czwartek, 27 marca 2014

08| Wspomnienia.

Rozdział dedykowany Andzi i D.S . Dzięki kochane za wszystie komentarze <3


Razem z Rose siedziałam na ławce i odpoczywałam po niedawnej gonitwie i karmieniu gołębi, kiedy nagle się odezwała.
- Rachel głodna jestem.- zaczęła marudzić na co roześmiałam się.Właśnie myślałam o swoim życiu i problemach jakie niewątpliwie mnie prześladują. To całe gówno..

Wybiegłam myślami gdzieś daleko i starałam się rozgryźć czy tak już będzie zawsze. Zawsze będę uciekać? Zawsze będę żyć w ukryciu? Zawsze będę oglądać się za siebie? Zawsze będę taka.. taka wyprana z uczuć? Zawsze będzie prześladować mnie myśl że moi rodzice odeszli i że ja też powinnam, że przypadek tak chciał, że jeszcze żyję?

- Chodź mała, zabiorę cię na najlepszy obiad świata- uśmiechnęłam się, wypowiadając słowa, które zawsze mówił mój tata, kiedy tylko mama zabierała się za gotowanie. Była cudowna, ale talentu kulinarnego nie miała za grosz.

Pamiętam to jakby było  wczoraj, szłam z nim pod rękę a małe kiteczki na mojej głowie podskakiwały z każdym moim krokiem. Zrzucił swój firmowy garnitur, lekko pogwizdywał i przestrzegał mnie ciągle, że mama nie może się o niczym dowiedzieć. Pytałam go o wszystko, a on z uśmiechem odpowiadał na każde zadane pytanie, mówiąc dużo więcej niż mój dziecięcy mózg mógł pojąć. Traktował mnie jak równą sobie, patrzył na mnie z błyskiem w oku, kiedy bystrze postrzegałam świat. Był na każdym przedstawieniu szkolnym i olimpiadzie. Dokumentował każdą najważniejszą chwilę i bawił się ze mną samochodami. Jego zachrypnięty głos usypiał mnie, budziło brzęczenie ekspresu do kawy, którą uwielbiał. 

- Co byś chciała?
- Zjadłabym frytki, nie nie rybę, nie nie, pizzę tak! - wykrzyknęła - Chcę pizzę.
- Niech będzie. - skinieniem reki przywołałam kelnera i zamówiłam nasze danie.

-To jak mała? To co zawsze?- Spytał i uśmiechnął się. Mama znowu gotowała. 
-Tak. 
- Jak ci minął dzień w szkole? 
- Źle, Tom znowu mi dokuczał. Nie wiem co mu zrobiłam.. A on ciągle jest dla mnie nie miły.. Dzisiaj na przykład..

Nasze rozmowy nie miały końca, siedzieliśmy w naszej knajpce do ostatniego klienta, nie zważając że takowym byliśmy my. Ciche dźwięki dostawały się do naszych uszu.. Było cudownie, błogo. Za każdym razem tak samo, a mimo to jakby inaczej.

- Rachel, Rachel.. Rachel no!
- Co? Przepraszam co mówiłaś księżniczko?
- Nie chcę już, co będziemy teraz robić? - spytała, a ja poczułam że dostałam sms'a.
- Poczekaj chwilę, to od twojego taty. Mówi, że mam cię przyprowadzić pod szpital.
- To chodźmy. - odparła beznamiętnie.
- Ej co jest?
- Nic, świetnie się bawiłam,szkoda że już muszę iść.
- Tak, mi też przykro. - objęłam ją i ponownie chwytając za rączkę wyprowadziłam z restauracji.

Szłyśmy wolno, każda napawając się tym spokojem, ciszą, wolnością. Ona ostatnimi beztroskimi chwilami, a ja chwilą odpoczynku, uśmiechu, ciepła jej małej dłoni.

Nim się obejrzałam byłyśmy już pod szpitalem. Byłam tu wczoraj, więc po wejściu do środka bez trudu odnalazłam windy. Nacisnęłam guzik, winda ruszyła, uśmiech zniknął. To nic trudnego Rachel, po prostu znowu stań się zimną suką. Drzwi  rozsunęły się. Podeszłam do recepcji, gdzie ta stara pielęgniarka co ostatnio stukała jednym palcem coś na klawiaturze. Oh.. Serio? Na moje oko ludziom takim jak ona, nie powinno się dawać klawiatury w ręce. Kurwa, jakie to leniwe.. 
Cała się gotowałam, gdy mimo już dwóch moich upomnień, ten babsztyl dalej kończył coś notować przyciskając po jednej literce wskazującym palcem. Gdyby nie Rose już dawno bym wybuchła, podeszła tam i nastraszyła sukę, ale nie.. grzecznie czekałam aż łaskawie obróci się w moją stronę na obrotowym krześle.
- Przepraszam.. - chrząknęłam serio tracąc cierpliwość.
- Słucham? - odwróciła się i już wtedy wiedziałam, że mnie poznała. Wytrzeszczyła oczy widząc córkę doktora Coopera u mojego boku i gdyby nie moja mina pewnie coś by powiedziała.
- Czy mogłybyśmy wejść do gabinetu doktora Coopera? - zapytałam słodko.
- Oczywiście, doktor właśnie skończył przyjmować ostatniego pacjenta. - odpowiedziała, przestraszona. Nie wiem czy mi się tylko wydaje, ale na moje oko strasznie ją onieśmielam. 
Posłałam jej ostatnie kpiące i zwycięskie spojrzenie i lekko pociągnęłam dziewczynę w stronę gabinetu.
Zapukałam.. cisza.. dźwięk zasuwanej szuflady?.. chrząknięcie i ciche 'proszę'. Otworzyłam drzwi i przepuszczając Rose pierwszą, zamknęłam za sobą drewnianą powłokę.
- Dzień dobry, przyprowadziłam małą tak jak pan kazał. - słodki ton głosu. Cholera, każdy chyba by się posikał jakby w tej chwili widział minę naszego doktorka. Odchrząknął, przerażony spojrzał na małą, która w tej chwili biegła w jego stronę.
- Taaaata ! - rzuciła mu się w ramiona, a on władczo przycisnął ją do siebie.
- Cześć maleńka, jak ci minął dzień? - spytał podejrzliwie i znowu spojrzał na mnie. Niemo przekazałam mu, że musimy porozmawiać. Od razu odsunął od siebie Rose.
- Kotku, pójdziesz zobaczyć co dzisiaj serwują w bufecie?
- Już jadłam tato, pamiętasz obiecałeś, że pójdziemy do kina.
- Wiem.. Poczekaj chwilkę, muszę coś załatwić.
- Obiecałeś.. - w jej oczach widziałam łzy i niemal wiedziałam jak się czuje.
Odrzucona, okłamana, złamana..

Biegłam ile sił w nogach, plecak obijał się o moje plecy, a łzy ograniczały widoczność. Czułam gniew i smutek, żal i bezradność. Jak on mógł? To pytanie wisiało nade mną dopóki nie dobiegłam do domu. Bezpieczna trzaskając drzwiami wpadłam do mieszkania od razu uciekając do pokoju. Było mi tak potwornie źle, zwinięta w kłębek usiadłam w kącie i mocno objęłam ramionami swoje nogi.
Jak on mógł?
- April.. skarbie, co się stało?- tata wszedł do pokoju i widząc mnie w takim stanie, rzucił to co miał w rękach i mocno mnie przytulił mnie do siebie. Teraz siedzieliśmy na podłodze razem, a Mike trzymał mnie mocno jakbym zaraz miała rozpaść się na kawałki. I rzeczywiście tak było..
- Tato, jak on mógł? - łkałam cicho myśląc o chłopaku, mojej pierwszej miłości która okazała się zwykłym kłamstwem..
- Ciii.. maleńka, cicho już jestem przy tobie. -uspokajał mnie. 
Odrzucona, okłamana, złamana..

