niedziela, 22 lutego 2015

Wattpad :)

Z przyjemnością informujemy, że na wattpadzie została utworzona nasza historia, tutaj macie do niej linka.

Serdecznie zapraszamy! Polecajcie znajomym, liczymy na waszą obecność :)
 (Od razu mówię, że okładka jest jeszcze nie ustawiona, ale będzie to zrobione myślę, że jeszcze dzisiaj)

Olek i Tala x

32| Pewność.

Poczułam, jak coś przygniata moje ciało. Nie pamiętałam wczorajszego wieczora, ale czułam, że dałam popalić. Zaczęłam się wiercić i kręcić, aż Malik się obudził.
- O, książę się obudził. - powiedziałam, strzepując rękę z mojego ramienia.
- Ta, cześć. - powiedział przecierając oczy.
Spał w samych bokserkach, a ja miałam doskonałą okazję do skalowania jego wytatułowanych ramion i klatki piersiowej. Uśmiechnęłam się pod nosem, Zayn to zauważył.
- Wiem, że jestem idealny. Nie musisz się na mnie cały czas gapić.
Otworzyłam usta chcąc coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęłam twierdząc, że nie warto się z nim kłócić. Bolała mnie głowa i najchętniej wystrzelałabym połowę tego miasta.  Wstałam, odychaljąc pościel.
- Rachel, jeśli chodzi o to, co wczoraj powiedziałem...
- Mlicz. Po prostu się zamknij Malik. - odwróciłam się do niego i syknęłam.
Wyjęłam ubrania na dzisiaj i poszłam do łazienki. Wykąpałam się i umyłam włosy. Nie wiedziałam co będę dzisiaj robiła, ale to nie stanowiło problemu. Ubrałam się i poszłam coś zjeść.  Na schodach czułam już zapach świeżo upieczonego bekonu i jajek.
- O, wstałaś. - blondyn posłał mi szczery uśmiech.
Byliśmy sami. Malik postanowił jeszcze się przespać, w końcu może opierdalać się cały dzień i nikt  mu nic nie zrobi. Niall nałożył mi porcję jedzenia na talerz i podsunął pod  nos.
- Dzięki. - burknęłam.
- Co się dzieje? - spytał wycierając ręce w ścierkę.
- Nic się kurwa mać nie dzieje. Nic. - syknęłam kolejny raz, a Horan podniósł ręce w obronnym geście.
Nie chciałam na niego krzyczeć, ale kac to suka. Zjadłam i umyłam talerz. Odwróciłam się i zobaczyłam Malika jak stał na schodach i się przeciągał. Pokręciłam głową i oznajmiłam, że idę na spacer. Spacerowałam polnanną ścieżką. Nie wiedziałam jak mogę nazwać relacje między mną, a mulatem. To było popiepszone. My byliśmy powaleni. Wszyscy. Usiadłam na brzegu wielkiego jeziora, które znajdowało się dość blisko naszego "domu". Wzięłam odłamki skały i zaczęłam wrzucać je do wody. Tata mnie nauczył puszczać kaczuszki. Zawsze go o to prosiłam. Nie mogę... Nie mogę dalej zrozumieć, dlaczego nam to zrobił. Przymknęłam oczy, krzyknęłam i cisnęłam kamieniem w wodę, która rozbryzgała się i ochlapała moją koszulkę. Poczułam kogoś obecność za sobą.
- Ile razy mam Ci kurwa powtarzać, żebyś spierdalał. - powiedziałam, nawet się nie odwracając.
- Ile razy mam Ci kurwa powtarzać, że i tak Cię nie posłycham. - naśladował mój głos.
Usiadłam na trawie i podparłam moją głowę rękami.
- Co ci jest? - spytał siadając obok mnie.
- Zayn, muisz mi coś powiedzieć. - powiedziałam i odwróciłam twarz jego stronę. - Co nas łączy? Jak... Jak mam to rozumieć?
Chłopak był zdezorientowany, ale widocznie nie wiedział co mi odpowiedzieć.
- Ja... Nie wiem. Sam chciałbym to wiedzieć.
- Jesteśmy popierdoleni.
Mulat zaśmiał się i także rzucił kamieniem do wody. Powtarzaliśmy tę czynność jeszcze wiele razy, ale powoli robiłam się głodna.
- Ja wracam. - powiedziałam, otrzepując swoje ręce z wody i brudu.
Zayn kiwnął głową. Nie chciałam znowu poruszać dalej nurtującego mnie tematu. Nie chciałam albo bałam się odpowiedzi. Zayn... to po prostu Zayn. Nigdy nie wiem, czego mogę się spodziewać.

Wróciłam do twierdzy i tym samym znalazłam się w samym centrum uwagi. Spojrzenia wszystkich skupiły się na mnie, ale miałam to gdzieś. Nic nie było mnie w stanie onieśmielić, no chyba, że Malik.
- Patrzcie, kto się wkońcu zjawił. - prychnęłam na twardy głos Liama, niech sobie nie wyobraża, że przez to jest groźny, bo może się nieźle rozczarować.
-Taaa, dzień dobry czy coś. - podeszłam do El i porwałam jej z talerza kanapkę, rozwalając się na kanapie i w dalszym ciągu nie przejmując się tymi wszystkimi osobami, które patrzyły na mnie jak na wariatkę. Cóż, w sumie, nie oszukujmy się, mieli takie prawo. 

Skończyłam jeść, a dalej nikt nie odezwał się słowem, tylko z Eleanor prowadziłam normalną rozmowę, za co jej dziękowałam, bo to już powoli robiło się irytujące.

-Dobra pieprzyć to. - otrzepałam ręce z niewidzialnych okruszków, wytarłam je w spodnie i wstałam. - Do później suko. - dałam El buziaka w policzek i wyszłam z pokoju. W korytarzu było dosyć ciemno, a brak jakiego kolwiek dźwięku pozwolił mi zarejestrować czyjeś kroki za mną. Stanęłam gwałtownie i zmierzyłam się z dużą posturą Louisa. Podniosłam zainteresowana głowę do góry. Oni i ich pieprzony wzrost. Przewróciłam oczami, nadal zaintrygowana tym, czego chce ode mnie chłopak mojej przyjaciółki?

Gdzieś nawet w pewnym momencie zapaliła się czerwona lampka, z myślą, że to kolejny podstęp i zaraz dostanę czymś w głowę, potem zamkną mnie w piwnicy, bo znowu się dowiedzieli, że pracowałam dla ich konkurencji. To wszystko było, aż za śmieszne, żeby można było uznać to za życie laski, której zamordowano rodzinę.

Mimo to czekałam, na cokolwiek co określiłoby intencje chłopaka, a kiedy zamyślony uparcie wpatrywał się we mnie, po prostu nie mogłam już dłużej czekać. Mówiłam już, że jestem niecierpliwą osobą? Nie? Oto tego skutki.

-Co jest? - podparłam się pod boki i niepewnie rozglądnęłam się. W korytarzu byliśmy sami, więc od razu zarejestrowałam to, gdy brunet się poruszył. Automatycznie zacisnęłam dłonie w pięści, co było bez sensu. Wogóle ta sytuacja nie była logiczna, gdyby chciał mnie zaatakować, to element zaskoczenia byłby tu plusem tak? Zmarszczyłam czoło.

Chłopak powoli wyciągnął telefon z kieszeni i jednym prostym ruchem coś na nim zrobił, potem dał mi go do ręki.

-Ktoś chciałby z tobą rozmawiać. - i nic, wrócił z powrotem do salonu. Przyłożyłam słuchawkę do ucha i niewinnie zainteresowałam się komórką.

-Halo?
-Witaj królewno. - ochrypły, ale seksowny głos zabrzmiał w głośnikach. Wydał mi się dziwnie znajomy.
- Kto mówi?- głupszego pytania wymyślić nie mogłam.
-Nie pamiętasz mnie? Stary szpital, brunet z lokami, przystojny.- głos zaśmiał się, a ja od razu przypomniałam sobie tego faceta z archiwum. Czyżby to był Harry? Ten Harry, który zdradził mojego ojca? Ale czy.. Nie, to chyba byłoby za proste prawda?

-Ach, to ty dupku. - mój zirytowany ton odbił się echem. - Mów, czego chcesz, bo nie mam czasu. - rzuciłam, sprawdzając go. Miałam dość bawienia się w kotka i myszkę.

-Spokojnie królewno. To ja tutaj rozdaję karty.

I wtedy miałam już pewność.

_____________________________________________________
Cześć kochani! Mamy kolejny, pisany wspólnymi siłami.
Fajny odzew pod rozdziałem 31! WOW! *-*
co nie znaczy, że cieszymy się z 13 komentarzy, ale jest dobrze! Nie będziemy wam tu narzekać, bo bez przesady tak? Mam nadzieję, że się poprawicie, a my w zamian za to regularnie będziemy dodawać rozdziały!

Bo oto panie moje drogie, ustaliłyśmy termin dodawania notek, więc wszem i wobec ogłaszamy, że rozdziały będą pojawiać się poniedziałek/wtorek w godzinach wieczornych.

No to do następnego!

Olek i Tala :)

poniedziałek, 16 lutego 2015

31| To koniec?

