużego pączka? - uśmiechnęłam się, podałam jej pieniądze i mocno przytuliłam.
- No dobrze. - otarła łezki z policzka i cichutko wyszła.

Odwróciłam się, a moja maska wróciła na swoje miejsce.
- Masz to o co prosiłam? - warknęłam, a po mojej delikatności nie został nawet najmniejszy ślad.
- Co robiłaś z moją córką? - zaśmiałam się i pogwizdałam.
- Błąd, to ja jestem od zadawania pytań. Zaczniemy jeszcze raz.. Masz to o co prosiłam? - oparłam się o biurko i zaczęłam świdrować go wzrokiem.
- Masz.
- Tak lepiej. - schowałam teczki do wielkiej torby i już złapałam za klamkę, kiedy przypomniał mi się smutny wyraz twarzy Rose.
- I tak na przyszłość, skoro Rosalie jest twoim oczkiem w głowie, to poświęcaj jej więcej czasu, nim się obejrzysz może cię już nie być, a jedyne spędzone chwile z twoją córką to te kiedy się z nią witasz i tłumaczysz że masz pracę. Jesteś największym skurwielem, ale nawet ktoś taki jak ty, nie zasługuje na taki ból jakim jest strata bliskiej osoby. Pilnuj się.. - nie wiem czemu to powiedziałam, na chwilę zrzuciłam obojętność z twarzy i powiedziałam to co czułam, tam w środku. Będąc na korytarzu otarłam samotną łzę, która pokazała mi, że nadal jestem słaba..



piątek, 7 marca 2014

07| Opiekunka.

Pip..pip..pip

Wciekła rzuciłam się do budzika wydającego ten irytujący dźwięk. Przekręciłam się na drugą stronę. Podniosłam głowę z zamiarem wstania i ponownie walnęłam nią o poduszkę. Wczoraj poszłam spać o wiele za późno i o wiele za dużo wypiłam wina. Postanowiłam się jednak przemóc, przypominając sobie o tym co zaplanowałam na dzisiaj. Poleżałam jeszcze z jakieś 15 min i z ociąganiem ruszyłam swój tyłek do łazienki. Zimny prysznic od razu postawił mnie na nogi. Po wykonaniu porannej toalety i ogarnięciu jakoś swoich splątanych włosów zamówiłam sobie śniadanie do pokoju. W między czasie założyłam na siebie jedyną swoją sukienkę. Była czarna o odpowiedniej długości do tego, żeby na udzie przymocować sobie paskiem pistolet. Na ramiona zarzuciłam czarną dżinsową kurtkę, a na nogi ubrałam tego samego koloru vansy. No Rachel wyglądasz bardzo efektywnie.. zaśmiałam się. Wzięłam jeszcze dużą torbę na to co dostanę od naszego doktorka. Ktoś zapukał cicho do drzwi, więc podeszłam i je lekko uchyliłam.
- Cześć piękna. - uśmiechnęłam się do słodkiego bruneta  z którym wczoraj miałam małą przygodę.
- Hej. - odpowiedziałam i gestem ręki pokazałam mu żeby wszedł do pokoju. - Masz cukierki o które prosiłam ?
- Em.. ta, są koło talerza.
- Dzięki.
- To ja.. um już pójdę. - zabrał wózek na którym przywiózł moje zamówienie i ruszył ku drzwiom. Nie wiem co sobie wtedy myślałam, a raczej czemu nie myślałam, ale chwyciłam go szybko za przedramię. Głupia.. po co to zrobiłaś ? 
- Poczekaj. - obróciłam go w swoim kierunku i połączyłam nasze usta ze sobą. Miękkie wargi chłopaka całowały mnie z ogromną pasją. Za 30 min będziesz spóźniona Rachel ! Zaczęła podpowiadać mi moja podświadomość, ale szczerze ? Miałam to w dupie, ten chłopak całował obłędnie i nie miałam zamiaru tego przerywać.
- Mam mało czasu, rób co masz robić albo spadaj kotku. - powiedziałam dobitnie i jęknęłam kiedy wsunął rękę pod moją sukienkę.
- Daj mi 10 min.

Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć moja sukienka leżała na ziemi obok jego uniformu. Oparłam głowę na jego ramieniu kiedy zaznaczał mokrymi pocałunkami drogę na mojej szyi. Zassał moją szyję lekko ją przygryzając. Odchylił na chwilę głowę więc popchnęłam go na łóżko i usiadłam na nim okrakiem. Łapczywie wodził wzrokiem po moim ciele ubranym jedynie w skąpą, koronkową bieliznę. Przekręcił nas, uśmiechnęłam się leżąc pod nim. Oparł swoje ciało na łokciach i zjechał w dół, zatrzymując się na chwilę przy pępku. Drażnił mnie jeżdżąc wkoło niego językiem.
Dalej jakoś... wszystko samo się potoczyło.


Szłam ulicami... trzymając w rękach skórzaną torebkę. Po 10 minutowym marszu znalazłam się w reszcie pod domem tego palanta. Uśmiechnęłam się i zadzwoniłam domofonem. Po chwili usłyszałam głos.
- Słucham?
- Dzień Dobry. Mam na imię Rachel i zostałam dzisiaj umówiona do państwa jako opiekunka.
- Um, proszę wejść.
Usłyszałam charakterystyczny dźwięk i popchnęłam furtkę. Kiedy znalazłam się w środku zauważyłam, jak tu jest czysto. Nie normalnie czysto. Po chwili usłyszałam głos jakiejś małej dziewczynki i kobiety, która zapewne była jej matką.
- Kochanie, obiecuję, że wrócę najszybciej jak się da.
- Ale mamusiu... Obiecujesz tak codziennie. - dziewczynka łapczywie domagała się uwagi.
Kiedy wkroczyły do salonu, kobieta przelustrowała mnie wzrokiem.
- A pani to przepraszam skąd się tu wzięła?
Milutka
- Ja jestem opiekunką.
Posłałam ciepły uśmiech małej dziewczynce.
- Jak ci na imię księżniczko? - kucnęłam naprzeciwko niej.
- Jestem Rose... - odpowiedziała cieniutkim głosikiem.
- To jak Rose, pójdziesz ze mną do parku?
Dziewczynka nieśmiało kiwnęła główką.
- Tylko proszę na nią uważać. Jest pani nowa, ale mam nadzieję, że wie pani jak się opiekować dziećmi.
Suka
- Oczywiście, że wiem. Gdyby było inaczej, nie byłabym najbardziej lubianą przez dzieci opiekunką. - zmusiłam się na uśmiech.
Wzięłam małą za rękę i poszłyśmy w stronę parku. Mam nadzieję, że jest grzecznym dzieckiem.
- Chcesz lody? - spytałam, kiedy zauważyłam budkę z lodami.
- Taak! - uśmiechnęła się i zaczęła mnie ciągnąć w jej kierunku.
 - Jaki smak pani sobie życzy?
- Gumy balonowej. - powiedziała opierając się o szklaną pokrywę, zaglądając do środka wózka.
Zapłaciłam i poszłyśmy dalej. O dziwo, polubiłam tę małą. Szkoda tylko, że za ojca miała takiego skurwysyna. Usiadłyśmy na ławce, a kiedy Rose zjadła zaproponowałam jej zabawę w chowanego.


Na trawie leżało pełno liści, więc razem z dziewczynką wbiegałyśmy w nie, rzucałyśmy się nimi i tarzałyśmy się po ziemi. To trochę dziwne, nie pamiętam kiedy ostatni raz to robiłam i  prawie zapomniałam jakie to uczucie. Po prostu śmiać się i nie przejmować niczym. To cholernie trudne dorastać szybciej. Nie wyobrażacie sobie nawet jakie to ciężkie, kiedy w tak młodym wieku traci się wszystko co się miało najcenniejszego. Na domiar złego, nie możesz się nawet skupić na swoim smutku, bo musisz być twardy. I uciekać, uciekać przed złem, które zdaje się, że cię zaraz pochłonie i nie ma już ratunku..




_____________________________________________________________________
Macie takie oo, będzie dużo komentarzy to dodam kolejną cześć, bo ten rozdział miał wyglądać nieco
inaczej, ale że dodałyśmy scenkę na początku, to koniec tj. 2 cześć, będzie w kolejnym XD
Jak tam myszki u was? Prosimy o komentarze, em.. może zrobimy tak, że każdy kto przeczyta rozdział skomentuje, a ja wybiorę autorów ulubionych komentarzy i zadedykuję dla nich kolejny rozdział? co wy na to? Miłego weekendu ♥ 

Banaan :)