- Rose, twój tata zaraz przyjdzie, musimy tylko porozmawiać. Pójdziesz do tego bufetu i kupisz mi dużego pączka? - uśmiechnęłam się, podałam jej pieniądze i mocno przytuliłam.
- No dobrze. - otarła łezki z policzka i cichutko wyszła.

Odwróciłam się, a moja maska wróciła na swoje miejsce.
- Masz to o co prosiłam? - warknęłam, a po mojej delikatności nie został nawet najmniejszy ślad.
- Co robiłaś z moją córką? - zaśmiałam się i pogwizdałam.
- Błąd, to ja jestem od zadawania pytań. Zaczniemy jeszcze raz.. Masz to o co prosiłam? - oparłam się o biurko i zaczęłam świdrować go wzrokiem.
- Masz.
- Tak lepiej. - schowałam teczki do wielkiej torby i już złapałam za klamkę, kiedy przypomniał mi się smutny wyraz twarzy Rose.
- I tak na przyszłość, skoro Rosalie jest twoim oczkiem w głowie, to poświęcaj jej więcej czasu, nim się obejrzysz może cię już nie być, a jedyne spędzone chwile z twoją córką to te kiedy się z nią witasz i tłumaczysz że masz pracę. Jesteś największym skurwielem, ale nawet ktoś taki jak ty, nie zasługuje na taki ból jakim jest strata bliskiej osoby. Pilnuj się.. - nie wiem czemu to powiedziałam, na chwilę zrzuciłam obojętność z twarzy i powiedziałam to co czułam, tam w środku. Będąc na korytarzu otarłam samotną łzę, która pokazała mi, że nadal jestem słaba..



piątek, 7 marca 2014

07| Opiekunka.

Pip..pip..pip

Wciekła rzuciłam się do budzika wydającego ten irytujący dźwięk. Przekręciłam się na drugą stronę. Podniosłam głowę z zamiarem wstania i ponownie walnęłam nią o poduszkę. Wczoraj poszłam spać o wiele za późno i o wiele za dużo wypiłam wina. Postanowiłam się jednak przemóc, przypominając sobie o tym co zaplanowałam na dzisiaj. Poleżałam jeszcze z jakieś 15 min i z ociąganiem ruszyłam swój tyłek do łazienki. Zimny prysznic od razu postawił mnie na nogi. Po wykonaniu porannej toalety i ogarnięciu jakoś swoich splątanych włosów zamówiłam sobie śniadanie do pokoju. W między czasie założyłam na siebie jedyną swoją sukienkę. Była czarna o odpowiedniej długości do tego, żeby na udzie przymocować sobie paskiem pistolet. Na ramiona zarzuciłam czarną dżinsową kurtkę, a na nogi ubrałam tego samego koloru vansy. No Rachel wyglądasz bardzo efektywnie.. zaśmiałam się. Wzięłam jeszcze dużą torbę na to co dostanę od naszego doktorka. Ktoś zapukał cicho do drzwi, więc podeszłam i je lekko uchyliłam.
- Cześć piękna. - uśmiechnęłam się do słodkiego bruneta  z którym wczoraj miałam małą przygodę.
- Hej. - odpowiedziałam i gestem ręki pokazałam mu żeby wszedł do pokoju. - Masz cukierki o które prosiłam ?
- Em.. ta, są koło talerza.
- Dzięki.
- To ja.. um już pójdę. - zabrał wózek na którym przywiózł moje zamówienie i ruszył ku drzwiom. Nie wiem co sobie wtedy myślałam, a raczej czemu nie myślałam, ale chwyciłam go szybko za przedramię. Głupia.. po co to zrobiłaś ? 
- Poczekaj. - obróciłam go w swoim kierunku i połączyłam nasze usta ze sobą. Miękkie wargi chłopaka całowały mnie z ogromną pasją. Za 30 min będziesz spóźniona Rachel ! Zaczęła podpowiadać mi moja podświadomość, ale szczerze ? Miałam to w dupie, ten chłopak całował obłędnie i nie miałam zamiaru tego przerywać.
- Mam mało czasu, rób co masz robić albo spadaj kotku. - powiedziałam dobitnie i jęknęłam kiedy wsunął rękę pod moją sukienkę.
- Daj mi 10 min.

Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć moja sukienka leżała na ziemi obok jego uniformu. Oparłam głowę na jego ramieniu kiedy zaznaczał mokrymi pocałunkami drogę na mojej szyi. Zassał moją szyję lekko ją przygryzając. Odchylił na chwilę głowę więc popchnęłam go na łóżko i usiadłam na nim okrakiem. Łapczywie wodził wzrokiem po moim ciele ubranym jedynie w skąpą, koronkową bieliznę. Przekręcił nas, uśmiechnęłam się leżąc pod nim. Oparł swoje ciało na łokciach i zjechał w dół, zatrzymując się na chwilę przy pępku. Drażnił mnie jeżdżąc wkoło niego językiem.
Dalej jakoś... wszystko samo się potoczyło.


Szłam ulicami... trzymając w rękach skórzaną torebkę. Po 10 minutowym marszu znalazłam się w reszcie pod domem tego palanta. Uśmiechnęłam się i zadzwoniłam domofonem. Po chwili usłyszałam głos.
- Słucham?
- Dzień Dobry. Mam na imię Rachel i zostałam dzisiaj umówiona do państwa jako opiekunka.
- Um, proszę wejść.
Usłyszałam charakterystyczny dźwięk i popchnęłam furtkę. Kiedy znalazłam się w środku zauważyłam, jak tu jest czysto. Nie normalnie czysto. Po chwili usłyszałam głos jakiejś małej dziewczynki i kobiety, która zapewne była jej matką.
- Kochanie, obiecuję, że wrócę najszybciej jak się da.
- Ale mamusiu... Obiecujesz tak codziennie. - dziewczynka łapczywie domagała się uwagi.
Kiedy wkroczyły do salonu, kobieta przelustrowała mnie wzrokiem.
- A pani to przepraszam skąd się tu wzięła?
Milutka
- Ja jestem opiekunką.
Posłałam ciepły uśmiech małej dziewczynce.
- Jak ci na imię księżniczko? - kucnęłam naprzeciwko niej.
- Jestem Rose... - odpowiedziała cieniutkim głosikiem.
- To jak Rose, pójdziesz ze mną do parku?
Dziewczynka nieśmiało kiwnęła główką.
- Tylko proszę na nią uważać. Jest pani nowa, ale mam nadzieję, że wie pani jak się opiekować dziećmi.
Suka
- Oczywiście, że wiem. Gdyby było inaczej, nie byłabym najbardziej lubianą przez dzieci opiekunką. - zmusiłam się na uśmiech.
Wzięłam małą za rękę i poszłyśmy w stronę parku. Mam nadzieję, że jest grzecznym dzieckiem.
- Chcesz lody? - spytałam, kiedy zauważyłam budkę z lodami.
- Taak! - uśmiechnęła się i zaczęła mnie ciągnąć w jej kierunku.
 - Jaki smak pani sobie życzy?
- Gumy balonowej. - powiedziała opierając się o szklaną pokrywę, zaglądając do środka wózka.
Zapłaciłam i poszłyśmy dalej. O dziwo, polubiłam tę małą. Szkoda tylko, że za ojca miała takiego skurwysyna. Usiadłyśmy na ławce, a kiedy Rose zjadła zaproponowałam jej zabawę w chowanego.