Czekałam w pokoju, którego nastrój pomieszany był pomiędzy ciemnością, tajemniczością a grozą. Nigdy w życiu nie byłam bardziej pewna tego, że to wygram. Jak już powtarzałam wiele razy, jestem po prostu w tym zbyt dobra. Nie stresowałam się, nie bałam. Przestałam znać te uczucia już bardzo dawno temu. Chłopcy weszli do środka.
- Jesteś gotowa? - Louisowi szczerzyła się morda.
- Super okazja, żeby pooglądać okładające się pięściami laski, nie? Błagam Cię, jesteście bardziej napaleni niż kiedykolwiek wcześniej. - splunęłam.
To, że był chłopakiem mojej dobrejkoleżankoprzyjaciółki wcale nie znaczy, że stanę się dla niego bardziej miła. Nie ma takiej możwliwości. Jestem okropna i zdaję sobie z tego sprawę.
- Najpierw trzeba umieć okładać się tymi pięściami, Rachel. - powiedział, kiedy zamierzałam odwrócić się do niego plecami.
- Czy ty siebie słyszysz? - syknęłam, mrużąć oczy.
- Doskonale.
- Grabisz sobie Tomlinson.
Chłopak patrzył na moją twarz jeszcze parę sekund, potem odpuścił. Frajer. Wreszcie do pomieszczenia wparowała ubrana na czarno Emily. Miała czarny golf, czarne leginsy i włosy upięte w wysokiego kucyka. Nie wiem czy myślała, że dzięki temu nie będę mogła za nie ciągnąć, czy po prostu było to skutkiem jej kaprysu.
- A ty się nie przebierasz? W sumie nie warto. Jak splamię ci te twoje szmaty krwią, może wreszcie nauczysz się co to prawdziwy styl. - powiedziała, okrążając mnie.
Chłopcy oparli się o ścianę jeden koło drugiego. Malik stał na środku i przyglądał mi się cały czas, odkąd tutaj wszedł.
- Długo nad tym myślałaś? - zakpiłam z niej. - Dla twojej świadomości, ja nie potrzebuję czarnych ubrań, aby próbować wzbudzić u kogoś grozę.
Czekałam, aż zacznie. Wyznawałam zasadę, że to przeciwnik rozpoczyna "grę".  Nie robiłam tego sama, ponieważ... właściwie nie wiem dlaczego. Można powiedzieć, że tak się przyjęło.
- No zaczynaj. Na co czekasz? - przewróciłam oczyma.
- Dlaczego ja? - spytała.
- Bo tak mi się kurwa mać podoba. Chcesz się bić? To mi to pokaż.
Dziewczyna zmrużyła oczy i ruszyła w moim kierunku. Wiedziałam co teraz nastąpi.
a) popchnie mnie,
b) zamachnie ręką i i tak nie trafi,
c) zacznie mnie wyklinać.
Emily podciągnęła rękawy, wyporstowała ręce i ułożyła je prostopadle do mojego ciała. Umiejcowiła je na mojej klatce i z całej siły pchnęła w stronę ściany. Przytrzymała mnie, wzięła nadgarstki i ułożyła je nad moją głową. Opcja - a wygrała. Wiedziałam. Tylko na tyle było ją stać, ale spokojnie. Zabawa się dopiero zaczęła.
 - I co teraz suko? - spytała przybliżając się do mojej twarzy.
- Będziesz miała mokro. - powiedziałam uśmiechając się.
Zdezorientowana, spojrzała na mnie głępiej.
- Gdzie?
- Na twarzy. - odpowiedziałam i splunęłam jej w oczy. Uwolniłam nadgarstki i odepchnęłam ją od siebie. Zachwiała się i upadła na tyłek. Gdyby trochę poćwiczyła, upadek byłby mniej bolesny.
- Ty szmato! - krzyknęła wycierając się.
Spojrzałam na twarze chłopców. Wszyscy się uśmiechali. Wszyscy, z wyjątkiem Zayna. W jego oczach widziałam pożądanie i chęć zerżnięcia mnie tu i teraz. Na to będzie musiał sobie poczekać.
- Wiesz co Rachel? Twój ojciec też był taki ostry, ale w łóżku. - powiedziała nagle.
Od razu powróciłam z krainy wyobrażeń erotycznych o Maliku, a muszę powiedzieć, że bywałam tam dość często.
- Co ty pierdolisz? - spytałam, kiedy wstawała.
- To, że twój tatuś miał strasznie małego. Oh i te udawane orgazmy, które musiałam symulować, aby pozwolił dobrać mi się do akt.
- Odszczekaj to. - syknęłam.
Emily tylko się uśmiechnęła. Nie miałam już siły się chamować. Wymierzyłam jej prawego sierpowego tak mocno, że z jej nosa trysnęła krew. Wytarła ją i zaczęła iść w moją stronę. Kolejny raz pchnęła mnie na ścianę i złapała za gardło. Sciskała bardzo mocno, a mi powoli brakowało powietrza. Musiałam coś zrobić, szybko. Wymierzyłam cios kolanem w jej brzuch  i uderzyłam ją w twarz jeszcze raz. Byłam obolała po incydencie z Malikiem, ale chuj z tego. Wkurwiła mnie i tylko to się teraz dla mnie liczyło. Chciałam, żeby cierpiała.  Kiedy doszła do siebie pociągnęła za moje włosy, a ja czułam, jakby tysiąc igieł wbijało się w moją głowę.
- Puść! - krzyknęłam jak ostatnia cipa.
- Boli, prawda?
Uderzyła moją głową w ścianę i zrobiła w niej stały ślad. Uderzała jeszcze i jeszcze, a ja zauważyłam, że mam mroczki przed oczyma.
- Emily, przestań już. - powiedział Zayn.
Nie zamierzała.
Dziewczyna śmiała się w niebo głosy.
- Twój tatuś robił to najlepiej w całym mieście. Gdybyś tylko słyszała, jak krzyczał moje imię... Najwyraźniej twoja matka nie dawała mu tego, czego od niej oczekiwał.
Tego było za wiele. Użyłam patentu, który przetestowałam wcześniej na Maliku. Odchyliłam mocno głowę i uderzyłam ją w szczękę. Głowa bolała mnie okropnie, ale musiałam dać radę. Usiadłam na niej okrakiem i okładałam ją pięściami.
- Nigdy. Nie. Waż. Się. Mówić. Tak. O. Nim. - mówiłam między oddechami, jakie brałam.  Złapałam za jej szyję i przytrzymałam jeszcze mocniej, niż ona moją. Powoli przestawała oddychać.
- Rachel, zabijesz ją. - Niall chciał mnie od niej odciągnąć.
- Rachel do cholery! - wrzasnął Malik, popychając blondyna, złapał moje ręce i przytrzymał je od tyłu.  Chłopcy zadoleni z przedstawienia, zajęli się Emily. Kiedy Malik wyciągał mnie z pomieszczenia, zdążyłam tylko zauważyć, jak Louis uderza ją w policzek a Horan wylewa na nią wiadro wody. Miałam szczerą nadzieję, że się kurwa nie obudzi.
- Co w Ciebie wstąpiło? - oparł swoje czoło o moje.
- Jeszcze się pytasz? Słyszałeś co ona o nim mówiła? Miałam tego dalej słuchać i patrzeć, jak sobie ze mną pogrywa? Sam tego chciałeś. Sam pragnąłeś, żebym jej przywaliła, więc nie rozumiem w czym widzisz problem.
- W tym, że z każdym twoim ruchem, miałem ochotę do Ciebie podejść, ściągnąć Ci spodnie i przerżnąć tak ostro, że błagałabyś mnie o to, abym przestał. - wypowiedział to na jednym oddechu.
- Nic straconego. - powiedziałam, łapiac za jego szlufkę od spodni.
- Nie możemy. - powiedział ledwo słyszalnie.
- Słucham?
- Nie możemy tego już robić.
- Co? Dlaczego?
- Chłopcy wrócili. Nie... Nie możemy dalej tak postępować. Wiem, że to będzie trudne, bo działam na ciebie cholernie mocno, ale musimy dać jakoś radę. To nie może się powtórzyć.
- Chyba sobie żartujesz. - odepchnęłam go wściekła. Opuściłam ten fragment, że na mnie działa. - Piepszyliśmy się, dobrze się bawiliśmy i było wszystko super do czasu, w którym przyjechali chłopcy. Co ja mam o tym myśleć? Posrało cię Malik?! Od kiedy zrobiłeś się taki lojalny. - syknęłam.
- Rachel ja, ja...
- Jaja to Ci zaraz urwę. Okej, masz rację. Nie możemy się dotykać, rozmawiać ze sobą i najlepiej to mnie kurwa pobij, żeby to zapieczętować. Pamiętasz? Jak za starych dobrych czasów. Jestem tylko ciekawa ile wytrzymasz.
Po tych słowach odeszłam, zostawiając go pod ścianą. Usłyszałam po chwili jak uderza w nią ręką i  drze mordę. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Chyba będę musiała go troszkę potorturować. Nie jestem jego zabawką. Nie jestem niczyją zabawką. Zamknęłam pokój na klucz i wyjęłam z szuflady wódkę. Musiałam się napić, bo czułam, że zaraz mój mózg eksploduje. Odkręciłam ją i przechyliłam. Piłam duszkiem, bo byłam przyzwyczajona do tego typu alkoholu. Pociągnęłam kolejny łyk  i zaczęłam tańczyć do muzyki, którą uprzednio włączyłam.
Czasami jest tak, że nawet nie zdajesz sobie sprawy w jak popierdolonym świecie żyjesz. Zatracasz się w nim i nawet nie pamiętasz, że można żyć inaczej. Ja właśnie tak mam. Gdyby ktoś teraz przeniósł mnie do wielkiego domu z ogródkiem, kochającym mężem i gromadką dzieci, chyba nie umiałabym tak żyć. Nie wytrzymałabym tego. Zabrano mi część mnie, moją małą cząsteczkę dobra, która mnie opuściła. Topiłam się w toksycznej otchłani kłamst, zdrad, tajemnic. Niczego nie mogę być pewna. Od jakiegoś czasu moim jedynym zadaniem jest przeżyć. Fałszywe imie, nazwisko, adres. Ludzie przestali pamiętać o tym, że jeszcze kiedyś byłam uznawana jako poszukiwana. Rodzice zginęli, ale... babcia żyła. Wiele razy podjeżdżałam pod jej dom z nadzieją, że odważę się wyściąść z samochodu, pójść do niej i uścisnąć ją z całej siły mówiąc, że już dobrze, że wróciłam i zawsze będę przy niej. Nie mogę, bo mogłabym to uznać, jako świadome podpisanie jej wyroku śmierci. Musiałam porzucić wszystko co miałam, bo takie były konsekwencje życia mojego ojca. Takie stało się moje życie. 
Rozmyślałam. Wreszcie stanęłam pod ścianą i osunęłam się po niej. Przyłożyłam palec do skorni.


Opróżniłam butelkę. Alkohol jest rzeczą, która pozwala mi się odstresować. Usłyszałam, jak ktoś szarpie za klamkę. Wiedziałam, że tą osobą był Malik.
- Spierdalaj! - krzyknęłam.
Wzięłam do ręki wazon i uderzyłam nim w drzwi. Szkło roztrzaskało się na miliony kawałków, a ja rzuciłam się na łóżko. Leżałam i płakałam. Może dlatego że byłam pijana, a może dlatego, że po prostu nie miałam już siły. Wstałam, otarłam ręką łzy i usiadłam podpierając się o ramę łóżka. Wyciągnęłam szlugi i zapałiłam jednego.

Byłam pijana. Czułam to. Czułam też, że kolejny raz alkohol zwyciężył nade mną. W głowie wciąż szumiały mi słowa Emily

Twój tatuś robił to najlepiej w całym mieście. Gdybyś tylko słyszała, jak krzyczał moje imię... Najwyraźniej twoja matka nie dawała mu tego, czego od niej oczekiwał.

Wiesz co Rachel? Twój ojciec też był taki ostry, ale w łóżku.

To, że twój tatuś miał strasznie małego. Oh i te udawane orgazmy, które musiałam symulować, aby pozwolił dobrać mi się do akt.

Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę. Malik wciąż się dobijał, ale miałam to w dupie. Skoro nie może być tak jak wcześniej, niech spierdala.  Nie żebym była zazdrosna. Po prostu nie pozwolę, aby się mną bawił. Nie jestem jedną z tych, które kiedy facet tylko się odezwie, ściągają majtki i wypinają tyłek. Nie.  Kiedy wypaliłam papierosa poczułam, że głowa robi mi się ciężka. Rzuciłam butelkę na ziemię wraz z paczką papierosów. Chciałam iść spać. Chciałam albo nie miałam wyjścia. Taki urok alkoholu. Kiedy zasypiałam poczułam, że ktoś przytula się do mnie od tyłu i szepcze Nie dam rady, dobrze o tym wiesz....
_______________________________________________
Cześć i czołem! Ja właśnie zaczęłam ferie. Małopolskie pozdrawia ♥ Tym, którzy dzisiaj byli pierwszy raz w szkole, gratuluję, że wytrzymali! Dacie radę się odzwyczaić od leniuchowania. Mnie to czeka za dwa tygodnie, ale póki co myślę o tym, co chcę zrobić podczas tych ferii. Myślałyśmy z Olą nad tym, aby ustalić jeden termin, w którym będą pojawiały się rozdziały. Wiemy, że takie jest, nie ma, jest, nie ma, jest, nie ma - jest dosyć uciążliwe, bo same czytamy bardzo dużo ff i wiemy jak to jest. Jedna z czytelniczek nam to zasugerowała i myślę, że to nie byłoby złym pomysłem.  Napiszcie jak wam podoba się rozdział i co u was. Gdzie zamierzacie spędzić ferie, co będziecie robić.  Trzymajcie się!
Natalia xoxo

środa, 11 lutego 2015

30| Nic łatwiejszego.

Leżeliśmy zaplątani w własne ciała i było mi tak.. tak dobrze, że nie przeszkadzał mi nawet chłód wanny, w pewnym sensie złagodzał obolałe ciało i rany. Zayn gładził delikatnie moje biodro i co chwila mruczał. Miałam zatopione palce w jego czarnych włosach. Nie wiem ile czasu spędziliśmy na tak zwykłej czynności, ale w pewnym momencie zostałam zaalarmowana dziwnymi dźwiękami.
- Zayn?
- Tak kochanie. - zignorowałam zdrobnienie i zaczęłam gwałtownie podnosić się, chłopak zmarszczył czoło. - Co jest?
- Nie słyszysz? - widziałam, że wśród mojego ciężkiego oddechu próbuje doszukać się jakiś innych odgłosów.
- Cholera - słyszę i wiem, że mamy kłopoty.



Reszta gangu wróciła.

To co dzieje się póżniej jest tak szybkie, że nie wiem jak zdołałam się opanować. Wyplątuję się z uścisku czując nieprzyjemne zimno, ale ignoruje je i w pośpiechu zbieram ubrania.
- Zamknę się w piwnicy, a teraz zmoczę cię trochę. Brałeś prysznic i nie słyszałeś jak wrócili, wyprowadziłam cię z równowagi więc mnie troche sprałeś i zamknąłeś. Jasne?- skinął głową zaskoczony, tak gwałtowną i opanowaną sytuacją. Nie zdążył mnie dotknąć ponownie, gdy ja słuchawką prysznica moczyłam mu włosy. Odgłosy stawały się coraz głośniejsze, więc pozbierałam rzeczy. Podeszłam do Zayna i pogladziłam po policzku.
- Zamknę się od środka.- pocałowałam go szybko, ale mocno i wypiegłam drugimi drzwiami z łazienki. Miałam szczęście, że właśnie do tej udał się Malik, bo w przeciwnym razie nie minęłabym się z chłopakami, a tak to szybko wróciłam do pokoju po klucz i niezauważona dostałam się jeszcze bardziej pod ziemię. Wiedziałam,że teraz byli w salonie, przez kratkę wentylacyjną słychać było ich rozmowę. Mam podejrzenia co do tego, czy Zayn nie jest robotem, wszystko co robi, wykonuje idealnie, a swoją małą scenę odegrał lepiej niż dobrze. Kiedy skończył mówić, ktoś zaczął się śmiać, wyłapałam też jeden kobiecy głos. Modliłam się, by to nie była Emily.


- Oh mam nadzieję, że porządnie skopałeś jej tyłek, suka niech wie, gdzie jej miejsce. - jad w jej głosie przebijał się przez rury trafiając do mnie ze zdwojoną siłą i sprawiając, że miałam ochotę otworzyć drzwi i nieźle jej wpierdolić. Zamiast tego jednak, oparłam się o ścianę, z powrotem założyłam swoje rzeczy i czekałam.

Chwilę później do pomieszczenia wszedł Niall, nie powiem byłam lekko rozczarowana, ale nie dopuściłam tego uczucia bardzej do swojego serca, szybko podniosłam się i wpadłam w ciało blondyna, ten zaśmiał się jedynie i mocno mnie objął. Potem odchylił się na długość ramion i otaksował spojrzeniem moją twarz.

- Malik wygląda gorzej. - mój śmiech wypełnił pomieszczenie, ponownie go przytuliłam. - Chodź, wypuszczę cię, ale masz nie robić nic głupiego, przekonałem Zayna, że jak tylko będziesz go wkurwiać, będzie mógł cie z powrotem zamknąć. - pokręciłam głową, cwany jest.

-Wyjeżdżamy? - zadałam pytanie, które nurtowało mnie od momentu rozmowy z Zaynem.
- Jeszcze nie dzisiaj, chodź, będzie imprezka. - uśmiechnął się szeroko i zaczął energicznie poruszać głową, a ja nie mogłam nic na to poradzić i mimowolnie roześmiałam się.