Na trawie leżało pełno liści, więc razem z dziewczynką wbiegałyśmy w nie, rzucałyśmy się nimi i tarzałyśmy się po ziemi. To trochę dziwne, nie pamiętam kiedy ostatni raz to robiłam i  prawie zapomniałam jakie to uczucie. Po prostu śmiać się i nie przejmować niczym. To cholernie trudne dorastać szybciej. Nie wyobrażacie sobie nawet jakie to ciężkie, kiedy w tak młodym wieku traci się wszystko co się miało najcenniejszego. Na domiar złego, nie możesz się nawet skupić na swoim smutku, bo musisz być twardy. I uciekać, uciekać przed złem, które zdaje się, że cię zaraz pochłonie i nie ma już ratunku..




_____________________________________________________________________
Macie takie oo, będzie dużo komentarzy to dodam kolejną cześć, bo ten rozdział miał wyglądać nieco
inaczej, ale że dodałyśmy scenkę na początku, to koniec tj. 2 cześć, będzie w kolejnym XD
Jak tam myszki u was? Prosimy o komentarze, em.. może zrobimy tak, że każdy kto przeczyta rozdział skomentuje, a ja wybiorę autorów ulubionych komentarzy i zadedykuję dla nich kolejny rozdział? co wy na to? Miłego weekendu ♥ 

Banaan :)

niedziela, 9 lutego 2014

06| Kilka czerwonych śladów.

Wróciłam do hotelu. Przy recepcji zameldowałam się na fałszywe nazwisko, żeby trudniej było mnie znaleźć i po wylegitymowaniu się zamówiłam jakieś jedzenie na wieczór, pamiętając jak skończyło się ostatnie wyjście do knajpy.

Skierowałam się do windy i po chwili uwięziona byłam w metalowym gównie z denerwującą muzyczką. Po dotarciu do pokoju od razu włączyłam wodę i ściągnęłam ciężkie buty. Oh Rachel, przyda Ci się chwila odprężenia... 


Wydawać by się mogło, że gorąca woda i piana po brzegi to jedyne czego potrzebowałam do szczęścia. Po 30 może 40 minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Obsługa!
- Już idę. - krzyknęłam i z ręcznikiem na głowie oraz pistoletem za plecami uchyliłam drzwi.
Kiedy przekonałam się, że to tylko jeden z kelnerów, posłałam mu najpiękniejszy uśmiech i udając zakłopotanie wpuściłam do środka. Cholera, gorący był!

Chłopak zaczerwienił się na widok mojej osoby ubranej jedynie w przemoczoną koszulkę przykrywającej ledwo mój tyłek.
- Em... - zaczął się kręcić starając się odwrócić ode mnie wzrok.
- Otworzysz wino? - obróciłam się i ukradkiem spojrzałam na niego.
Gapił się na mój tyłek, kiedy schylałam się by podnieść koszulkę, w której dzisiaj chodziłam.
- yy... Gotowe. - usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka.
Oblizałam wargi i spojrzałam na butelkę, którą trzymał w dłoni. Oh, piepszyć to. Szybko doskoczyłam do niego i przyparłam go do ściany. Naparłam na jego usta, językiem przejeżdżając po jego dolnej wardze. Z początku zdezorientowany chłopak teraz toczył walkę z moim językiem. Odsunęłam się lekko by zaczerpnąć powietrza...

- Ja nie mogę... Mam dziewczynę. - wydyszał.
Zaśmiałam się.
- Kotku, chcę się tylko zabawić. Spokojnie. Nie mam zamiaru się z tobą żenić.
-W takim razie... - tym razem to on popchnął mnie na ścianę, ciasno oplatając mnie w pasie.  Strącił wazon i jakieś tanie ramki z komody, sadzając mnie na niej. Rękami błądził po moim ciele całując moją szyję i lekko ją przygryzając. Nie pozostawałam mu dłużna, jeżdżąc maczetą po umięśnionym torsie i biodrach, co chwila ciągnąc za jego włosy.

W jego oczach widziałam czyste pożądanie i gdyby nie to, że miałam robotę do wykonania piepszyłabym się z nim całą noc. Kiedy zauważył, że zaprzestałam jakichkolwiek ruchów podniósł głowę znad mojego dekoltu.
- Przepraszam. Ja mam robotę. Gdyby nie to...
- Jasne, spoko...
-Ale jakby co mogę zadzwonić jutro? - uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Jakby co, pytaj o Nathana maleńka.
- Nie grzeczny z Ciebie chłopczyk...
- Powiedziała laska, która się na mnie rzuciła - zaśmiałam się cicho.
Cholera. Ja się śmieję? Co jest?


Nathan wyszedł z pokoju pozostawiając po sobie kilka czerwonych śladów na mojej szyi i niezły bałagan. Od czego są sprzątaczki w tym piepszonym hotelu?
Chwyciłam laptopa uruchamiając go wcześniej. W między czasie nalałam sobie wina do kieliszka. Usiadłam na łóżku po turecku, chwyciłam jedną truskawkę wcześniej zamaczając ją w czekoladzie i włączyłam obraz z kamery gabinetu doktorka. Chyba nie myśleliście, że 15 minut siedziałam bezczynnie? Łysawy facet siedział przy swoim biurku, licząc kasę z jednej z kopert. Oh, serio? Nagle zaczął dzwonić jego telefon, więc włączyłam także podsłuch. Masz dzisiaj farta Rachel...Pomyślałam i upiłam łyk wina. Następnie zalogowałam się (wcale się nie włamałam) do bazy danych pracowników w firmie zatrudniającej nianie.
- Doktorze Cooper, potrzebna jutro niania? Załatwione...
Zaśmiałam się szyderczo i zabrałam się do organizowania spotkania z małą księżniczką Boba...


____________________________________________________________________________
Witaaaaaaaaaaamy ! Dzisiaj rozdział dodajemy we dwie.. Tala była u mnie teraz ja jestem u niej
i tak sobie piszemy dla was. XD W każdym rozdziale licząc od tego, w sytuacjach będą znajdować się dziwnie słowa bądź zwroty.. kto pierwszy odgadnie te słowo dostanie dedykację w następnym rozdziale.. życzymy powodzenia i miłego czytania.. :)
Banaan i Tala x

sobota, 1 lutego 2014

05| Doktor Cooper.

Droga do Londynu zajęła mi wcale nie tak dużo czasu, a wręcz odwrotnie.. Nocą na autostradach jest dość spokojnie przez co mogłam bez przeszkód rozwijać prędkość mojego pojazdu. W czasie jazdy załatwiłam też wstępnie rezerwację w motelu, w którym miałam się zatrzymać. Tym razem wybrałam zatłoczony i dość drogi Hotel.. Bo jak wiadomo.. najciemniej jest pod latarnią TAK ? Wjechałam w granice miasta. Mijałam zieloną tabliczkę a uśmiech sam wdarł mi się na usta. W życiu nie pomyślałabym, że moje życie tak właśnie się potoczy. Teraz powinnam być na studniach, popełniać błędy, aby potem się na nich uczyć. Tym czasem co robię? Uciekam przed jakimiś pierdolonymi świrami i próbuję rozwikłać tajemnicę mojego ojca. Paradoks, prawda? Dojechałam do hotelu... Potężnego hotelu. Jakiś frajer wskazał mi wolne miejsce na parkingu, więc tam zaparkowałam. Wzięłam torbę i wkroczyłam do dość obszernego holu. Po krótkiej wymianie zdań z recepcjonistką, udałam się do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i zaczęłam w niej grzebać, w celu znalezienia mapy. Kiedy ją odszukałam spojrzałam na następny punkt - Barnens Hospital. Odłożyłam ją z powrotem na łóżko i podeszłam do okna. Oparłam głowę o ścianę i patrzyłam na ruch na drodze. Dlaczego moje życie jest tak bardzo posrane? Nie płacz.. Masz być kurwa silna. Tego nauczył Cię tata, pamiętasz? Otarłam szybko małą łzę, która była tylko chwilą słabości. Wzięłam mapę, pistolet, zamknęłam pokój i udałam się z powrotem do samochodu. W nawigację wpisałam nazwę pobliskiego hotelu. Rozwijałam prędkość mojego samochodu, nie patrząc nawet na znaki. Droga przewidywana była na około 15 minut, ale dojechałam w niecałe 10.  Zamknęłam samochód i weszłam do budynku. Typowy zapach dla szpitali, czyli odrzucający już na samym początku. Rozejrzałam się i wzrokiem napotkałam recepcję.
- W czym mogę pomóc? - odezwał się głos pielęgniarki.
- Gdzie jest gabinet doktora Coopera? - zapytałam obojętnie.
- A pani była umówiona? - brew kobiety uniosła się.
- Od kiedy do lekarza trzeba się umawiać? - prychnęłam.
- To bardzo porządny szpital, proszę pani.
- Dobra, nie ważne. - machnęłam ręką i udałam się wgłąb korytarza.
Poradzę sobie bez niej. Nie takie rzeczy robiłam.  Mijałam kolejne tabliczki, ale ciągle nie mogłam znaleźć tej właściwej.  Wreszcie napotkałam tę o którą mi chodziło. Zapukałam, ale nikt nie odpowiadał. Delikatnie szarpnęłam klamkę i weszłam do środka. Dość odjebany gabinet. Najwidoczniej naszego doktorka nie było jeszcze w szpitalu. Postanowiłam wykorzystać okazję i zaczęłam grzebać mu w szafkach. Koperty, czekoladki, pieniądze... Jednym słowem pełno łapówek. Zrezygnowana postanowiłam, że po prostu na niego zaczekam. Usiadłam na fotelu, a nogi dałam na biurko. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam go przeglądać z nadzieją, że ten frajer w końcu się zjawi. Po 10 może 15 minutach usłyszałam mocne szarpnięcie klamki a potem zobaczyłam kolesia w podeszłym wieku ubranego w biały fartuch.
- Długo kazałeś na siebie czekać Bob.
- Co pani tu robi?
- Nie widać? Siedzę. - zaśmiałam się.
- Proszę stąd wyjść albo...
- Albo co?
- Albo wezwę ochronę. - powiedział.
-  Nie radzę. - złapałam się za kieszeń kurtki z nadzieją, że zrozumie.
- Czego pani ode mnie chce?
- April Smith. Mówi to panu coś? - spojrzałam na niego.
- Nie.. Nie znam imion wszystkich moich pacjentów.
- To radzę ci kurwa to sprawdzić. Masz znaleźć mi wszystko odnośnie moje.. jej ojca, matki, kto odbierał poród, kiedy wyszła ze szpitala wraz z matką, przyczynę wypadku jej matki. W S Z Y S T K O.
- Kim pani do cholery jest? Co pani sobie wyobraża?
- Na pewno nie pana w łóżku. - Zaśmiałam się i podniosłam się z krzesła - Na jutro. Rozumiesz?
Mężczyzna kiwnął głową i patrzył na mnie z przerażeniem. Podeszłam do niego i złapałam go za kołnierz.
- A jeżeli piśniesz komuś chodź słówko, nie będzie już tak miło. Ani Tobie ani twojej małej córeczce. - wyszeptałam mu do ucha, po czym wyszłam.
To aż głupie, jak łatwo można kogoś zastraszyć i omotać sobie wokół palca.







____________________________________________________________________________
Cześć. Rozdział znowu dodaję ja, ale to Tala go dla was napisała.. Powiedziała, że napisała cokolwiek więc pomyślcie jak 'coś' dobrego może wyglądać.. bo kurde.. mi aż samej podoba się taka Rachel :D
Dzisiaj może i nawet dość krótko, ale ja mam pomysł na kolejne spotkanie z panem Cooperem więc może coś na końcu tygodnia tu przeczytacie.. Zaczyna mi się szkoła :C a Tali ferie.. ta to ma dobrze :(
Trzymajcie się cieplutko, tym co mają wolne miłego wypoczynku, a tym co idą do szkoły eh.. cóż powodzenia w wstawaniu rano życzę.. :*
Banaan. 

niedziela, 19 stycznia 2014

04| Wywracanie oczu.

- Witaj Rachel, a może raczej April.. ?

Zamarłam. Moje serce w jednym momencie niebezpiecznie przyśpieszyło,a strach zapukał do mych drzwi.
Ugh.. cóż za paradoks czy jakoś tak.. właśnie miałam wchodzić do pokoju i stoję przed drzwiami, a chłopak, który jest za mną to mój strach.

Zmarszczyłam czoło i niepewnie odwróciłam się. No cóż do najniższych osób nie należę mimo to zobaczyłam tylko kawałek białej koszulki i skórzanej kurtki oraz szyję z wystającą żyłą. Niemal mogłam usłyszeć jak przepływa w niej teraz krew. 

Podniosłam głowę napotykając brązowe tęczówki i kilkudniowy zarost na twarzy młodego bruneta.
- Em.. chyba mnie z kimś pomyliłeś - wysiliłam się na łagodny ton głosu mimo, że w środku aż krzyczałam.
On wie.. to jeden z nich. Myślałam gorączkowo ciężko oddychając.
- Nie sądzę. Porozmawiamy ? - zamruczał i pochylił się w moim kierunku by sięgnąć po klamkę do wcale nie zamkniętych drzwi.
- Oddychaj mała. - że.co.proszę ?! Nawet nie wiedziałam, że wstrzymuję oddech. Oh.. ogarnij się Rachel.. on nie może wiedzieć, że się go boisz ! Kiedy już otworzył drzwi, złapał mnie za przedramię. Cholera jasna, że też akurat dzisiaj musiałam zostawić pistolet w pokoju ! Szarpnęłam ręką, ale to nic nie dało.
- Nie tym razem maleńka. - brutalnie rzucił mną o łóżko, lekko się skrzywiłam, ale nie spuściłam z niego wzroku.
- Czego chcesz ? - zaśmiał się.
- Ty wiesz. - odpowiedział i zaczął się do mnie zbliżać. Mimo tego, że mogłabym w każdej chwili dać mu w twarz, nie zrobiłam tego. Eh głupia.. Chyba się nie boisz ? Głosik w mojej głowie odezwał się w najmniej oczekiwanym momencie, na co przewróciłam oczami. Nie boję się.. NIE mogę się bać.
- Czy ty właśnie przewróciłaś na mnie oczami ?! - warknął. Ach nie skąd ! To nie na ciebie palancie.. Serio Rachel ?!
-Do cholery jasnej odpowiedź mi jak się pytam !
- Nie.
- Bezczelna.. - wrzasnął i zaczął do mnie podchodzić.. kiedy nagle zadzwonił jego telefon.
- Malik ! Słucham.. Jasne.. Okey.. Już idę. - zakończył połączenie i wybrał następny numer.
- Cześć. Zmiana planu.. Choć na górę po naszą ślicznotkę. ŻE CO PROSZĘ ?! Po chwili bez pukania do pomieszczenia wszedł kolejny chłopak.. Zaraz, zaraz ja go skądś znam.. Ah no tak ! To ten palant z recepcji..
- Zwiąż ją i czekaj na mnie, będę za godzinę. - Chłopak skinął głową i Malik ( chyba ?) wyszedł.
- No to sobie tutaj trochę posiedzimy. - Powiedział i odwrócił się by wziąć krzesło. To właśnie w tej chwili wrócił mój zdrowy rozsądek. Chwyciłam lampkę nocną ze stolika obok łóżka i kiedy ten kretyn się odwrócił z całej siły cisnęłam nią w jego twarz. Roztrzaskała się na drobne kawałeczki, mimo to brunet nie stracił przytomności. Oh.. Serio ?! Co jest ?! Kolejna szybka decyzja i wymierzyłam w jego nos prawy sierpowy. Moją rękę przeszył ból, a knykcie zabarwiły się na czerwono. Dalej leżałam na łóżku więc prosto było mi podnieść nogę. Tak też zrobiłam celując w głowę. JEST ! UDAŁO SIĘ ! Hyhyhy ! No i co teraz panie JESTEM-DEBILEM ? Wstałam z posłania i poprawiłam swoją koszulkę. Miałam niewiele czasu.