Weszłam do pokoju i zostałam przparta do ściany, oddałam pocałunek, dezaprobata malowała się w czekoladowych oczach. Miałam wrażenie, że to zbliżenie było w pewnym sensie czymś przez co Malik chciał wyrazić wdzięczność, podziw, nie wiem co to było, ale bardzo mi się podobało. Oplotłam jego biodra nogami i wplotłam palce w jego włosy. Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam powietrza, Zayn oparł swoje czoło o moje i trącił nosem o mój.


- Jesteś genialna.
- A ty jesteś dobrym aktorem, wszystko słyszałam. - prychnął rozmawiony i zachichotał cicho. Co do cholery? To wszystko robi się niepokojące. Musiałam zrobić dziwny wyraz twarzy, bo uśmiech zniknął z buzi Malika.

- Co?
- Nic, to umm trochę dzwine. - powiedziałam niepewnie. Chłopak przeniosł się na fotel, oparł łokcie o nogi i już wiedziałam, że myśli podobnie.
- Czy to źle? - spytał, chodź nie spodziewałam się tego typu pytania.
- Nie.. chyba nie. - podeszłam, usiadłam mu na kolanachm, położyłam obie dłonie na szorstkich policzkach i przywarłam do niego, leniwie, powoli, inaczej.




Potem wstałam, przebrałam się w leginsy i dużą koszulkę. Była podobna do tych Malika, albo była jedną z nich, w każdym razie nie kupiłam jej i nie miałam pojęcia, skąd wzięła sie w mojej torbie.

Wyszłam z łazienki, ale jak się okazało, w pokoju byłam sama, postanowałam dołączyć do reszty. Ku wielkiemu zaskoczeniu, w salonie oprócz moich porywaczy i Em, wciśnięta  w bok Lou była Eleonor. Gdy mnie tylko zobaczyła, wyswobodziła się z uścisku i mocno mnie przytuliła, na mojej twarzy zagościł uśmiech, a powiększył się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam jak Emily wywraca oczami.

- Bo mnie udusisz. - szepnęłam jej do ucha.
- Wierz mi mam ochote udusić kogoś w tym pokoju. - głową wskazała na rudowłosą. El wogóle nie kryła się z niechęcią do niej, za każdym razem gdy na siebie spojrzały posyłały gromy w swoją stronę, dodatkowo brunetka miała cięty język. Mówiąc, że wcześniej dogadywałyśmy się wcześnie zaprzeczałam relacji jaka nas łączyła, bo z każdym dniem była coraz silniejsza. Bardzo polubiłam tą drobną dziewczynę,a fakt, że mam dodatkową osobę po swojej stronie bardzo pomagał.
Usiadłam obok Nialla i standardowo poczęstowałam się jego piwem, nie minęła minuta, a ja już byłam wściekła.
- Rany boskie! Co ty masz na sobie! W sklepie przedawali worki na śmieci?- zignorowałam jej przesłodzony ton.
- Nie odpowiesz mi? Boisz się, że Malik znowu cie skopie?- tym razem zacisnęłam dłonie w pięści, ale dalej siedziałam cicho. W pokoju powietrze wyraźnie zgęstwiało, każdy siedział cicho i obserował sytuacje.
- A może boisz się, że bez elemetu zaskoczenia nie uda ci się mnie pokonać? - moja twarz szczerwieniała.

- Em odpuść sobie, nie widzisz, że Rachel nie ma humoru?- mówiłam już jak bardzo brakowało mi Liama? Nie? Oh no to dobrze, kurewsko mi go NIE BRAKOWAŁO.
Ostrożnie wstałam, a wzrok skupiony był na mnie.


- Chcesz się zemścić? Proszę bardzo będziesz miała okazję. Zapraszam! - rozłożyłam ręce, chwyciłam pustą puszkę i uderzając w czoło dziewczyny zgniotłam ją, pociągnęłam ją za włosy i zaczęłam prowadzić w kierunku siłowni. Zamierzałam ją pokonać, w walce, z zasadami, wyruwnanej i sprawiedliwej. Chciała pokazu siły, to będzie go mieć. Zostałam odprowadzona głośnym ''Rachel do cholery'' Malika, śmiechem Nialla, El i Lou i kpiarskim spojrzeniem Liama. Ten ostatni zdawał się być obojętny na zaistniałą sytuację, bardziej obawiałam się Zayna.

Usłyszałam szybkie kroki za sobą i szarpnięcie w tył, przez co zachwiałam się. Wypuściłam mocno ściskane rude kudły, Emily upadła, a ja odwróciłam się.

Przywitało mnie rozbawione spojrzenie mulata.
- Emily, myślę, że Rachel da ci czas na przygotowanie się. - wycedził przez zęby. Dziewczyna pośpiesznie wstała i zniknęła za zakrętem.
- Co?
- Nic kochanie, daj mi świetne przedstawienie. - uśmiechnął się zadziornie, mocno mnie pocałował.


- Panowie i pani! Zapraszam na walkę pomiedzy Rachel Todd i Emily Benson!- uśmiech nie opuszczał jego twarzy, chciałam odejść, kiedy klepnął mnie w tyłek.

- Masz to wygrać. Dla mnie.

Prychnęłam, nic łatwiejszego Panie Malik.





________________________________________________________________________________

Cześć, kolejny rozdział za nami. Powiem wam szczerze, że jestem wkurzona, bo myślałam, że poprzedni rozdział bardziej się spodoba. 

Poważnie zastanawiamy się nad zawieszeniem bloga i nie mówimy tego, że was straszyć, czy coś w tym stylu. Po prostu nie rozmuiemy dlaczgo jest tutaj was tak mało, bo jeszcze przed nowym rokiem obecność wasza była bardziej niż zadawalająca.

Nie chcemy wprowadzać zasady typu 15 komentarzy=next, więc dajcie o sobie znać.

Tym które niezmiennie są, dziękujemy! <3

Piszcie co sądzicie XD

Olek.

sobota, 31 stycznia 2015

29| Nieustanna walka.

Biegłam ile sił w nogach, aż napotkałam upragnione drzwi. Miałam niewiele czasu, więc szybko wystukałam numerek, jaki dostałam zaraz po urodzeniu. Wiecie data byłaby za banalna, to raczej był rząd cyfr, który określał, ile dzieci przyszło na świat w tym szpitalu. Modliłam się w duchu, aby drzwi ustępiły. Poczekałam 5 sekund, aż czytkik załapie o co mi chodzi. Jest! Usłyszałam charakterystyczne piknięcie i drewniana powłoka samoistnie się otworzyła. Jedynym, kurwa, jedynym plusem było to, że otwierały się tylko na hasło, które prawdopodobnie tylko ja znałam.



Wiedziałam i podejrzewałam, że Malik nie wie co jest kluczem. Miałam przynajmniej taką nadzieję, dlatego gdy zobaczyłam go jak stał na początku długiego korytarza, uśmiechnęłam się cwanie i bez namysłu wparadowałam do środka, a drzwi od razu się zamknęły. Pomieszczenie było ogromnę i nie łatwo było mi się w nim odnaleść. Pewna, że nie będę w stanie usłyszeć krzyków chłopaka, ani jego walenia w odzielającą nas przeszkodę, byłam z tego powodu ogromnie szczęśliwa. Stanęłam na środku sali i byłam wręcz zszokowana tym, ile tutaj jest różnego rodzaju segregatorów, pism, listów i cholera wie czego jeszcze. Nie zastanawiając się długo postanowiłam poszperać trochę między pułkami, o ile mogę tak nazwać ogromne, aż do sufitu regały wykonane z metalu. Nie było tutaj okien, więc wszystko oświetlały jedynie lampy, które przypominały te szpitalne, sterylne i niezwykle jasne. Zapaliłam je zaraz po tym, gdy udało mi się tutaj wejść.

Miałam prawo, tutaj przebywać tyle, ile chcę. Piekło zacznie się dopiero po tym, jak stąd wydję. Bo... kiedyś będę musiała to zrobić. Wyjęłam pierwszą lepszą teczkę i zdjęłam z niej gumkę. Otworzyłam ją i zauważyłam, że w środku były papiery dotyczące jakieś tranzakcji na 20 milionów. Nie wiedziałam... Nigdy nie przypuszczałam, że tata operował takimi sumami. Oczywiście... nigdy nie brakowało mi niczego i można powiedzieć, że miałam wszystko co chciałam. Zamknęłam teczkę i odłożyłam ją na miejsce. Nie mogłam zajrzeć do wszystkich, bo zajęłoby mi to tygodnie, miesiące i może lata. Podeszłam do ogromnego biurka, które stało na środku pomieszczenia. Było wykonane z ciemnego drewna. Przy stole stał równie duży fotel ze skóry. Usiadłam na nim i odchyliłam głowę do tyłu. Telefon w gabinecie zaczął dzwonić. Domyśliłam się, że to Zayn, bo jakby inaczej wytłumaczyć ten fakt? Postanowiłam odebrać.
- Halo?
- Rachel kurwa wyłaź, bo się zajebię, rozumiesz?
- Ale mi się nigdzie nie spieszy.
- Albo stamtąd wyjdziesz, albo jak tylko cię dorwę to tak cię skopię, że nie usiądziesz na swoim cholernym, seksownym tyłku przez miesiąc!
- Kuszące..., ale nie mam teraz głowy do tego typu zabaw. Powiedz mi, jak to jest możliwe, że nie znasz hasła do tego miejsca? Jak głupim trzeba być? Myślałam, że jesteś bardziej profesjonalny Zayn. - powiedziałam słodkim głosem.
- Rachel, nie wkurwiaj mnie. Hasło zna tylko i wyłącznie Harry. Nie mogę do niego zadzwonić, bo akutalnie przebywa... zresztą co cię to obchodzi? Masz wyjść i tyle!
- Nie bądź śmieszny. Myślisz, że cię posłucham? Błagam Cię... - rozłączyłam się.

Zayn wiedział, że będę musiała opuścić to miejsce, chodźby z przyczyn fizjologicznych czy głodowych. Dopiero teraz zauważyłam, że na biurku stoi ramka ze zdjęciem. Wzięłam je do ręki, a łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu. Zamknęłam je i ścisnęłam powiekami, nie pozwalając im uciec. Na fotografii byłam ja i moja mama. Pamiętam ten dzień jak przez mgłę.

Mała dziewczyna z długimi, brązowymi oczami siedzi obładowana zabawkami na jej ulubionym kocyku. Obok niej na leżaku siedzi mężczyzna, około 25 lat. Jest także i kobieta, która była starszą wersją córki. Niedzielne popołudnie wyglądało jak każde inne. Rodzina, która ogromnie się kochała. Nagle dziewczynka wstała i podeszła do mamy, wyciągając do niej swoje małe rączki.
- April, co chciałaś? - kobieta przytuliła ją do siebie. 
Dziewczynka wtuliła się w szyję swojej mamy, a tata to wykorzystał i zrobił im zdjęcie.
- Mike, dobrze wiesz, że nie lubię, gdy ktoś robi mi zdjęcia z zaskoczenia. Wyglądam wtedy jak burak. Mężczyzna pokiwał głową i zaśmiał się ze słów swojej żony. Mała April wyciągnęła się w stronę taty, a ten bez wahania pochwycił ją w ramiona. Dziewczynka złapała  jego policzki i skradła buziaka na jego skroni. Mężczyzna uśmiechnął się na ten gest, który wykonała jego córka. Bardzo ją kochał.

Potrząsnęłam głową, chcąc wyrzucić z siebie to wspomnienie. Coraz częściej łapałam się na tym, że rozmyślałam o mojej przeszłości. Nie mogłam tego robić, bo to tylko mnie osłabiało. Zacisnęłam ponowie powieki i wstałam. Podeszłam do najbardziej oddalonego regału i wyjęłam z niego segregator. Był czarny, a na jego pierwszej stronie przeczytałam :Wypadek. Bez zastanowienia otworzygłam go i usiadłam na ziemi. Nie obchodziło mnie, że pewnie było na niej strasznie dużo kurzu. W segregatorze było wiele zdjęć, dokumentów, raportów. Zagłębiałam się w nie coraz bardziej. Malik doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że będę szperała w aktach. Nagle moim oczom ukazał się plan. PLAN WYPADKU?! Czyli ta ruda suka miała rację.




To wszystko... to wszystko było zaplanowane. Domyślałam się, ale ciągle w głębi duszy miałam nadzieję, że  to czysty przypadek. Jak długo i jak bardzo zamierzam być tak naiwna? Rzuciłam segregatorem o ziemię i ruszyłam w stronę drzwi. Wiedziałam, że był to mój pierwszy i ostatni raz w tym miejscu. Kierowały mną emocje, więc nie kontrolowałam tego, co robię.  Otworzyłam je i zobaczyłam Malika opierającego się o ścianę. Był czerwony ze złości. Od razu wiedziałam, co się teraz stanie.
- Ty suko. Wiesz jak będe miał teraz przesrane? Wiesz?! - rzucił mną o ścianę.
- Oboje jesteśmy siebie warci. Czyli to wszystko prawda? Wypadek mojej matki był zaplanowany! Ruda nie kłamała. Kto był jego kreatorem? Ty, Liam, Harry? A może Louis? - odepchnęłam go i uderzyłam w twarz.
Wiele razy byłam się z facetami. To było dla mnie rutyną, czymś normalnym. Malik złapał się za krwawiący nos i popchnął mnie na ziemię, poczym zaczął okładać pięściami. Wiedziałam, że się chamował. Wiedziałam też, że musiał mnie ukarać. Mieliśmy umowę, a ja jako tako ją złamałam. Wiedziałam również, że kurwa co by nie było musiałam się bronić. Wstałam, złapałam leżący niedaleko wazon i rzuciłam nim w stronę Malika. Kurwa, ukłonił się, a szklany przedmiot przeleciał nad jego głową. Zaśmiał się ironicznie, a ja wykorzystałam sytuację. Podpiegłam do niego i rzuciłam się tak, że upadł twarzą do szkła




Po chwili udało mu się odchylić głowę i uderzył nią w moją brodę, przez co zachwiałam się do tyłu i upadłam. Walczyliśmy. Chłopak w końcu wyciągnął broń. Czekałam na to. Wycelował nią w moją stronę. 
- Ty piepszona szmato! - krzyknął.
Dyszałam.
- No dalej! Zastrzel mnie! Wiem, że tego chcesz. Wszyscy tego chcecie, prawda? Dlaczego się chamowałeś? Przecież jestem dla ciebie tylko problemem.




- Zamknij się! Nie mogłem... nie chciałem tego. Rozumiesz? 
Musiałem to zrobić! Musiałem brać w tym wszystkim udział. Ty miałaś, dom, rodzinę. Ja nie miałem nic. Wszedłem  w to gówno i nie mogę już z tego wyjść. Wiesz jak to jest? Popełniasz zbrodnię za zbronią i już powoli przestajesz to zauważać. Zagłębiasz się w to i stajesz się człowiekiem wypranym z uczuć. Zostajesz pozbawiony wszelkiego człowieczeństwa. 
Ja nie chciałem taki być, to Mike mnie tego nauczył.

- Nie zwalaj winy na niego. Miałeś wybór, mogłeś uciec. Twoje życie? Nie chrzań Zayn. 
- Nic o mnie nie wiesz. - spóścił broń na dół.
- Dlaczego tego nie zrobiłeś? Ulżyło by ci. - zaśmiałam się ironicznie patrząc na jego pistolet. 
- Nie mogłem Rachel. 
- Ah no tak, co byś powiedział Harremu? Jedyny, żywy dowód w tym całym gównie, ginie z rąk jednego z jego marionetek. 
- Nie dlatego. - syknął.
- To dlaczego? Powiedz mi. - szepnęłam. 
Chłopak wiercił wzrokiem dziurę na mojej twarzy, poczym uderzył ręką w ścianę i wyszedł.

W pewnym sensie odetchnęłam, skuliłam się wpół i oparłam dłonie na kolanach. Z mojego czoła sączyła się strużka krwi, wogóle było jej wszędzie pełno. Całą podłogę pokrywało szkło, a ja przez ten widok jeszcze raz, z dokładnością przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia. Nie docierało do mnie to co miało miejsce, to, że walczyliśmy. Należało mi się, nie byłam w stosunku Zayna fer, ale to nie zmienia faktu, że się zawiodłam. Rozumiem jego postawę, ale on powinienen zrobić to samo. Pierdolić to, chyba czas by znowu się napić, pytanie tylko, czy wrócić do salonu i narazić się na ponowne spotkanie Malika. Tak czy tak muszę iść umyć twarz i zobaczyć jak bardzo moja warga jest rozcięta. 

Weszłam do łazienki, na brzegu wanny siedział mulat, mocno zaciskał szczękę, trzymał w dłoni kawałek rozbitego wazonu. Podeszłam do niego i z wielką siłą, ale pozbyłam się odłamka. Nawet na mnie nie spojrzał. Oczyściłam swoje rany i zabrałam się do przemywania jego nosa. Odsuwał moje dłonie kilka razy, ale koniec konców oboje pozbyliśmy się zaschniętej krwi. Bałam się odezwać, zrobił mi miejsce obok siebie. 


- Jesteś cholerną suką Rachel. 
- Powiedz mi coś czego nie wiem. - parsknęłam śmiechem, dołączył do mnie, lekko uśmiechając się pod nosem.
- Zajebisty prawy sierpowy.
- To też wiem. - wzruszyłam ramionami, ścisnął mnie mocno za łokieć i przyciągnął do siebie. Całował mnie z pasją i gwałtownością, jaka towarzyszyła nam zawsze, gdy byliśmy blisko. Dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa, gdy zamruczał w reakcji na moje przygryzienie wargi. 

Nie wiedziałam co myśleć o naszym zachowaniu, ale tacy już byliśmy. Może to była nasza forma zgody, może zwykła chandra, a może nawyk, który stanie się naszą tradycją? Popierdolone, ale to słowo idealnie nas opisuje. W niedługim czasie oboje byliśmy bez koszulek, tępo zostało zwiększone przez co nasze ciała wpadły do wanny. Ból przeszył moje ciało, ale w tym momencie to nie było ważne. Nie było gry wstępnej, powolnego tępa i romantycznych pocałunków. 

Być może to są rzeczy, które potrafią doprowadzić na skraj,a  może już na nim jestem?
W każdym razie, nie jestem sobą, nie jestem April, nie jestem również Rachel po śmierci Mike'a, jestem kimś innym, kimś kto nie dokońca powinien być, istnieć.

Jedynym co pamiętam w tej chwili jest szybkość z jaką Zayn zanurzał się we mnie, raz za razem. Jego bolesne ukąszenia i zasysanie prawego sutka. Był tak dobry i taki pewny siebie, że nie pozostało mi nic oprócz wplecenia palców w jego włosy. Ciągnęłam za nie, gdy zbyt długo zajmował się rozproszony moim ciałem, zamiast pieścić moje usta. Chciałam go mieć, całego, przyciśniętego mocno do nagiego ciała, ocierającego się w ostentacyjny sposób, sprawiającego mi przyjemność, ale i ból.

Zayn schował głowę w zagłębieniu mojej szyi tworząc na niej malinkę. Głośno sapał po orgaźmie jaki chwilę temu praktycznie w jednakowym czasie dał nam spełnienie. Leżał na mnie przygniatając mnie do zimnej powierzchni. Pokręcił głową łaskocząc mnie w policzek. 

- Ciekawe czy kiedyś zrobimy to łóżku. Wiesz, tak naprawdę, zatopieni w miękkiej pościeli, gdy nasze ciała plączą się ze sobą i prześcieradłem zmiętym, na kótrym będziesz zaciskać swoje dłonie. 
________________________________________________________________________________

Mamy kolejny, pisany pół na pół. Mam nadzieję, że sprostał wszelkim oczekiwaniom i wynagradza, czas, w którym trzebabyło na niego czekać XD

następny powinien być w niedługim czasie, być może pojawi się koło wtorku/czwartku XD

Trzymajcie się cieplutko! <3

Olek.

niedziela, 25 stycznia 2015

Uwaga

Chciałam Was powiadomić, że rozdział pojawi się w sobotę\niedzielę i będzie on o wiele, wiele dłuższy od wczorajszego. Wynika to z tego, iż Ola nie ma znowu internetu i jest małe zamieszanie, ale damy radę. Przepraszamy i dziękujemy za wyrozumiałość ♥
Natalia&Ola

sobota, 24 stycznia 2015

28| Gabinet.

Weszłam do twierdzy, zdziwiona, że wszędzie panowała ciemność. Zaglądnęłam do sypialni Zayna, ale nie zastałam go tam. Zabiezpieczenia nie były włączone, więc na pewno znajdował się w środku. Wzruszyłam ramionami i miałam zamiar iść do kuchni, kiedy minęłam drzwi, za którymi krył się korytarz. Przypomniałam sobie, że miałam spróbować dostać się do gabinetu ojca. Nadzieja, na poznanie całej historii znowu rozpaliła się we mnie. Zabrałam jabłko i udałam się pod machoniowe drzwi. Kątem oka zobaczyłam tlące się światło, gdzieś koło siłowni. Podeszłam bliżej drewnianej powłoki i przejechałam po niej dłonią. Badałam jej fakturę, by wyczuś jakieś zgrubienie, ale nic takiego nie znalazłam. Po 30 min bezsensownego kluczenia, aparłam się o nie, natrafiając na coś ostrego. Moje plecy przeszył  ból, mimo to podniosłam się. Słabe światło nie oświetlało dobrze podłogi, więc nie widziałam jej na tyle, by sprawdzić co mnie skaleczyło. Wróciłam do pokoju po latarkę.

Skierowałam strumień na podłogę i dostrzegłam koło progu, pas metalowej powierzchni z ćwiekami. 6 wystających elementów przypominało kształtem przyciski. Zaintrygowana położyłam się na brzuchu, a nos wetchnęłam praktycznie w nie. Myślałam chwilę czy to jest coś, co może doprowadzić mnie na drugą stronę. 6 identycznych i dobrze wykonanych okręgów. Powróciłam do pozycji siedzącej, w głowie miałam kompletną pustkę. Po drugiej stronie usłyszałam szmer, nie wiem dlaczego tak zareagowałam, ale stwierdziłam, że to może być jakieś zagrożenie i sięgnęłam po miecz trzymany przez średniowieczną zbroję. Z siłowni wyszedł spocony Malik, miał na sobie krótkie, boskersie spodenki i bandaż na rękcach jaki zakłada się pod rękawice. Schowałam się, nie chciałam, żeby mnie zauważył, i w momencie, w którym o tym pomyślałam, wpadłam na tą pieprzoną zbroję. Zajebiście kurwa. 

- I tak wiedziałem, że tu jesteś. - wzruszył ramionami, podniosłam hełm z podłogi.
- Nie wiesz jak je otworzyć? - wskazałam na drzwi, byłam pewna, że coś wie.
- Widziałem jak przyglądałaś się tej dziwnej płytce, jak ją ściągniesz, zobaczysz miejsce do wpisania szyfru. Dokładnie 6 cyfr. Idę wziąść prysznic. - wskazał na swoje ciało.

Wróciłam do leżącej pozycji, z kieszeni wyciągnęłam scyzoryk i podwarzyłam metal. Tak jak mówił mulat, był tam czarny ekran, a w niejscu tych dziwnych wypukleń, ręczny szyfr. Myślałam,że będzie to coś bardziej komputerowego, mój ojciec w tej dziedzinie był geniuszem, co niewątpliwie i u mnie zaszczepiło swoje korzenie. Postanowiłam zaryzykować i wpisałam datę ślubu rodziców.

Nic.

Wpisywałam różne kombinacje, jakie kiedykolwiek słyszałam od taty i które mógł użyć, Wszystko na nic. Postanowiłam sobie zrobić przerwę. Było już coś koło 2 nad ranem. Słyszałam odgłosy telewizora.

- Dostałem wiadomość, że chłopaki będę tutaj rano. Lepiej oddaj mi spluwę i scyzoryk.
- Skąd?
- Kochanie, myślisz, że jestem głupi. - westchnęłam, nie miałam ochoty się kłócić. Zmęczona i przygnębiona niepowodzeniem stwierdziłam, że za szybko się poddaję. Mój duch walki chyba został pogrzebany wraz z kilkoma chwilami, które sprawiły, że myślałam,że mogę normalnie funkcjonować i żyć. Myśl do cholery.

Złapałam się za głowę, pewna, że przed przyjazdem reszty gangów nie zdołam otworzyć jedynej wskazówki, jaka mi została. Mike, miał wiele twierdz, ale ta była jedyną, która była bardzo blisko domu. Blisko mamy.. i mnie!

No jasne, jak mogłam na to nie wpaść wcześniej. Zerwałam się, strącając szklankę ze stolika, rozbiła się, ciężkimi butami zgniotłam szkło.

-Rachel, ty cholerna kobieto! Co tym razem?
Nie odpowiedziałam, gnałam pod drzwi z zamiarem poznania prawdziwej historii życia mojego ojca.
_________________________________________________________________________________

Jest krótko, beznadziejnie i nijak. Sama nie wiem, czemu to opublikowałam, ale myślę, że wena nie do końca do mnie wróciła, poza tym jeśli miałabym jeszcze raz napisać ten rozdział, to nic bym w nim nie zmieniła, oczywiście może poza długością, bo wiem że w nie powala nią nawet w 10%. Myślę, że to nie jest to, czego każdy się spodziewał (chodzi mi o jakość) ale jestem pewna, że jak dacie o sobie tutaj znać, to wstawię jeszcze jutro kolejny rozdział, za który za chwilę się zabiorę. Nie wiem co w nim napiszę, ale jestem zdetermionowana, by to zrobić, bo wiem, że nie będzie potem czasu, żeby z tym nadgonić.

We wtorek jadę na wycieczkę z kościoła (y?) to coś jak rekolekcje przygotowujące do bierzmowania. Także trzymajcie kciuki bo 3 dni modlenia mogą wpłynąć na mój móżdżek i nieco go, że tak powiem wyczyścić. Hahaha XD

Jak tam u was po nowym roku i tym sajgonie z powrotem do szkoły? U nas jak widzicie czasu nie było, ale zaraz po wycieczce zaczynają mi się ferie, a potem Tali, także powinniście mieć nowy zapas rozdziałów :)

Nie przedłużając (bo notka wyjdzie dłuższa niż rozdział yyy?) chciałabym podziękować WIKTORII ! Kochana jesteś wielka, i jeśli to czytasz, to wiedz, jestem ci ogromnie wdzięczna. Wiktoria pomogła mi z wattpadem, zrobiła nawet dla nas okładkę. Jeszcze nic narazie nie mówię, ale może w niedzielę, jak pojadę do Tali (może) to ogarniemy to wszystko.

Olek.



środa, 21 stycznia 2015

Wyjaśnienia.

Hej kochani, piszę tak na szybko, bo kompletnie nie mam czasu ;/ Zbierałam się długo z napisaniem rozdziału, bo ja nie miałam weny a Tala tez jest zabiegana jak ja, więc zostało na tym że pisze notkę. Obiecuję, że spróbuję napisać coś w piątek, bo zaświtał mi pomysł na rozdział więc piątek, sobota, ewentualnie niedziela (ale najpóźniej) powinien się pojawić. PRZEPRASZAM JAK TA NOTKA NIE MA ŁADU I SKŁADU! Kocham was! :*

Olek.

wtorek, 30 grudnia 2014

27|Znowu górą.