Pierwsze co zrobiłam to było wyjęcie pistoletu z szuflady i schowanie go za pasek.Szybko spakowałam się i nie narażając się jeszcze bardziej wyszłam przez okno. Koło mojego samochodu stało dwóch mężczyzn, a przy wejściu jeden. O dostaniu się do auta nie było mowy, chyba że..
Ruszyłam przed siebie wcześniej nakładając na głowę kaptur tak by ukryć włosy.

- Zmiana planu. Malik powiedział że jesteście potrzebni na górze. - powiedziałam grubym głosem, ale chyba ich to nie przekonało, bo po kilku krokach zrobionych w kierunku wejścia zawrócili. Ale.. sytuacja nie była stracona.. Te kilka sekund pozwoliło mi na otworzenie samochodu.. W tym czasie jeden z tych gości był już przy mnie. Uderzyłam go torbą i pośpiesznie wsiadłam do mojego cudeńka, zamykając od środka drzwi.

Zaczęła się strzelanina.. Kilka naboi odbiło się od szyb. Hahahhahaha. KULOODPORNY ! Frajerzy..
Wycofałam szybko samochód i dam sobie rękę uciąć, że na krzyżówce do motelu minęłam się z tym całym Malikiem. To się chłopak zdziwi.. Pomyślałam dociskając pedał gazu i kierując się w stronę Londynu..





_____________________________________________________________________________

Cześć ! Rozdział dodałam jednak dzisiaj.. ale pewnie większość z was już poszła spać i przeczyta go sobie dopiero jutro. Przepraszam za takie opóźnienie ! Przyznaję się to moja wina, kazałam Tali napisać na asku, że będzie dzisiaj, a potem napisałam że nie dam rady. Eh eh.. piszcie, jak wam się podoba.. Rozdział pisałam tym razem sama, ale Tala go poprawiała, so nie powinno być błędów. Przypominam, że na asku, możecie zadawać nam pytania, ale też bohaterom. Trzymajcie się cieplutko i do następnego ! ♥
Banaan.

sobota, 28 grudnia 2013

03| Gość.

Obudziłam się przez promienie wpadające do pokoju.. Zaraz, zaraz ! Pokoju ? Podniosłam się do pozycji siedzącej ignorując ból głowy i głośno westchnęłam. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu patrząc z nieodgadnionym wzrokiem na białe ściany i czarne meble. Zmarszczyłam czoło chwytając się za skroń.. Gdzie ja właściwie jestem ?
- Dobrze, że już wstałaś. Masz przyniosłem ci kawę.- odwróciłam się, w kierunku dźwięku, który sprawił, że moją głowę zaczęły przeszywać malutkie 'szpileczki' boleśnie wbijające się w czaszkę.
- Dzięki.. – niepewnie sięgnęłam po kubek – Gdzie ja jestem ? – chłopak zaśmiał się, ale widząc moją minę od razu przestał.
- Przepraszam. Boli ?- zadał pytanie i nie czekając na odpowiedz ponownie zabrał głos.
- Pamiętasz coś w ogóle z wczoraj ? Po tym jak się upiłaś nie wiedziałem gdzie cię odprowadzić i przyprowadziłem cię do siebie.
- Jesteś tym barmanem ? – zaśmiałam się z własnej nie wiedzy i kompletnej pustki w głowie. Mentalnie dałam sobie w twarz i trochę mnie to orzeźwiło.
- Tak.. Słuchaj ja teraz muszę wyjść, ale jak chcesz to możesz zostać. Czuj się jak u siebie.
- Nie wiesz..
- Max.
- Dzięki Max za wszystko, ale będę się już zbierać.
- Jak chcesz. To ogarnij się zaraz wychodzimy.

***
Energiczny marsz i słowotok Maxa do reszty wybudził mnie i teraz trzeźwo patrząc z przerażeniem stwierdziłam, że zachowałam się gówniano nie poważnie, bo Max mógł być jakimś gwałcicielem, a ja bądź co bądź krótko mówiąc 'wskoczyłam' mu do łóżka, bądź nieco łagodniejsza wersja wiecie ta dla dzieci 'wskoczyłam'w jego ręce, oj no dałam się złapać.