Mieszałam zawartość garnka, kiedy poczułam, że naprawdę robię się głodna. Miałam jeszcze 1,5 godziny, więc to trochę dużo. Kiedy sos był gotowy a makaron wystarczająco miękki, przełożyłam wszystko na talerz. Zastanawiałam się, czy powinnam zawołać Malika. Gryzłam się sama ze sobą, ale jednak ta mała, minimalna cząsteczka dobra w moim sercu wygrała. Wyłączyłam kuchenkę i poszłam w stronę jego gabinetu. Nie pukałam, ale wparowałam do środka jak do siebie. Malik stał tyłem opierając ręce na dość dużym, szklanym parapecie. Patrzył w okno i wyraźnie o czymś myślał.
- Te, poeta! Nałożyć ci? - spytałam, opierając się o framugę drzwi.
Odwrócił się natychmiast. Spojrzał na mnie, zbyt długo utrzymując na mojej twarzy wzrok.- No możesz. Emily też.Już chciałam coś powiedzieć i zaprotestować, ale jego wzrok mówił wszystko. To nie był czas, na wszczynanie kłótni. Postanowiłam ten jeden raz ustąpić. Zamknęłam drzwi... Może za mocno, ale to nie był mój problem. Nałożyłam Malikowi i rudej. Oczywistym było to, że będę tej suce musiała zanieść jedzenie.W mojej głowie działo się teraz dużo. Wzięłam talerz i udałam się do pierwszego lepszego pokoju z nadzieją, że tam ją zastanę. Tak jak podpowiadała mi intuicja, tak się nie myliłam. Siedziała na łóżku podparta poduszką i przeglądała swój telefon.- Sory, ale karma się skończyła. - powiedziałam, kładąc talerz na szafce nocnej.- Prawie mnie zabiłaś. - powiedziała zimnym głosem.- Właśnie, prawie. - skrzyżowałam ręce.- Zayn nigdy ci tego nie wybaczy. - pewna siebie, zabrała się na jedzenie.Spojrzałam na nią, a one momentalnie wypluła zawartość tego, co przed sekunda miała w ustach.- Czego tam dosypałaś? - prawie krzyknęła.- Uwierz, że jeśli chciałabym cię wykończyć do końca, nie odmówiłam sobie przyjemności patrzenia na twoje cierpienie, więc zamknij ryj i jedz.Patrzyła na mnie jeszcze chwilę, zapewne analizując moje słowa.Wyszłam z pokoju, nie mogąc już dłużej wytrzymać. Udałam się z powrotem do kuchni, gdzie Zayn już siedział i jadł swoją porcję.- Mam nadzieję, że kiedy tam pójdę, zastanę ją nadal żywą. - powiedział nawijając makaron na widelec.- Ta. - burknęłam.Przez resztę czasu nie odzywaliśmy się do siebie, różnie to mogło wyjść, więc nie chciałam dolewać oliwy do ognia. Zastanawiałam się nad słowami Em. Kim była dla Malika, że nie wybaczyłby mi on jej śmierci?
W pewnym momencie, telefon Zayna krótko, ale wyraźnie zasygnalizował mu, że dostał sms. Byłam ciekawa czy Niall spełni moją prośbę i czy to czasem nie jest coś związanego z tą sprawą. Mulat wyszedł z pokoju, po tym jak przeczytał na wyświetlaczu treść wiadomości, nie byłabym sobą, gdybym nie poszła za nim, albo po prostu nie podsłuchała o czym mówi.
Przybliżyłam się do drzwi, Zayn tak jak przedtem w gabinecie stał przy parapecie i przykładał urządzenie do ucha. Marszczył brwi, gdy ktoś do kogo dzwonił długo nie odbierał.- Niall? O co chodzi? Macie jakieś kłopoty?- bez przywitania, zadał kilka rzeczowych pytań. Czyli jednak! Ha! Uśmiechnęłam się pod nosem, blondasem jest najlepszym przyjacielem, a ja niewątpliwie jego dłużniczką. To śmieszne, ale w ciągu tych tygodni wytworzyłam z członkami gangu różne więzi. W przypadku Horana to była przyjaźń, z Liamem łączyło mnie silne uczucie nienawiści, Louis był kimś pomiędzy, a Zayn? Zayn był tym typem, który nie wpasowuje się w żaden schemat, za to jest kimś innym, ważnym? Zostałam z nim przepleciona silną więzią, balastującą na każdym stopniu. Enigma, można by powiedzieć, coś czego nie znam, ale rozumiem i doceniam. Paranoja.- Dobra zaraz każe się jej spakować. Jest.. jest w nienajlepszej formie. Tak.. Rachel. – w tym momencie zacisnął usta i wyraźnie zniżył głos. – Kiedy wracacie? – nadstawiłam uszu, ta informacja z pewnością mi się przyda, nie wiem ile mam jeszcze czasu, a jest tyle rzeczy, które dzięki tej twierdzy mogę poznać, informacji, których mogę się dowiedzieć.- Ok, więc do zobaczenia w czwartek. – Czwartek? Cholera! To przecież za dwa dni!
Usiadłam z powrotem na krześle i udawałam, że kończę swoją porcję, na którą w tej chwili nie miałam już ochoty. Była zimna i rozgrzebana. Malik wrócił na swoje miejsce, uśmiechnął się przebiegle.- Podsłuchiwałaś. – stwierdził. Pokręciłam głową, rozbawiona. – Tak jak wtedy. – mój umysł zalała fala wspomnień, kiedy Malik po raz pierwszy przyłapał mnie na podglądaniu. Było to w dzień, mojego ‘’przesłuchania’’. Podszedł do mnie i pocałował. Obraz w mojej głowie był tak żywy, że niemal, czułam smak jego ust na moich. Chciałam sięgnąć do nich rękę, ale wtedy zdałam sobie sprawę, że to nie moja wyobraźnia, a Malik, który lekko scałowuje moją twarz. Pociągnął mnie do pozycji pionowej, a potem naprowadził na drzwi. Znaleźliśmy się w spiżarni. Ja na ścianie przyciśnięta przez jego ciało, on błądzący po mnie dłońmi.- Jak to jest, że mam ochotę cię zabić w każdej minucie tak samo, jak pragnę cię nieustannie całować?- wyszeptał. Te ostatnie dni uzmysłowiły mi, że tak naprawdę my walczymy ze sobą. Udawaliśmy najpierw, że żyjemy w pieprzonej bańce, gdy pozwoliliśmy sobie na chwilę odskoczni i udawaliśmy, gdy mówiliśmy, że nie powinniśmy. Popierdolone.Oddawałam pocałunki z czystą desperacją, dopóki Zayn nie przestał.- Powiesz coś?- mruknął.- Ja.. nie wiem. To wszystko. – machnęłam w powietrzu rękami. – Mam tego dość. Ta sytuacja.. – nie mogłam dojść do słowa, zaczynałam mówić i natychmiast zamykałam usta. Byłam w kropce. Odetchnęłam głęboko.- Nic nie jest takie jak powinno. Zdaję sobie sprawę, że nawet jakbym chciała sytuacja zmusza do czegoś innego, nic nie jest tak jak powinno.- To mi nic nie mówi. – szepnął zamyślony.- Zagadka! Zapomniałeś? – uśmiechnęłam się lekko, naprawdę ta sytuacja mnie dobijała. Sprawiała, że czułam ból, pod czaszką, w klatce piersiowej.- Rachel?- Hmm? – dalej stałam oparta o ścianę, milimetry od niego, mogłam patrzeć w jego oczy i wdychać cudowny zapach.- Gdyby..- Tak. – wiedziałam co ma na myśli, jednak bałam się tego, że wypowie to na głos. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało.- Mam nadzieję, że się uda. – mruknęłam pod nosem, tak by nie usłyszał, ale usłyszał, cicho szepcząc mi do ucha, że on też.
- Zayn? – kobiecy głos rozległ się za ścianą. Oderwałam się od Malika. Ułożył palec na swoich ustach, dając mi znak, żebym była cicho. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się zadziornie. Nabrałam powietrza w płucach, ale widząc rozbawiony wzrok Malika po prostu po raz ostatni pocałowałam go krótko.
- Tu jestem. – wyszedł z pomieszczenia z sokiem w ręce. – Co chciałaś?- Gdzie jest ta suka?- Możesz przestań?- warknął. Co jest? Byłam zdezorientowana.- Ona mnie prawie zabiła! Co by powiedział na to Harry?- zakpiła, widocznie było słychać to w jej głosie. Harry?- Jego w to nie mieszaj, to będzie sprawa Hazzy dopiero wtedy, kiedy mu ją dostarczę. – uciął temat. Oboje wyszli z kuchni, przez co ja mogłam opuścić mój schowek. Przemknęłam obok salonu i pognałam do sypialni. Tam przebrałam się w czarne rajstopy, krótkie spodenki z wysokim stanem, białą bluzkę i skórzaną kamizelkę. Na dworze było dosyć ciepło. W dodatku ten strój ukazywał moje dwa już teraz skończone rękawy co mi odpowiadało. Lubiłam patrzeć na ludzi, którzy marszczyli twarz na mój widok i oceniali mnie po wyglądzie, tak naprawdę mnie nie znając. Fakt mieli prawo, bo nie byłam święta, mogli mnie podejrzewać o najgorsze, ale mogli to tylko dlatego, że taka właśnie byłam. Idealny przykład zdemoralizowanego człowieka, który pogubił się, a jedyna ścieżka( ta na skróty) przeplata się ze złem w najgorszej postaci. Nie miałam na sobie ani grama makijażu więc zaraz po tym wyszłam z pokoju i rozwaliłam się na kanapie. W pomieszczeniu nie było Em, tylko (kolejny raz) zamyślony Malik.- Spakowała się i pojechała do chłopaków. – odwrócił się w moją stronę, a jego oczy znacznie się rozszerzyły, mimo to, nie dał po sobie poznać jak bardzo podniecony jest. – Wiem, że to twoja sprawka.- Skoro mamy to już wyjaśnione. – wzruszyłam ramionami, a w duchu skakałam ze szczęścia! Byłam też nieco rozgoryczona faktem, że nie wpadłam na to rozwiązanie wcześniej, ale wtedy nie uderzyłabym jej i nie widziałabym jej krwi, która zalała panele.
- Dokończyłaś go? – usiadł koło mnie, wodząc palcem po najnowszych wzorach. – Piękne.- Dzięki, Joe odwalił kawał dobrej roboty, poza tym spotkałam się z Mel i Cat.- Jest urocza. – mruknął, jakby zawstydzony, że musiał wypowiedzieć te słowa.- Kto Melisa? Nie wiem czy wiesz, ale ona ma męża. – odparłam poważnie.- Głupia jesteś. – walnął mnie w ramię. Zaśmiałam się i jednym ruchem sprawiłam, że położył się, a ja usiadłam na niego okrakiem. Posyłałam mu rozbrajające spojrzenia, dopóki ktoś za nami nie chrząknął.
- Ale iskrzy! – krzyknęła El i jak gdyby nigdy nic usiadła na fotelu naprzeciwko nas.- Cokolwiek. – zeszłam z mulata. – Idziemy? – zadałam pytanie, w tym samym momencie co Zayn wykrzyknął: ‘’ Jak do cholery się tutaj dostałaś?’’ Potem pokręcił głową, bo sam zdał sobie z tego sprawę. Brunetka wstała i pociągnęła mnie w stronę wyjścia.- O kurde, wyglądasz gorąco, nie dziwie się, że Zayn tam fiksuje teraz.- Skończ. – machnęłam w powietrzu ręką, ciekawa jednak co Eleonor ma na myśli mówiąc ‘’fiksuje’’. Oglądnęłam się za siebie, mulat kręcił się nie spokojnie, sięgnął po pilota i włączył mecz. W ostatniej chwili zauważyłam, jakie drużyny grają i wyraziłam głośno swoją opinię. Oczywiście, była różna od tej Malika (nowość!)
Wsiadłam do bmw brunetki i w momencie, kiedy z głośników popłynął dobry, stary rock, a sama El zaczęła mówić przestałam myśleć o wszystkim. Czułam się jak z dobrą przyjaciółką, a to było coś za czym cholernie tęskniłam, odkąd straciłam Toma i moją małą, aczkolwiek wierną paczkę znajomych.Słowotoku El nie było jak przerwać, więc gdy zadawała jakieś pytania po prostu na nie odpowiadałam. Byłam miła i wcale nie przeszkadzało mi to trajkotanie. Coś było w tej dziewczynie, co różniło ją od pozostałych.- El! – krzyknęłam, bo ona mówiła dalej, a ja przez to, że długo o tym wszystkim myślałam, na chwilę się wyłączyłam.- Przepraszam, ale nie wiem o czym mówisz, po prostu przestałam kontaktować. – uśmiechnęła się i spojrzała na mnie z ciepłem w oczach.- Pytałam, gdzie jest Emily, nie widziałam jej w salonie, ani na kamerach w holu.- Oh, ja.. pozbyłam się jej, zadzwoniłam do Nialla, z prośbą, żeby ją zabrał.- Świetnie! Nienawidzę tej suki.- To jest nas dwie! – uśmiechnęłam się.Dalsza droga zleciała nam bardzo szybko, potem chodziłyśmy po sklepach czego za bardzo nie lubiłam, ale i to było przyjemne i odprężające zajęcie. Potem pogadałyśmy szczerze w kawiarni, a ja nie bałam się jej powiedzieć o wszystkim co mnie spotkało. Dosłownie otworzyłam się przed nią, potrzebowałam takiej osoby. Były chwile, gdzie El kręciła głową i była naprawdę przejęta, ona również opowiedziała mi o sobie, wiem jak zaczęła spotykać się z Lou i gdy o tym mówiła, dostrzegłam wiele cóż.. trudno się przyznać, ale podobieństw między mną, a Malikiem.- Wy jesteście tacy sami. – rozsiadła się na kanapie, wystawiając lekko język. Pokręciłam głową. – Oh proszę cię! To widać gołym okiem.- Nie chrzań. Jedyne co widać, to tego gościa przy barze, który się ślini na twój widok. Może podwinęła ci się spódnica?- zaśmiałyśmy się. Brunetka otaksowała spojrzeniem wspomnianego blondyna, chwilę jeszcze obgadywałyśmy innych, zahaczając o temat męskich tyłeczków. Tyłek Malika dostał 9.5 na 10 punktów tak nawiasem mówiąc. El twierdziła nawet, że Zayn ma lepszy tyłek od niej, Miley Cyrus i Louisa! Do cholery! Przez cały czas śmiałam się i dotrzymywałam jej kroku, będąc lepszą i wspominając o sytuacji, gdy powiedziałam Lou, ze jego oddech jest nieświeży.
Około godziny 22 wróciłyśmy do domu.- Na razie kochanie! Pamiętaj, żeby koniecznie do mnie zadzwonić jak tylko zrobisz to co trzeba. – podała mi kartkę z rzędem cyfer. – Powiem Louisowi, żeby o ciebie zadbał, on nie jest zły, to sytuacja go do tego zmusza. Jestem pewna, że wszystko się ułoży, kocham cię suko. – przytuliła mnie mocno, pocałowała w czoło i odjechała.
To wszystko przez tą pieprzoną sytuacje! W jakie gówno trzeba wpaść,żeby tak bardzo pierdolona sytuacja wpływała na moje życie i decyzje jakie muszę podjąć!

____________________________________________________
Siems! Jutro sylwester! Kto się cieszy? Ja! Życzę Wam super zabawy ze znajomymi, a tym, którzy spędzają go w domu: nie przejmujcie się. W domu też jest zajebiście! Zróbcie coś, na co nigdy nie mieliście czasu. Jutro własnie jest na to pora! Kocham Was ♥♥♥
Natalka

piątek, 26 grudnia 2014

26| Zazdrość.

Zamarłam. To była ta sama laska, która podrzuciła mnie do centrum. Rzuciłam w jej stronę lekki uśmiech.
- To wy się znacie? - Malik wstał, patrząc na mnie morderczym spojrzeniem.
- Tak, poznałyśmy się jak wyszłam i pewien sukinsyn mnie dość mocno wkurwił, ale pewnie go nie znasz. Taki zjeb trafia się raz na milion. - posłałam mu "słodkie" spojrzenie i wróciłam do Eleny.
- My sobie jeszcze porozmawiamy. Teraz idź i zjedz coś, bo pewnie królewna nic nie miała w ustach od rana.
Przewróciłam oczami i już miałam udać się do kuchni, ale odwróciłam się na pięcie.
- Właściwie to miałam. - zaśmiałam się z miny chłopaka, który wyobrażał sobie właśnie nie wiadomo co - szkocką.
- Idź i mnie nie denerwuj. Wiesz jak to się skończy.
Machnęłam na niego ręką i ruszyłam wreszcie do tej cholernej kuchni. Chwilę potem pojawiła się w niej Elena. Właściwie to o niej zapomniałam.
- Eleanor. - wyciągnęła w moją stronę rękę w geście przedstawienia się.
- Eleanor? - spytałam.
- Tak. Błagam cię, przecież doskonale wiem, że nie nazywasz się Helen. To imię pasuje do jakiejś starej babci, nie do ciebie.
Zaśmiałam się z jej "komplementu". Właściwie czułam, że polubię tę laskę. Wydawała się być sympatyczna + była jedyną kobietą oprócz mnie, która nie miała nasrane w głowie. Tak, mówię tutaj o rudej.
- To jak na prawdę się nazywasz? - oparła się o blat i przyglądając się jak robię sobie kanapki, oglądała swoje czarne paznokcie.
- Mam na imię Rachel. Co ty tutaj robisz? Wiesz, nie zrozum mnie źle, ale mało kto ma tutaj wstęp i mało kogo tutaj wpuszczają.
- Nie, jeśli jesteś dziewczyną jednego z nich. - uśmiechnęła się.
Malik ma laskę? Nie, nie, nie, nie to niemożliwe. Nie ten typ. Cholera.
- Nie martw się, Malik jest nadal do wzięcia.
Spojrzałam na nią dziwnie.
- Lou. - odpowiedziała krótko.
Ten Lou? Louis?
Wsadziłam sobie kanapkę do ust i ugryzłam jej kawałek.  Przysunęłam talerz w stronę Eleanor, ale pokręciła głową.
- Dzięki, byłam na obiedzie.
Kiwnęłam, że rozumiem.
- Słuchaj... bo domyślam się, że nie masz tutaj za dużo rozrywek i no wiesz... jesteś tutaj jedyną dziewczyną od dłuższego czasu, więc pomyślałam... że my...
- Mogę iść z tobą wszędzie, jeśli zabierzesz mnie od tego kutasa. - oznajmiłam, myjąc pusty już talerz.
- Zakupy? - jej brew podniosła się do góry.
- Cokolwiek.
- Dobra, więc przyjadę po ciebie za 2 godziny. Ale będzie fajnie!
W sumie śmieszył mnie jej entuzjazm. W końcu to tylko zakupy, ale z drugiej strony byłam w stanie ją zrozumieć. Będąc laską jednego z nich, pewnie wielu rzeczy musiała się wyrzec. Odprowadziłam ją do drzwi, jakby to był mój dom i jakbym mieszkała tutaj od wieków.  W sumie jakby nie patrzeć, poniekąd to był mój dom. Przynajmniej po części.
- Teraz gadaj gdzie byłaś.
Podskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się i zobaczyłam jak Malik opiera się o framugę drzwi.
- Nie twój interes. - syknęłam.
Ostatnio nasze relacje... dość się zaostrzyły.
- Ile razy mam ci powtarzać, że odkąd tutaj jesteś to wszystko  co dotyczy ciebie jest moim interesem. Mam cię pilnować do jasnej cholery! - prawie krzyknął.
- Co u rudej? - spytałam obojętnie.
- Żyje
- Jaka szkoda... - szepnęłam z sarkazmem w głosie.
- Ostrzegam cię. - powiedział z trudem tłumiąc gniew.
- Nie pierwszy i ostatni raz. - wzruszyłam ramionami.
Wyminęłam go, a on o dziwo nie próbował mnie zatrzymać. Miałam dwie godziny, które musiałam jakoś zagospodarować. Nie chciałam kolejny raz leżeć na łóżku i patrzeć tępo w sufit. Musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie. Postanowiłam coś ugotować. Mimo tego, że z trudem szło mi zrobienie zwykłej jajecznicy, to spaghetti wychodziło mi idealnie. Zaczęłam otwierać szafki z nadzieją, że znajdę jakiś makaron. Zdecydowanie przydałoby się zrobić tutaj zakupy. Postanowiłam, że zajmę się tym przy okazji wyjścia z Eleanor. Po chwilowych poszukiwaniach znalazłam wreszcie wszystko, co było mi potrzebne. Malik pewnie w tym czasie siedział u rudej. Na samą myśl o tym skrzywiłam się nieudolnie.
- Co robisz? - spytał wchodząc do kuchni i nalewając sobie sok do szklanki.
- Gotuję.
Chłopak na te słowa wyraźnie się zakrztusił.
- Ty? Gotujesz?
- Spaghetti jest jedyną rzeczą na świecie, która na prawdę mi wychodzi, więc siedź cicho albo idź do rudej. - syknęłam.
- No nie wierzę. Ty dalej jesteś o nią zazdrosna! - zaśmiał się, oblizując wargi z soku.
Zamknęłam z hukiem szufladę.
- Nie byłam, nie jestem i nie będę nigdy zazdrosna. Zresztą dlaczego miałabym być? Przecież nic nas nie łączy. Możesz spać gdzie chcesz i z kim chcesz. Mnie nic do tego. - spojrzałam na niego, a on nagle spoważniał.
- Na reszcie to zrozumiałaś. - zacisnął pięści.
- Tobie pewnie też nie będzie przeszkadzać, że wieczorem umówiłam się z super przystojniakiem w barze, którego poznałam wczoraj. Mówię ci jakiego ma wiel...
- Przestań. - warknął.
Ten idiota nawet się nie domyślił, że blefuję.
- Co? Przeszkadza ci to? Jesteś zazdrosny? Czy może po prostu chcesz mieć mnie na wyłączność? - szeptałam, przybliżając się do niego.
Nic nie powiedział, ale wpił się w moje usta bardzo mocno i bardzo szybko. Trwaliśmy w krótkim pocałunku.
- Tak myślałam.
Uśmiechnęłam się do niego z wyższością.
- Jak ma na imię ten facet? - spytał udając, że w ogóle go to nie obchodzi.
- Eleanor. - powiedziałam.
Malik przez pierwsze sekundy patrzył na mnie zdezorientowany, a potem rzucił we mnie mandarynką, którą wcześniej bawił się w ręce. Złapałam ją w locie i posłałam mu zadziorny uśmiech. Ten tylko pomachał głową z dezaprobatą i wyszedł. Mogłam w końcu zająć się gotowaniem.
____________________________________________________
Cześć i czołem!
Jak wam mijają święta? Mamy kolejny rozdział! Nie wiem, czy uda się nam dodać te zapowiedziane rozdziały, bo Ola nie ma dalej internetu, a ja nie wiem czy będę miała czas pisać je na bieżąco.  Do końca bloga zostało jeszcze kilka rozdziałów, piszcie, czy chcecie 2 część. No to tyle, trzymajcie się ♥
Natalia ☻

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świat! ♥

Z okazji nadchodzących świat Bożego Narodzenia, życzymy Wam zdrowych, spokojnych świąt spędzonych w rodzinnym gronie. Tym, którzy tak jak my zdają w tym roku egzaminy, życzymy powodzenia i przyjęcia do wymarzonych szkół. Bawcie się dobrze na sylwestrze, byleby grzecznie! Pamiętajcie, że w areszcie raczej nie ma internetu i nie będzie możliwości przeczytania kolejnego rozdziału (tutaj udawajcie, że się śmiejecie).

Nowy rok, nowe plany i to ciągłe: w tym roku będę się uczyć. Ja już mam pewne postanowienia i mam nadzieję, że przynajmniej teraz uda mi się je spełnić. Jutro czeka nas wszystkich zwariowany dzień i pełno pracy. Mimo to bardzo lubię ten czas, naprawdę! Dobra, nie będę was dłużej zanudzała. Ola nie ma internetu, ale oczywiście życzenia kieruję również od niej. Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU MISIE! ♥♥♥


Natalia&Ola

niedziela, 21 grudnia 2014

25| Prywatny detektyw.

"Kiedy wreszcie pożegnasz się z osobą, którą byłeś kiedyś, okryjesz osobę, którą jesteś dziś i osobę, którą chcesz się stać"

Gówno prawda. Nigdy nie planowałam taką być. Nigdy nie pomyślałam, że mogę stać się wypranym z uczuć człowiekiem. Po prosu życie, którego od tak dawna doświadczałam, musiało mnie do tego przygotować. Często, gdy nie miałam nic konkretnego do roboty, łapałam się na rozmyślaniu "a co by było gdyby". Nie cierpiałam tego, ale mimo to notorycznie to robiłam. Karmiłam się wyobrażeniami i marzeniami, które nigdy się nie spełnią. Siedząc w pokoju i będąc zamkniętą na klucz, mogłam spodziewać się wszystkiego. Obróciłam się w stronę małego okna i przywarłam mocno do poduszki. Patrzyłam na las, który otaczał to miejsce. W jakimś stopniu ja byłam takim lasem. Byłam tajemnicza, straszna, ale w środku skrywałam milion tajemnic. Nagle usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza i czyjeś kroki wchodzące do pomieszczenia. 
- Przemyślałaś swoje zachowanie? - głos Malika był stanowczy.
- Tak. - powiedziałam, nie odwracając się.
- I...? - spytał.
- I żałuję, że całkiem jej nie załatwiłam. Cholernie tego żałuję. 
Przekręciłam się na łóżku w jego stronę. 
- Dlaczego to zrobiłaś? - spytał, podpierając się o framugę drzwi.
 - Gówno cię to obchodzi, Zayn. To moja sprawa, nie twoja. - syknęłam, wstając z łóżka. 
- Nic, odkąd tutaj jesteś nie jest twoją sprawą, więc albo powiesz prawdę albo...
- Albo co? - prychnęłam. 
Nie mógł mnie zabić. Byłam im zbyt potrzebna. Mulat zamknął oczy i w ciszy policzył do 10. 
- Umiesz liczyć do 10? Stary, szacunek! - poklepałam jego ramię i już chciałam go wyminąć, ale kolejny raz  mocny uścisk na mojej ręce zatrzymał mnie.
- Mam tego dość, rozumiesz? - szarpnął mną - Myślisz, że jesteś pępkiem świata, Rachel? Nie będę ciągle się z tobą cackał. Prawie zabiłaś dziewczynę, która z nami pracuje. Nie ważne co powiedziała, ale nie powinnaś tego robić! Zachowałaś się jak poczciwa suka.