Szybko jednak pozbierałam się i żegnając się z chłopakiem wsiadłam do samochodu. Moim celem na popołudnie był odpoczynek. Jadąc do Holmes Chapel doskonale zaplanowałam sobie tutaj pobyt i teraz obrałam kierunek na motel na obrzeżach miasta. Mało ruchliwa droga i rzadko odwiedzany budynek przekonały mnie do tego właśnie wyboru. Jechałam bardzo powoli jak na mnie.  Wreszcie znalazłam się pod budynkiem. Wyjęłam kluczki ze stacyjki i zabrałam torbę. Zamknęłam samochód i rozglądnęłam się. Duży budynek z cegły witał potencjalnych klientów mrugającym neonem i pustym parkingiem.  Luksus to co prawda nie jest, ale nie na tym mi zależy. Zaciągnęłam się powietrzem i ruszyłam do wejścia. Ku mojemu zaskoczeniu, środek nie wyglądał aż tak źle.  Podeszłam do recepcji.
- Dzień Dobry, miałam rezerwację na nazwisko Todd.
- Aa tak. - kobieta przeleciała mnie wzrokiem i się skrzywiła.
- Coś nie tak? - warknęłam zirytowana zachowaniem tej laluni.
- Nie, skądże. Po prostu był tu pewien chłopak i pytał czy nie zjawiła się tutaj wysoka dziewczyna, brązowe falowane włosy. Zupełnie jak pani.- powiedziała.
Wstrzymałam oddech, zamknęłam oczy i starałam się uspokoić. Na zmianę motelu było już za późno.
- Słuchaj, gdyby pojawili się tu znowu, nie ma mnie tu. Rozumiesz? Spróbuj wywinąć mi jakiś numer... - zmrużyłam oczy.
- Oczy.. Oczywiście. - kobieta jąkała się.
- A teraz podaj mi kluczyk do pokoju. Zapłacę jak będę wyjeżdżać. 
- A jak długo pani zamierza zostać? - spytała niepewnie.
- Tak długo, jak będzie trzeba złotko. - uśmiechnęłam się fałszywie, zabrałam kluczyk i udałam się pod pokój numer 69.
Przekręciłam zamek i weszłam do środka.  Łóżko, szafka nocna,jakiś nędzy telewizor, szafa i drzwi do łazienki.Tak zwany motelowy standard. Położyłam torbę na łóżku i zaczęłam wyjmować z niej rzeczy. Sięgnęłam za pasek u spodni i wyciągnęłam zza niego pistolet, który kupiłam  nielegalnie od mojego starego kumpla. Owinęłam go w ręcznik i włożyłam do szuflady. Było już popołudnie, a ja byłam w szoku jak ten czas szybko leci.Postanowiłam coś zjeść, ale wolałam nie ryzykować i iść na miasto, ale zamówić coś tutaj. W tym celu musiałam zejść na dół do recepcji.
- Ooo.. To znowu pani. Jak miło panią widzieć. - kobieta wygięła usta w tak fałszywym uśmiechu, że myślałam, że zaraz jej pękną.
- Tsa.. Nie wie pani co tutaj mogę zamówić do jedzenia? Nie wiem.. chińszczyzna najlepiej. - oparłam się łokciem o ladę.
Kobieta już miała odpowiedzieć, kiedy zamilkła. Jej dłonie zaczęły się trząść.
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
Odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego, dobrze zbudowanego bruneta. Patrzył na mnie i się uśmiechał.
- Cześć piękna. - spojrzał na mnie od góry do dołu, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
- Znamy się? - próbowałam sobie przypomnieć jego twarz.
Zaśmiał się i powiedział:
- Znam Cię lepiej niż nikt inny. - Zmrużyłam oczy do tego stopnia, że na moim czole powstała mała zmarszczka.
- Wie pani co? Ja chyba zrezygnuję i pójdę sama coś zjeść. - zaakcentowałam słowo SAMA.
-  Niegrzeczna. - usłyszałam.
Przewróciłam oczyma i wyszłam.
Szłam uliczkami Holmes Chapel i szukałam jakiegokolwiek miejsca, abym mogła coś zjeść. Nie spodziewałam się, że to miasteczko mogło się aż tak zmienić. Nagle zaczęło trochę wiać, więc moje włosy były dosłownie wszędzie.  Zapięłam  skórzaną kurtkę i  zauważyłam przykuwającą moją uwagę restaurację.  Weszłam do środka i zajęłam miejsce.  Zamówiłam jedzenie i czekałam. Zaczęłam się denerwować, bo czekałam na zamówienie ponad 30 minut.  Kiedy WRESZCIE do mnie dotarło, zjadłam szybko i postanowiłam wracać do motelu. Stwierdziłam, że bez sensu jechać samochodem, ale teraz, gdy zrobiło się chłodniej, trochę tego żałowałam.  Kiedy po piętnastu minutach dotarłam na miejsce, przy recepcji znowu stała ta dziwna babka.
- Co znowu? - zapytałam, bo patrzyła się na mnie, jakby zobaczyła ducha.
Machnęłam na nią ręką i udałam się do pokoju. Już przekręcałam zamek, kiedy usłyszałam, jak ktoś szepcze mi do ucha :

'' Witaj Rachel, a może raczej April.. ?!




_____________________________________________________________________________
I mamy trzeci! Przepraszamy, że TAK DŁUGO czekaliście, ale wiecie.. przygotowania do świat, szkoła, brak czasu. Musicie zrozumieć, że rozdziały do tego opowiadania nie będą dodawane co tydzień bądź codziennie. Piszemy je we dwie i kiedy któraś z nas napisze kawałek, druga musi coś dopisać, sprawdzić i tak dalej. Będziemy się starały dodawać częściej.
Gdzie idziecie na sylwka? W ogóle to miłej zabawy, żebyście się wybawili, wytańczyli, schlali, wykrzyczeli i tak dalej :D Z tym chlaniem to ostrożnie i miałam na myśli Picolo oczywiście XD
Pamiętajcie, że jesteście dla nas bardzo ważni i wasze zdanie się dla nas liczy. Jeżeli macie jakieś propozycje, uwagi i tak dalej piszcie  na mojego aska, albo jeśli macie jakieś pytania to na aska opowiadania :*
Tala.

Hej kochani :* Na początek : SPÓŹNIONYCH WESOŁYCH (tak wiem, wiem.. ja to mam rozkminę), ale ale przynajmniej z WYBUCHOWYM SYLWESTREM nie dałam ciała. Także ten tego, nie przesadźcie, bo kto nam potem będzie Killera czytał jak po rowach będą musieli was szukać ? Nie rozpisując się. eh eh. Piszcie jak podobał wam się rozdział i do następnego :* 
Banaan.

piątek, 6 grudnia 2013

02| Teczka.


Wrócić, nie wrócić, wrócić, nie wrócić. 
W drodze powrotnej z Paryża ciągle słyszałam ten cholerny głosik w mojej głowie, który urządził sobie pieprzoną wyliczankę. Miałam tego dość. Tata w końcu mówił, żebym każdym przeciwnościom wychodziła na przeciw,a teraz co ? Mam się chować. Zdecydowałam. Wracam i nic nie odwiedzie mnie od tej decyzji.
Nawet fakt, że mogę stracić życie. Muszę poznać prawdę i wymierzyć sprawiedliwość. Muszę.


Jedyne co teraz czułam to ten cholerny strach, obezwładniający moje ciało. Tysiące myśli pałętało mi się po głowie. Znajdowałam się właśnie w jednym z miejsc, którym Holmes Chapel nie mogło się pochwalić. Przemierzając opuszczone i ciemne korytarze zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam wracając do rodzinnego miasteczka, ale dotarłam już tak daleko, że teraz nie mogę się poddać.  Zatrzymałam się przed drzwiami z napisem 'archiwum'. Wzięłam głęboki wdech i gwałtownie chwyciłam za klamkę, wdzierając się do środka. Gdy tylko przekroczyłam próg wielkiej hali do moich nozdrzy doleciał nie przyjemny zapach stęchlizny.  Od razu rzuciły mi się w oczy niezliczona ilość półek i regałów, między którymi po chwili zaczęłam lewirować w poszukiwaniu regału z literką S.  Już miałam sięgnąć po odpowiednią teczkę, gdy wyczułam za sobą czyjąś obecność. Przełknęłam głośno  ślinę, kiedy do moich uszu dobiegł zachrypnięty głos.
- Co tu robisz królewno ?
- Nie twój zasrany interes  - warknęłam i już chciałam go wyminąć, kiedy chwycił mnie za nadgarstek.
- Mm.. zadziorna. Lubię takie. - oblizał wargi i spojrzał w moje oczy.
- Pieprz się - krzyknęłam i wyszarpnęłam rękę z jego mocnego uścisku, puszczając się pędem w stronę wyjścia. Przyśpieszony oddech wraz z wyrazem jego twarzy, towarzyszyły mi podczas ucieczki.
Cholera ! - krzyknęłam w myślach przeklinając samą siebie za to, że nie wzięłam ze sobą to, po co przyszłam - teczki. Będę musiała tu wrócić, przyrzekłam sobie i przyśpieszyłam kroku. Skręciłam w ciemną uliczkę, gdzie zaparkowany był mój Bentley i odetchnęłam z ulgą. W głębi duszy wiedziałam, że od teraz będę musiała uważać jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Przekręciłam kluczyki i z piskiem ruszyłam w głąb miasta. Mój oddech stopniowo się umiarkował. Spojrzałam w lusterko i zobaczyłam za sobą czarne BMW. Zacisnęłam ręce na kierownicy i dodałam gazu. Wiedziałam, że ten skurwysyn nie odpuści.  Do teraz zastanawiało mnie to, co on właściwie tam robił. Przecież do tego miejsca ludzie nie przychodzą od lat.. a przynajmniej tak  mi się tylko wydawało. Był już tak blisko, że byłam w stanie zobaczyć jego zadziorny uśmiech. Miałam ochotę zwymiotować. Mknęłam dalej nie myśląc właściwie o niczym. Co to do cholery było.. Właściwie codziennie czytałam list od ojca i codziennie zadawałam sobie jedno i to samo pytanie. Dlaczego?  Przecież nie morduje się ludzi od tak.. Wszystko ma swój cel i przyczynę.  Zapomniałam jak to jest byś słabą. Zapomniałam, że jest coś takiego jak współczucie. Zapomniałam, jak bardzo byłam kiedyś szczęśliwa. Pewnie pomyślicie, że przecież powinnam być w rozpaczy, powinnam płakać.  Ojciec nauczył mnie jednego, nie daj po sobie poznać swojej słabości.  Nie miałam bladego pojęcia gdzie jadę. Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać.  Skręciłam w pierwszą lepszą uliczkę i popełniłam największy błąd. Była to ślepa uliczka.  Zahamowałam tak, że mój samochód obrócił się bokiem do ściany i bokiem do niego. Trzymał ręce na kierownicy.  Zamknęłam oczy i zacisnęłam je mocno. Zerwałam się i wysiadłam z samochodu. Stałam na przeciwko jego samochodu i czułam, jak wierci spojrzeniem każdy odcinek mojego ciała.
- Czego do cholery chcesz? - warknęłam.
Nie poruszył się. Dalej się gapił.
- Pytam się i oczekuję odpowiedzi. - zacisnęłam pięści.
Nabazgrał coś na kartce papieru, otworzył szybę i wyrzucił ją na ziemię, po czym wycofał samochód i jak gdyby nigdy nic odjechał.  Zdezorientowana podniosłam ją i zaczęłam czytać.