Zabolało

- Dobra, chcesz wiedzieć? Proszę bardzo! Przyznała się, że to ona namieszała w samochodzie mojej matki. Dobra, zabraliście mi ojca, ale po jaką cholerę zabiliście ją! Nie powiedziałeś mi tego. Tego cholernie ważnego faktu mi nie powiedziałeś. Kiedy byliśmy na cmentarzu udawałeś, jak bardzo mi współczujesz, a tym czasem sam przyczyniłeś się do jej śmierci.  
Chłopak patrzył na mnie, a źrenice jego oczu powiększały się po każdym moim słowie. Wychodząc z pokoju, odwróciłam się.
- Aha i tak na przyszłość. Milczenie jest lepsze od pieprzenia głupot.
Trzasnęłam drzwiami, założyłam buty i SWOJĄ kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Równie dobrze mogłabym teraz uciec w cholerę daleko, ale nie zrobię tego. W przeciwieństwie do tego sukinsyna, ja dotrzymuję słowa i dam się zawieść na tę cholerną Alaskę.Dowiem się o co chodzi i zajmę należne mi miejsce. Czym moja matka była im winna? Co zrobiła? Nic. Po prostu była żoną ojca. Cholerna sprawiedliwość, o tak. Szłam ścieżką, a moje ciężkie buty zostawiały ślad na piasku. Nie wiedziałam dokąd idę i po co, ale czułam, że jeszcze trochę i rozwalę tę nowoczesną, zapchloną ruderę z milionem naboi i broni w środku. Stanęłabym z boku i patrzyłabym jak  wszystko idzie z dymem, włącznie z tą rudą. Jej bym nie żałowała. Może Malika... Tak, Malika byłoby mi szkoda. Koleś jest całkiem dobry w łóżku. Boże, Rachel. O czym ty myślisz... Byłam zbyt wkurwiona, żeby zaśmiać się sama z siebie. Wreszcie doszłam do głównej drogi. Musiałam jechać  do pobliskiego baru, bo dłużej nie wytrzymam tej presji. Jedynym środkiem komunikacji był samochód Malika, który został przed budynkiem. Mądrze, bardzo mądrze. Zmuszona byłam jechać autostopem. Nie bałam się, że jakiś napalony tirowiec mnie zgwałci. Prędzej ja odetnę mu jaja. Stałam na poboczu drogi i wystawiłam rękę z kciukiem do góry. Nie musiałam długo czekać. W ułamku sekundy, czarne bmw wyłączyło się z ruchu i zjechało na pobocze. O dziwo nie był to żaden facet, ale jakaś laska. Szyba się odsunęła.


- Do centrum? - spytała.
 - Ta - burknęłam.
Wsiadłam do pojazdu, który w środku wyglądał, jakby dopiero co wyjechał z salonu. W sumie sama lubię, kiedy mój wóz utrzymany jest w nienagannym stanie. 
- Jak ci na imię? - spytała szatynka. 
- Um... Helen. - powiedziałam pierwsze lepsze imię, które przyszło mi do głowy. Nie byłam głupia, żeby mówić obcej lasce jak się nazywam. W moim przypadku to było zbyt niebezpieczne i ryzykowne. 
- Ja jestem Elena. 
- Miło poznać. - lekko się uśmiechnęłam.
 - Nie obraź się, ale... po co ci ten pistolet? - spojrzała na wystającą spluwę spod kurtki. - Nie żebym się bała, że mnie zastrzelisz i sprzedasz mnie na organy, ale z natury jestem bardzo ciekawską osobą. - uśmiechnęła się.
Musiałam coś wymyślić, bo przecież nie powiem jej, że właśnie praktycznie spierdoliłam z twierdzy faceta, który przyczynił się do śmierdzi mojej matki i ojca, który wcześniej był ich szefem, ale zginął, bo... tak im się podobało. 
- Ja um... jestem prywatnym detektywem. 
- Aaa, to dlatego jesteś ubrana cała na czarno? 
- Szybko łapiesz. - podparłam się łokciem.

Droga nie zajęła dużo czasu, nawet była przyjemna. Miło było jechać szybko z Eleną i rozmawiać na zwykłe, przyziemne tematy. Tak inaczej.. normalnie. Zostałam wysadzona przy głównej ulicy, z której można było dojść prawie wszędzie. Weszłam do baru i zamówiłam szkocką. O tej porze nie było tłumów. Jakieś niedobitki (pewnie z wieczoru) ledwo trzymający się na nogach. Sączyłam powoli trunek bawiąc się kostkami lodu. W ostatnim czasie stanowczo za dużo piłam, ale nie mogłam inaczej. Lubiłam zapomnieć rozkoszując się przyjemnie drażniącym smakiem alkoholu, przepalającego moje gardło. Po dwóch następnych kolejkach wstałam od stołu podgłaszając muzykę lecącą z starej szafy grającej. Barman posłał mi zirytowane spojrzenie, ale gdy zobaczył jak dyskretnie pokazuję mu spluwę nie odezwał się ani słowem. Zadowolona z obrotu sprawy wypiłam jeszcze 3 drinki.

Siedziałam smętnie przy barze, gdy z hukiem otworzyły się drzwi. Byłam pewna, że to Malik zwęszył gdzie jestem i przyjechał by zabrać mnie do twierdzy. Nie reagowałam dopóki postać nie przysiadła się do mnie i nie zamówiła mi kolejnej kolejki. To z pewnością nie był Zayn. Kaptur na głowie mojego towarzysza do picia również nie ułatwiał mi poznania jego tożsamości. Zaniepokojona podziękowałam mu skinieniem głowy, rzuciłam na ladę banknot i pośpiesznie się wycofałam.

Na dworze zaczęło padać, moje skręcone włosy bardzo szybko zrobiły się mokre. Stróżki wody spływały po skórzanej kurtce, gdy kierowałam się do wejścia metra. Po chwili byłam już całkiem mokra. Dojechałam na obrzeża miasta, skąd szybko znalazłam się przed domem wujka Joe.

W salonie tatuażu jak zwykle paliło się przyjemne, żółte światło. Przez szybę mogłam dostrzec Mel stojącą za kontuarem i Cat siedzącą na nim. Mały rudowłosy potworek wierzgał nogami i bawił się robotem. Od zawsze uwielbiałam ją,była moim słoneczkiem, traktowałam ją jak swoją małą siostrzyczkę.


- Hej cześć i czołem. - mój zachrypnięty głos rozniósł się po studio.
- Rill? Dziecko co ty tutaj robisz? Jesteś cała mokra. - potok słów opuścił usta Melisy, która trzymała mnie w ramionach jednocześnie ściągając ze mnie ubranie. Uśmiechnęłam się do niej ponuro, przypominając sobie wszystkie te małe rzeczy, które zrobiła dla mnie ta rodzina. Kobieta pociągnęłam mnie w stronę fotela, ściągnęłam Cat z lady i postawiła ją przy mnie. Dziewczynka natychmiast sięgnęła do mnie swoimi pulchnymi łapkami. Zaśmiałam się.
- Słonko jestem mokra, nie sądzę, że to dobry pomysł. Jeszcze się rozchorujesz. - małej uśmiech zniknął z twarzy, trąciłam jej nosek palcem na co się troszkę rozchmurzyła.

Dostałam od Mel jej ubrania na przebranie i kubek gorącej herbaty. Dowiedziałam się, że Joe zaraz skończy tatuować i będzie mógł mnie przyjąć. W tym czasie bawiłam się z rudowłosą jej zabawkami. Dużo się przy tym śmiałyśmy, nie obyło się bez łaskotek.

*
Kiedy mój rękaw był gotowy, wujek zaoferował mi podwózkę. Byłam mu wdzięczna, bo jeszcze dzisiaj musiałam się dostać do twierdzy. I tak jestem pewna, że Zayn zabije mnie za to, że w ogóle gdziekolwiek wyszłam. Wiem, że mi ufa i wie, że dam się dowieźć do Alaski, ale w każdej chwili mogą wrócić chłopcy, a oni nie wiedzą o naszym układnie. Jestem też niemal pewna, że to dlatego dzisiejsze zachowanie Malika wyglądało tak jak wyglądało. Mam się nie przyzwyczajać, wiadomość od mulata została dostarczona i wszystko mówiło za tym, że wszelkie sympatie przestają obowiązywać. Nie wyobrażałam sobie za dużo, nauczyłam się, że nic nie trwa wiecznie, a ty jak dostałeś już raz w dupe dostaniesz i drugi.

Widziałam zmianę nastroju Joe'go, gdy z luźniej rozmowy przeszliśmy do podania adresu mojego punktu docelowego. Prosiłam go poprzednim razem, by o nic nie pytał, mówiłam, że wiem co robię i wszystko jest w jak najlepszym porządku, mimo to mężczyzna martwił się. Po tym jak zapewniłam go kolejny raz o tym, że mam wszystko pod kontrolą i, że jakbym potrzebowała pomocy to wiem gdzie go szukać. Prawda była taka, że nie zamierzałam go więcej narażać, nikt więcej nie zginie, nie pozwolę na to. Powolnym krokiem weszłam do środka, byłam w twierdzy ojca tylko kilka tygodni, ale wiedziałam już, że do wejścia do niej mogłam użyć jego hasła, co niezwykle mi sprzyjało.
Po chwili znalazłam się w wielkim salonie i już wiedziałam, że coś nie gra, że coś jest nie tak.
- Prywatny detektyw? - usłyszałam znajomy głos.

Wpadłam.
_____________________________________________________
Cześć! Mamy kolejny rozdział! Co u was? Jak przygotowania do świąt? :D
Ja już choinkę mam ubraną. Prezenty kupione, więc sytuacja prawie opanowana! Jak wam podoba się rozdział? Proszę o duuuuuuuuuużo komentarzy, bo to bardzo motywuje.
Natalia ☻

piątek, 19 grudnia 2014

24| Metaliczny posmak.

Wróciłam do pokoju, ciągle myśląc o tym co powiedział mi Zayn. To dość skomplikowane, ale myślę, że moje serce nie wie już jak funkcjonować, oczywiście bije ale z czysto fizycznego punktu widzenia. Po za tym, czuję się jakbym go nie miała. Położyłam się na łóżku i zastanawiałam się nad tym jak pozbyć się Emily. Suka denerwowała mnie coraz bardziej, a jeszcze ta wzmianka o rodzicach, kompletnie wytrąciła mnie z równowagi.
- Masz już dość?- odwróciłam głowę. O futrynę drzwi z założonymi rękami opierała się Em. Uniosła zawadiacko brew do góry i patrzyła na mnie pogardliwie. Miałam zamiar odpowiedzieć jej,  że nie i zignorować natrętną przybłędę, ale ona znowu zaskrzeczała mi nad uchem. Jedyne czego mam dość, to ciebie. 


- Twój tatuś był taki sam, myślał, że jest panem świata, nauczył chłopaków wszystkiego a potem dał sobie podciąć gardło, cudownie prawda? - przerwała, wbiła mi tępo zakończony kołek w plecy. - A mama? Jak jej było? Kate? Jak pospolicie, zginęła bo głupia nie słuchała ostrzeżeń. Całkiem dobrze znam się na samochodach. Nie miała hamulców prawda?- kolejne pytania opuszczały jej krwisto czerwone usta. - przekręciła kołkiem w ten i z powrotem pogłębiając dziurę w mojej piersi. 

Nie mogłam tego słuchać, to było za wiele. Z nieodgadnioną miną wstałam i nic nie mówiąc, zamachnęłam się na nią. Z jej nosa trysnęła krew, a kiedy za niego chwyciła, zabrałam z komody figurkę półnagiej kobiety i uderzyłam nią rudowłosą. Ciało upadło z chukiem na drewniane panele, brudząc je szkarłatem. Odstawiłam narzędzie na miejsce, wytarłam chusteczką marmur i przysunęłam fotel to ''zwłok'' Emily. Nie sprawdzałam czy żyje, wiedziałam, że tak było (skrycie jednak żałując, że jej nie wykończyłam) i po prostu patrzyłam. Podpierając ręką głowę czy znudzona bawiąc się kosmykiem włosów spoglądałam na kałużę, na układ rąk i marzyłam by Emily Simpson zginęła.





- Co tu się stało? - wychyliłam się znad drzwi i spojrzałam na bruneta. Był zdziwiony, podszedł bliżej, sprawdził puls i wyszedł. Wrócił ze szklanką wody i spróbował ocucić dziewczynę. Nie udało mu się, zrezygnowany zaniósł ją do pokoju i uprzednio znowu sprawdzając jej oddech podszedł do mnie. Patrzyłam na jego mechaniczne ruchy i zastanawiałam się jak zachowa się, kiedy podejdzie do mnie. Wymierzy mi policzek w twarz? Rzuci się na mnie?

Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego. On po prosu przysunął drugi fotel, usiadł koło mnie i razem ze mną szukał czegoś w krwi znajomej. Jak w tym momencie musieliśmy wyglądać psychicznie nawet nie chcę wiedzieć. Wzdłóż kręgosłupa przeszedł mnie dreszcz, gdy ciepła dłoń Malika odnalazła moją, wtedy pierwszy raz od 3 godzin poruszyłam się. Wstałam i wyszłam. Niedbale zarzuciłam na sweter kurtkę i boso usiadłam na ganku. Wypaliłam papierosa, potem kolejnego. Wkońcu włożyłam paczkę do kieszeni i zorientowałam się, że nakrycie nie jest moje. Do moich nozdrzy doszedł zapach męskich perfum, którego wcześniej nie czułam. Wpakowałam ręce do środka i wyciągnęłam je po chwili, trzymając w jednej czarny telefon. Bez namysłu nacisnęłam odpowiednie guziki i z kontaktów wybrałam numer Nialla.


- Zayn? - po trzech sygnałach w słuchawce odezwał się głos blondyna.
- Niall? To ja Rachel. - rzuciłam na jednym wdechu.
- Rachel? Wszystko ok?
- Tak, tak, tylko, albo zabierzesz stąd Emily, albo ją zabiję. - mruknęłam.
- Co? Rache... - rozłączyłam się, usunęłam jakiekolwiek ślady użytkowania komórki i wcisnęłam ją do kieszeni. Wróciłam do domu. Na kanapie z kompresem na głowie leżała Em, a obok niej beznamiętnym wzrokiem utkwionym w telewizorze mulat.

- Idź do pokoju. - warknął, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Wyplądałam się z ubrań Malika i prychnęłam pod nosem. Na twarz Zayna wpłynął pogardliwy uśmieszek.
- Do cholery co ci powiedziałem? - krzyknął i chwycił mnie za ramię. Chciałam go odepchnąć, więc się na niego zamierzyłam, jednak był szybszy, złapał moją rękę i boleśnie ścisnął. Syknęłam, gdy pokolei prostował moje zaciśnięte w pięść palce. Mocowałam się z nim, ale nie tylko fizycznie, nasze spojrzenia również toczyły walkę. Pociągnął za moje włosy i siłą wyprowadził z pomieszczenia.


- Jeszcze raz tak zrobisz! - wycedził przez zęby, a potem brutalnie wpił się w moje usta. Pocałunek był przepełniony agresją i niespotykaną siłą. Na nadgarstkach zapewne pojawiły się siniaki, wepchnął mnie do pokoju i zamknął go na klucz. Co się właśnie wydarzyło? Dotknęłam opuchniętych warg, z górnej sączyła się krew, zassałam ją mocno.

Pod językiem poczułam metaliczny posmak.

_________________________________________________________________________________
Hej, hej, hej! Rozdział dodaję dzisiaj, bo Tala wymyśliła,że do końca grudnia dodamy ich aż 6! Jak dla mnie to chyba nie wykonalne, ale kto wie XD Mam ogromną prośbę, by każdy kto czyta skomentował go! Życzeń składać wam nie będę, bo myślę, że do Wigilii coś się tutaj jeszcze pojawi :) A raczej napewno.

Dzisiaj pożegnałam się ze szkołą i czuje się wyśmienicie! 2 tygodnie wolnego! Aaaaa *-*
Nie wiem czy zauważyliście, ale zmieniłam nazwę na bloggerze, od tąd wszędzie będę się podpisywać Olek.

Co do wattpada- JEST KTOŚ KTO MOŻE WYTŁUMACZYĆ MI, NA JAKIEJ ZASADZE TWORZY SIĘ TAM HISTORIE?

(chcę przynajmniej spróbować zobaczyć jak to wszystko wygląda, poza tym mam cichą nadzieję, że Killera będzie czytać większa ilość osób, ale ciiiii )

Dzięki za wszystkie komentarze, jesteście cudowni! :*

Olek.

sobota, 13 grudnia 2014

23| Pistolet


Spojrzała na mnie z drwiną w oczach. Zacisnęłam piąstki do granic możliwości i odwróciłam się do Malika, który szczerze mówiąc, miał z tego niezły ubaw. No to zaczynamy zabawę.
- Ależ oczywiście, że możesz. - uśmiechnęłam się do niej "tak bardzo szczerze", jak tylko mogłam.
- Co? Boisz się, że przegrasz? - syknęła podchodząc do mnie.
Stałyśmy twarzą w twarz.
- Twoje niedoczekanie. Nie wiesz co mówisz plastikowa kukło. - spojrzałam na jej wymalowane krwistoczerwoną szminką usta - chyba pomyliłaś drogi, bo do cyrku to gdzie indziej
- Jeszcze zobaczymy. Wiesz w ogóle jak się tego używa? - chwyciła spluwę, którą Malik trzymał w ręce i wymierzyła prosto w moje czoło.
- Nie, nie mam bladego pojęcia. - wywróciłam oczami.
Nie żeby coś, ale ta laska z dnia na dzień zaczęła mnie coraz bardziej denerwować.  Jak można być tak głupim, no jak. Ta suka jeszcze nie wie z kim zadarła. Nie wie na co mnie stać.

- Dobra, nie kłóćcie się.  Weźcie sobie jakąś broń i chodźmy, zanim się pozabijacie tutaj na miejscu. - zaśmiał się Malik.
Wyminęłam moją "rywalkę" lekko ją trącając.  Rywalką dla mnie była taką, że żadną. Władałam bronią już bardzo długo i wiedziałam o niej wszystko. Ona pewnie nie wie, do czego to coś służy.  Ja jej pokażę, że takie suki jak ona powinny spać w budzie. Udaliśmy się długim korytarzem do strzelnicy. Malik wcześniej rozdał nam słuchawki. Sama dobrze wiedziałam, jak cholernie seksownie wyglądałam w tym momencie. Kobieta z bronią w ręku w dodatku w męskim swetrze sięgającym jej do połowy ud- żyć, nie umierać. Malik patrzył na mnie i oblizał zmysłowo usta. Dobrze wiedziałam, co działo się w jego głowie. Ruda, która była ewidentnie niezadowolona tym faktem, postanowiła zwrócić na siebie uwagę.
- To zaczynamy? Nie mogę wytrzymać, aby kogoś tutaj nie zastrzelić jak kaczkę.
Jej teksty były powalające. Naprawdę.
- Tak, zaczynamy. - powiedział Malik. - Rachel, dawaj.
Odepchnęłam się od ściany i podeszłam do toru z tarczą na końcu. Dostałam do ręki broń. Wystarczyło, żebym się skupiła i wszystko będzie dobrze. Byłam pewna, że wygram.
- Tylko sobie dobrze wyceluj kochana. Nie chcemy tutaj rannych, prawda Zayn? - jej brew poszybowała ku górze.
- Ta, pewnie. - odezwał się mulat.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową i podniosłam ręce. 3,2,1... i bach!

 Prosto w 10! Odwróciłam się i posłałam tej suce taki uśmiech zwycięscy, na jaki tylko było mnie stać.
- Teraz ty. - podeszłam do Malika i położyłam ręce na jego klatce piersiowej. Spojrzałam w jego oczy i puściłam mu oczko. Chciałam go rozkojarzyć jak najbardziej się da. Chłopakowi widocznie bardzo się to podobało, bo mruknął zadowolony.
- Zayn? Strzelasz czy wolisz miziać się dalej z tą przybłędą? Jeśli wygrasz, dam ci nagrodę, kochanie.
Zacisnęłam powieki i odsunęłam się od niego. Spojrzałam na tę wywłokę i no normalnie nie mogłam, nie mogłam wytrzymać.
- Zamknij się, bo ci tapeta z ryja odpadnie. - wysyczałam.
W tym samym czasie usłyszałam strzał. Momentalnie odwróciłam głowę w stronę Zayna, który już wystrzelił. Szybko przeniosłam wzrok na tarczę.
- Byłam pewna, że trafisz! - pisk, pisk i jeszcze raz kurwa pisk.
- No popatrz, popatrz... Nie wiedziałam, że masz takiego cela.
Sweter Malika osunął mi się z ramienia.
- Umiem dobrze strzelać nie tylko z pistoletu, jeśli wiesz co mam na myśli.
Uśmiechnęłam się, przypominając sobie pewne sytuacje.
- Macie jakąś inną broń? Pokaż! - lalka wepchała się pomiędzy nas.
KURWA.
- Czy ty się przypadkiem z gównem mózgiem nie zamieniłaś? - zaszydziłam z niej.
- Nie rozkojarzysz mnie suko.
Nie mówiłam, że będzie miała ze mną łatwo. Nie mogłam z nią wytrzymać. Jej głos doprowadzał mnie do szału. Za każdym razem, ZA KAŻDYM, kiedy byłam w pobliżu albo rzucała się na Malika jak pies na kiełbasę, albo mierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu i niepotrzebnie "komplementowała". Może tego nie okazywałam, ale najbardziej wkurwiało mnie to, że Malika to po prostu bawiło. Zachowywał się jak stary pierdziel, który ogląda bitwę dwóch lasek w błocie.
Ruda wzięła spluwę i podeszła do toru. Podniosła ręce i wycelowała w... 8. JAKA SZKODA.
- Dałam ci wygrać, żebyś się nam tutaj nie popłakała. - powiedziała, chcąc kolejny raz mnie sprowokować.
- Dziękuję, nie wiem jak ci się odwdzięczę. Może zapłacę ci za operację?
- Czego?
- Mordy, a czego. - zakończyłam, chcąc wyjść.
Malik prawie dławił się, ale nic nie powiedział.
- Twój ojciec i matka musieli nieźle się napracować, żeby stworzyć taką szmatę. No ale cóż... jacy rodzice, taka córeczka.
Zatrzymałam się. Odwracając się sięgnęłam po pistolet, który leżał na blacie. Podeszłam do niej i odwróciłam ją plecami do mnie, przykładając jej spluwę do skroni.
- Nigdy, ale to przenigdy nie waż się tak wypowiadać o moich rodzicach. Nie masz do tego prawa. Jeśli nie chcesz skończyć jako kaleka, lepiej trzymaj się ode mnie z daleka, zachowując dystans.
- Myślisz, że pogrozisz mi pistolecikiem i już się ciebie wystraszę? Błagam cię. Nie bądź śmieszna.
- Jesteś pewna, że nie bym cię nie zastrzeliła?
- Nie dałabyś rady, jesteś zbyt słabą suką April.
- Mam na imię Rachel kurwa, rozumiesz? Rachel!
Wystrzeliłam... To była sekunda. Jedna sekunda. Nie, nie zabiłam jej. Wystrzeliłam obok, robiąc dziurę w ścianie. Ruda otworzyła oczy, pewnie w szoku, że żyje. Spojrzałam na wystraszonego mulata, nie wyrażającego żadnych uczuć. Dyszałam ze złości. Zabezpieczyłam pistolet i odłożyłam go tam, gdzie leżał. Odwróciłam się w stronę dwójki i wyszłam. To wszystko wracało cały czas od nowa i od nowa. Ruszyłam korytarzem prosto do salonu i barku chłopaków. Wyjęłam whiskey i zaczęłam pić z gwinta. Za dużo nerwów jak na dzisiaj, stanowczo za dużo. Poczułam czyjeś ręce na swojej talii. Nawet nie musiałam się zastanawiać, do kogo one należą.
- Spierdalaj. - powiedziałam, odkładając butelkę, którą wcześniej zakręciłam.
Mulat uśmiechnął się na dobrze znane mu słowa. Słyszał je z moich ust już milion razy.
- Nie denerwuj się tak.
- Prędzej czy później ją zabiję, Zayn. Działa na mnie jak czerwona płachta na byka.
Zaczął muskać delikatnie moją szyję. Chciał, abym się uspokoiła i dobrze wiedział, że na mnie to doskonale działa. Dźgnęłam go łokciem, aby się odsunął. Schowałam butelkę (nie, nie wypiłam całej) z powrotem do barku i odwróciłam się twarzą do niego.
- Dlaczego ona tutaj jest? - spytałam.
- Pracuje z nami. Ma takie samo prawo do tej twierdzy jak my.
- Ona? Przecież ta kukła nawet strzelać nie umie! - rozłożyłam ręce.
- Może i nie umie, ale doskonale wyciąga informacje.
- W jaki sp... dobra, nie chcę wiedzieć. - zamknęłam oczy, wyrzucając głowy obrzydzający mnie obraz.
- Za niedługo musimy opuścić to miejsce.
- Wiem... - szepnęłam, patrząc na to, co dzieje się za oknem.
- Nie zakochuj się we mnie. - powiedział to tak nagle, że  moje serce prawie się zatrzymało.
- Co masz na myśli? - spytałam.

- Nie jestem skłonny do miłości, Rachel. Nie umiem kochać i nigdy nie umiałem. Boje się, że mogę cię skrzywdzić, a nie chcę tego.
- Ja też nie umiem  kochać.
Chłopak uśmiechnął się lekko. Odpowiedziałam mu tym samym i wymijając go, poszłam nalać sobie coś do picia. Od tego wszystkiego, aż paliło mnie od środka.  Nie wiem co się stało, ale już drugi raz poruszył ten temat. Nie chciałam o tym mówić. W zasadzie nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że takie coś może mieć miejsce.
NIGDY
________________________________________________
Jest rozdział! Przepraszam za zwłokę, ale ostatnio byłam chora i miałam masę rzeczy na głowie, takich jak konkurs piosenki. Teraz zbliża się długa przerwa, więc mam nadzieję, że razem z Olą nadgonimy rozdziały.
Wszystko u was w porządku? Ja cały czas czekam na śnieg. Wszędzie już czuć magię świąt, ale trochę przeraża mnie fakt, że jest to raczej magia pośpiechu i kupowania. Dajcie mi znać, jak wy to odczuwacie. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał, chociaż dla mnie jest raczej średni. Powiedzmy, że nie wygląda tak, jak sobie to wcześniej zaplanowałam. No ale nic, nie zawsze wszystko musi wychodzić idealnie, prawda?
Jeśli macie możliwość, to zostawcie mi linki do jakiś fajnych opowiadań ff z Malikiem albo Harrym. Chodzi mi o takie bad boys haha. Będę wdzięczna!
Kocham was!
Natalia ☻