Jesteś tak bardzo podobna do ojca. Do zobaczenia kochanie xxx

Poczułam, że złość wzmaga się w moim ciele. Dlaczego. Do. Kurwy. Nędzy. On. Zna. Mojego. Ojca.  Każde słowo wypowiadałam w myślach jakby osobno. Pokręciłam głową, zmięłam kartkę i włożyłam ją do mojej skórzanej kurtki.  Miałam ochotę się napić. Po prostu schlać się jak nigdy.  Wsiadłam z powrotem do samochodu i ruszyłam w poszukiwaniach pierwszego lepszego baru.  Kiedy wreszcie dotarłam do celu moim oczom ukazał się średniej wielkości budynek z drewna. Zaparkowałam samochód, wyjęłam kluczyki i weszłam do środka. Od razu do moich nozdrzy wdarł się zapach papierosów i alkoholu. Pomyśleć, że jeszcze nie dawno nienawidziłam tego i wręcz brzydziłam się tym.  Zajęłam miejsce przy barze.
- Co podać śliczna? - barman przecierał szklankę ścierką.
- Bajerujesz tak każdą dziewczynę, żeby dała ci wyższy napiwek? - odgryzłam się.
- O dziwo jesteś pierwsza. - uśmiechnął się.
- Daj mi Szkocką, najlepiej całą butelkę.
- Zły dzień? - jego brew się uniosła.
- Życie. - westchnęłam.
Przechyliłam pierwszy kieliszek i poczułam, jak płyn pali mnie od środka. Po paru razach poczułam się lepiej.. o wiele lepiej.
- Miałeś kiedyś tak, że twoje życie nagle straciło jakikolwiek sens? - wybełkotałam.
- Wiele razy.
- No właśnie. Życie jest do dupy. DO DUPY. - ostatnie zdanie podkreśliłam.
Chłopak zaśmiał się, a potem mój film się po prostu urwał.







_______________________________________________________________________

No cześć ! Witamy was.. po długiej przerwie ? Rozdział pisany na początku przeze mnie, potem wspólnie jeszcze w upalne ostatnie dni września ( tak.. września ah.. ♥ ) a potem końcóweczkę naskrobała Tala.
Trochę pomału zaczyna się dziać. Następny postaramy się dodać szybciej. Prosimy o komentarze które dają nam motywację, może jakieś wskazówki ? Coś w naszym stylu się nie podoba, coś mamy poprawić ? Piszcie.
Banaan. :*
( Tala stwierdziła, że nie ma weny i notatkę naskrobie innym razem.
ale wszyscy dobrze wiemy, że to leń. Kocham cię. ♥ )

niedziela, 17 listopada 2013

01| List.

Droga April !
Córeczko niech nie zwiedzie cię ten wstęp, bo pisząc ten list jestem przekonany, że gdy będziesz go czytać ja już dawno będę na tamtym miejmy nadzieję lepszym świecie.

Zapewne nie pojmujesz całej tej sytuacji, ale jesteś mądrą i piękną dziewczyną i wierzę, że nie będziesz mnie obwiniać kiedy już poznasz prawdę. Mam tylko nadzieję, że podejmiesz słuszną decyzję, teraz już tylko na tym mi zależy.

UCIEKAJ Z HOLMES CHAPEL ! Tu nie jest bezpiecznie, a policja nie ochroni cię, tak jak sama możesz to zrobić.Nie bój się tylko mnie uważnie wysłuchaj.

W barku znajdziesz kluczyki do samochodu, który został zarejestrowany na twoje nowe nazwisko jak i dokumenty, którymi będziesz się posługiwać i trochę pieniędzy. 

Najpierw udaj się do mojego przyjaciela Jacksona, który wyjaśni ci nieco więcej i pomoże zrozumieć sens mojej śmierci jak i sytuacji, w której się  znalazłaś. Nie pokazuj tego listu nikomu najlepiej zaraz jak go przeczytasz weź dokumenty i uciekaj z mieszkania, masz niewiele czasu zanim policja skończy przeszukiwanie domu i przyjdzie cię zabrać. Tylko o to proszę UCIEKAJ !

Pamiętaj też, że o bajce, którą ci zawsze opowiadałem, a nuż odnajdziesz klucz, który tak starannie chciałem ukryć przed tymi, przez których dzisiaj zarówno ja i mama nie możemy być z tobą.

Zawsze będziemy cię kochać i zawsze będziemy przy tobie...


Tata.
Ps. Nie zapominaj o czapce, szaliku i rękawiczkach. Słyszałem, że tego roku zima będzie wyjątkowo długo i mroźna. Dbaj o siebie i do zobaczenia..


I rzeczywiście była.. cholernie mroźna. Kolejny już raz złożyłam podniszczony papier starannie kryjąc go w kieszeni kurtki i wyszłam z baru rzucając niestarannie banknot. 

Dookoła ogarnęła mnie już ciemność, pierwsze latarnie zaczęły zalewać swoim blaskiem okolice, w której się znajdowały, a drogi zaczęły pustoszeć. Było coś po 21 kiedy zdecydowałam się przyśpieszyć zostawiając za sobą uśpiony Paryż. Skąpane w ciemności miasto, żegnało mnie jedynie milionami 
migocących lampek na wieży Effela.

90..100..120 km/h.

Mknęłam przez autostradę kolejny raz już z uczuciem wolności, mimo że nade mną wisiał na cienkiej lince dwu tonowy głaz.

Już kilka dni zastanawiałam się czy wrócić.. czy nie słuchając ojca tak jak to mówił będę w niebezpieczeństwie i czy w końcu poznam prawdę. W gruncie rzeczy list od Mika był z jednej strony wystarczającą odpowiedzią,  a z drugiej nurtującym pytaniem o czym świadczyła wymięta kartka, pozaginane rogi.
_____________________________________________________________________________
przepraszamy za zwłokę xxxx

środa, 6 listopada 2013

Prolog.

* Dwa lata wcześniej *
Na dworze było już prawie ciemno, kiedy nocne chmury zaczęły zakrywać zachodzące słońce. Poprawiłam szalik przed wyjściem z przytulnie ciepłego pomieszczenia i popchnęłam dwuskrzydłowe metalowe drzwi. W momencie kiedy przekroczyłam próg jedynej bariery odgradzającej mnie od wyjścia na zewnątrz w moją twarz buchnął nie przyjemnie zimny wiatr, który zaczął szczypać moje policzki i nos. Poprawiłam na ramieniu torbę i złączyłam obie dłonie w celu ogrzania ich. Byłam głupia, że nie posłuchałam taty, który rano namawiał mnie na wzięcie rękawiczek i czapki, wtedy śmiałam się z niego zbywając go krótkim ` Tato przecież jest dopiero początek października. ' Uśmiechnęłam się i przyśpieszyłam kroku kiedy pomyślałam o tacie czekającym z kolacją,  a liście pod moimi nogami przyjemnie zaszeleściły przerywając ciszę panującą w parku. Od dłuższego czasu miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, ale tata uspokoił mnie mówiąc, że zawsze miałam wyobraźnię, mimo to nabrałam lekkich podejrzeń kiedy Mike zapisał mnie na lekcję samoobrony, a do prezentu urodzinowego dołączony został gaz pieprzowy, który teraz zupełnie nieprzydatny leżał na dnie mojej brązowej torby. Ani się obejrzałam, a już byłam pod kamienicą, w której niegdyś mieszkałam z rodzicami, a teraz tylko z tatą i pośpiesznie wbiegłam po schodach na trzecie piętro. Z uśmiechem na twarzy przywitałam się z otwartymi drzwiami.
- Tato ! Wróciłam ! - krzyknęłam już od progu i zaczęłam ściągać mój beżowy płaszczyk. - Tato ? - zaniepokoiłam się kiedy nikt mi nie odpowiedział i odkładając torebkę na szafkę w przedpokoju ruszyłam do kuchni, gdzie zawsze czekał na mnie Mike z obiadem.
- Tato ? - w kuchni go nie było, podeszłam do lodówki z myślą, że zostawił kartkę informacyjną, ale niczego takiego nie znalazłam, więc ruszyłam w dalsze poszukiwania. Weszłam do salonu, kiedy ktoś na mnie spadł.
- Tato, przestraszyłeś mnie.- uczucie ulgi wypełniło mnie całą, kiedy odwracałam się w stronę taty, jednak kiedy to zrobiłam zamarłam, bo twarz taty była cała we krwi, a jego ciało zupełnie bez życia. Moją twarz w jednym momencie zalała fala łez, zamazując mi częściowo obraz. Naciągnęłam na rękę rękaw niebieskiego swetra i jak najdelikatniej przetarłam szkarłatną ciecz z ust ojca. Wzięłam głęboki oddech i zbliżyłam swoje ucho do jego ust, by sprawdzić czy oddycha, a kiedy nie wyczułam tętna pobiegłam po telefon, żeby zadzwonić na policję i pogotowie. Dalej wszystko działo się w ekspresowym tempie. Do mieszkania wpadli sanitariusze i kilka policjantów, którzy zaraz zaczęli zadawać mi denerwujące pytania. Usiadłam na fotelu i schowałam twarz w dłoniach. 20 minut później jeden z lekarzy przekazał mi wiadomość, że taty nie udało się uratować i w tej chwili była to jedyna wiadomość, która do mnie docierała. Kolejne łzy wydostały się na zewnątrz, kiedy policja powiedziała, że najprawdopodobniej było to zabójstwo. To wtedy właśnie zmieniłam się, tego dnia przyrzekłam sobie, że śmierć taty nie poszła na marne. Zaczęłam na własną rękę prowadzić śledztwo i w wieku zaledwie 16 lat znałam podstawy karate i całkiem niezła byłam w boksie, a o moją kondycję i ciało niejedna osoba mogłaby być zazdrosna. Uciekając przed sierocińcem i brudnymi sprawami taty o których nie miałam pojęcia w moje 18 urodziny trafiłam do Londynu mając inne imię i nazwisko, a także inny kolor włosów. Moje życie było jednym wielkim gównem, ale wiedziałam jak mogę o siebie zadbać by zostać nie zauważoną do czasu, aż przeszłość mnie dopadła, a ja stałam się słabsza niż byłam wciągu ostatnich dwóch lat.







               

niedziela, 3 listopada 2013

Cześć i czołem.

Bardzo serdecznie chciałyśmy was zaprosić na nasze nowe opowiadanie Fanfiction o Zaynie Maliku.

Spokojna, kochająca się rodzina..
Nagle wszystko diametralnie się zmienia.
Śmierć matki jest ogromnym ciosem, ale kiedy pewnego dnia dziewczyna jak gdyby nigdy nic wraca do domu i zastaje bezwładne ciało ojca załamuje się..
Ale przecież nie może. Tata napisał list, w którym karze jej uciekać. Nieświadoma niebezpieczeństwa jakie jej grozi rozpoczyna nowe życie..
Przez trzy lata ucieka przed policją, domem dziecka i co najważniejsze tymi którzy zabrali jej to co najbardziej kochała.

________________________________________________________________________

Mamy nadzieję, że tym krótkim opisem zachęcimy was do czytania i na wstępie bardzo chciałyśmy przeprosić za zwłokę. Tala pisała na swoim blogu by was powiadomić o tym, że zamierza pisać coś nowego i rozpocznie kolejną przygodę z opowiadaniem na początku października. Tak się jednak nie stało, bo miałyśmy kłopoty z szablonem i zwiastunem. Zwiastun w tej chwili właśnie się robi i choć będzie bez gifów to mam nadzieję, że to docenicie. Chciałyśmy przeprosić, bo przez ten czas niektóre z was, mogły się od nas odwrócić.. jest nam naprawdę przykro. Kończę przynudzać, bo za chwilę wstawię bohaterów i prolog.
ZAPRASZAMY !
Tala i Banaan. :)

Bohaterowie.

 Zayn
'' Witaj Rachel, a może raczej April... ?!''

Rachel
 '' Jedyne czego teraz chcę to poznać prawdę. Po jaką 
cholerę ktoś wpierdolił się do naszego życia i zniszczył to
na czym zależało mi najbardziej. ''

Bohaterowie drugoplanowi:

Harry
'' Kotku twój tata błagał mnie o litość, klęcząc na
kolanach, prawie czyszcząc językiem moje buty.
A wiesz co wtedy zrobiłem ?
Zabiłem go. ''

Louis
'' Pierdol się Styles. To za daleko zaszło. 
Ja pasuję. ''

Liam
'' A może ona nie jest taka niewinna na jaką 
wygląda ?''

Niall
'' Tak.. to prawda.. przyznaję się, pomogłem im.
No dalej.. teraz możesz mnie zabić. ''

__________________________________________________________________________
Mamy bohaterów. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Dodaję ich bez wiedzy Tali, więc jak mnie nie zabiję to za niedługo wstawimy tu jedyneczkę.
PROSZĘ POLECAJCIE BLOGA, BARDZO BYŚMY CHCIAŁY, ŻEBY NASZA PRACA
NIE POSZŁA NA MARNE I ZOSTAŁA DOCENIONA.
DZIĘKUJEMY, ZA KAŻDY JAK DOTĄD OPUBLIKOWANY KOMENTARZ.
( tak piszę opowiadanie i tak napisałam 'każdy' przez 'rz'. 
wszystko zawdzięczam tobie czerwona kresko. lol
nie czytajcie tego. :C )
Banaan.